Święto Jabłka po raz pierwszy w Motyczu. Były lokalne smaki i rozmowy o sadownictwie
19:08 20-09-2026 | Autor: redakcja
W sobotę, 19 września, w amfiteatrze przy Domu Kultury w Motyczu odbyło się Święto Jabłka. Była to pierwsza edycja tego wydarzenia, którego celem jest podziękowanie sadownikom za ich pracę, a także stworzenie okazji do wspólnej integracji i zabawy. Pomysł zorganizowania święta pojawił się już wiele lat temu. Zainicjowali go śp. przewodniczący Rady Gminy Konopnica Andrzej Duda oraz poseł Jan Łopata. Jednak dopiero teraz postanowiono go zrealizować.
Wśród zgromadzonych gości byli m.in. europoseł Krzysztof Hetman, wiceprezes Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Andrzej Kloc, dyrektor generalny Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego Jