22/07/2026
690 680 960

Szop pracz coraz groźniejszy dla polskiej przyrody. Wiosna ujawnia skalę problemu

Wiosenny okres lęgowy to czas szczególnego zagrożenia dla wielu rodzimych gatunków ptaków, których jaja i pisklęta coraz częściej padają ofiarą szopa pracza. Polski Związek Łowiecki alarmuje, że ekspansja tego inwazyjnego drapieżnika zagraża nie tylko przyrodzie, ale również zdrowiu ludzi i zwierząt domowych.

Wiosną wiele gatunków ptaków rozpoczyna okres lęgowy – w gniazdach pojawiają się jaja i pisklęta. To również czas, gdy są one szczególnie narażone na obecność drapieżników. Jednym z nich jest szop pracz – inwazyjny gatunek obcy, który bez trudu dostaje się do gniazd, zjadając jaja i młode ptaki, także te, które znajdują się pod ochroną. To właśnie teraz, w okresie lęgów, obecność szopa pracza ma najbardziej dotkliwe skutki dla rodzimej przyrody. Dlatego Polski Związek Łowiecki zwraca uwagę na skalę tego zjawiska i potrzebę działań ograniczających populację szopa pracza.

Przybysze z Nowego Świata

Szop pracz pochodzi z Ameryki Północnej. Na Stary Kontynent trafił w pierwszej połowie XX wieku, a konkretniej, na teren Niemiec. W Polsce obecność szopa pracza odnotowano po raz pierwszy w 1945 roku. Od 2016 roku widnieje na liście inwazyjnych gatunków obcych (IGO) Unii Europejskiej, co w praktyce oznacza, że nie ma ograniczeń w jego eliminowaniu.

Europejska ekspansja szopa nie przebiegała według jednego kierunku. Miała charakter promienisty, rozchodząc się od pierwotnych wsiedleń w Niemczech, we wszystkich kierunkach. Dziś szopy występują już nie tylko w Niemczech, ale również w Holandii czy Ukrainie. Może to świadczyć o tym, że znaczna część europejskiego kontynentu jest potencjalnym siedliskiem dla tego gatunku.

Liczby mówią same za siebie

Dane statystyczne Polskiego Związku Łowieckiego jednoznacznie wskazują, że skala problemu rośnie gwałtownie. W ciągu trzech sezonów łowieckich od 2021 do 2024 r. myśliwi pozyskali w Polsce łącznie ponad 15 000 szopów praczy.

Jeszcze bardziej wymowne są dane okręgu Zielona Góra, gdzie jedynie w sezonie 2024/2025 pozyskano 6 902 szt. Dla porównania: w tym samym okręgu pozyskanie lisa kształtuje się na poziomie ok. 3 900-4 900 szt. rocznie, co oznacza, że populacja szopa pracza stała się na tym obszarze liczniejsza od populacji lisa.

Obszary najbardziej zagrożone to zachodnia Polska – przede wszystkim tereny Natura 2000, w tym Park Narodowy „Ujście Warty”, Puszcza Barlinecka czy Dolina Dolnej Noteci.

Rodzime gatunki w niebezpieczeństwie

Szop pracz to wszystkożerny drapieżnik o wyjątkowo szerokim spektrum pokarmowym. Z badań prowadzonych w Parku Narodowym „Ujście Warty” wynika, że aż około 40% jego diety stanowią ssaki, drugie tyle – inne kręgowce, a zaledwie 2% – pokarm roślinny. Potwierdza to, że szop pracz jest kolejnym drapieżnikiem w polskim ekosystemie – drapieżnikiem z Nowego Świata.

Wśród gatunków rodzimych najbardziej zagrożonych przez szopa pracza są przede wszystkim ptaki lęgowe. W Polsce szop atakuje m.in. czaple, kaczki, chruściele, perkozki, żurawie i ptaki szponiaste. Ponadto, obserwacje prowadzone nad Odrą przez naukowców z Uniwersytetu Zielonogórskiego wskazują, że z rewirów, w których pojawił się szop, zanika zimorodek. Zagrożone są również chronione nietoperze. Inwazyjny drapieżnik z łatwością penetruje korony drzew i nory nabrzeżne, polując na małe ssaki, gady i płazy, a jego ekspansja oznacza realne straty także dla ryb w stawach hodowlanych i ciekach naturalnych.

Szop pracz nie jest jedynym inwazyjnym gatunkiem obcym zagrażającym polskiej przyrodzie. Wśród najważniejszych IGO obecnych w Polsce wymienić można także jenota – rosnący liczebnie drapieżnik z Azji Wschodniej, wizona amerykańskiego – zagrażającego rybom i ptakom wodnym. Polska jest łącznikiem biogeograficznym między Zachodem a Wschodem Europy, co czyni nas krajem szczególnie podatnym na ekspansję IGO.

Zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt domowych

Szop pracz to nie tylko zagrożenie dla dzikiej przyrody. Jest także wyjątkowo efektywnym nosicielem chorób zakaźnych niebezpiecznych dla człowieka, psów czy kotów. Badania potwierdziły obecność u szopów praczy licznych groźnych patogenów – w tym wścieklizny czy glisty szopiej – pasożyta mogącego powodować u człowieka ślepotę, ciężkie uszkodzenia mózgu, a nawet śmierć. Potwierdzono również obecność włośnia, a także leptospirozy, parwowirozy i tularemii, stanowiących poważne zagrożenie zwłaszcza dla psów i kotów. Polscy naukowcy, działający we współpracy z PZŁ, odkryli także w minionym roku nowy gatunek pasożyta – Demodex procyonis. To pierwszy przypadek dokumentujący obecność tego pasożyta w Europie.

Myśliwi na pierwszej linii

Polski Związek Łowiecki od lat prowadzi kompleksowe działania na rzecz ograniczania populacji szopa pracza, łącząc praktykę łowiecką z badaniami naukowymi i edukacją społeczną. Przykładem mogą być działania Zarządu Okręgowego PZŁ w Zielonej Górze, który współpracuje z Uniwersytetem Zielonogórskim. Dzięki temu pozyskiwane szopy są przekazywane do badań naukowych.

– Myśliwi są dziś na pierwszej linii ochrony rodzimych gatunków. Im skuteczniejsza redukcja szopa pracza w środowisku naturalnym, tym mniejsze ryzyko jego przenikania do miast i obszarów zurbanizowanych – a to bezpośrednio przekłada się na koszty ponoszone przez samorządy i zagrożenie dla zdrowia mieszkańców – mówi Jacek Banaszek, Łowczy Okręgowy PZŁ z Zielonej Góry.

Nasza wspólna odpowiedzialność

Ochrona rodzimej przyrody to zadanie, które wymaga zaangażowania nas wszystkich. Każdy, kto napotka szopa pracza, powinien to zgłosić. W kontakcie ze zwierzęciem należy zachować ostrożność i nie zbliżać się do niego. Warto zabezpieczyć resztki jedzenia pozostawione na zewnątrz, bo to one najczęściej przyciągają szopy w pobliże zamieszkałych obszarów. Skuteczna walka z inwazyjnymi gatunkami obcymi jest możliwa, jeśli będziemy w niej uczestniczyli wszyscy. Razem możemy chronić to, co w polskiej przyrodzie najcenniejsze.

Źródło: PZŁ

15 komentarzy

  1. Ocena: 18

    A jakby zamknąć pracza do szopy?

  2. Zbyszko z Bogdanki
    Ocena: 14

    Bardziej niebezpieczny od lisa czy kuny.Zeżre wszystko co napotka na swej drodze.Konieczna redukcja.

    • Ocena: -6

      To dokładnie jak z ludźmi, też toto wszystkożerne, konieczna redukcja.

      • Ocena: -2

        Pięknie napisane. To co buduje przyroda i tworzy, my niszczymy, a to nazywane jest postępem, ale jeżeli zwierzę egzystuje to nazywane jest 'wandalizmem’. Ludzie są chorzy, tu potrzebna jest znaczna redukcja.

  3. Od zarania dziejów, od Niemców przychodziły same nieszczęścia dla Polski…

  4. Nie taki groźny, rodzime pralki już prawie nie istnieją. Wypierać to sobie może jakieś beko czy inne whirlpoole

  5. Ocena: 2

    Chętnie się przyłącze do obrony przyrody, jeśli my wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Wiatrówka czeka już gotowa.

    • Osoba komentująca J
      Ocena: 2

      No niestety,z wiatrówki nie zawalisz też innego szkodnika-łosia.

    • Ferdek Kiepski (bo kiepski)
      Ocena: 2

      Wiatrówka czeka już gotowa, powiadasz…
      Uprzejmie cię informuję, że nawet jak masz wiatrówkę bez pozwolenia, to nie wolno ci strzelać z niej do żadnych zwierząt (nawet do ludzi).

  6. Trash panda. Wyłapać i do ruskich go.

  7. Ocena: 0

    Jakby politykom uprać pieniądze to by nie było zjadania jaj i młodych z gniazd. Ludzi przecież nie stać na wykarmienie rodziny.

  8. Ocena: -2

    Szop pracz coraz groźniejszy dla polskiej przyrody !
    O Boże, Boże !!! Znowu jakieś niebezpieczeństwo ?!

  9. Wyeliminować wszystkie szopy, psy, koty, jenoty, jeże, szczupaki i karpie, a na koniec zrzućmy wszędzie Atomówki i wyeliminujmy siebie, bo jesteśmy największym i najgorszym IGO w historii. Wtedy ptaki będą sobie mogły ćwierkać.

Dodaj komentarz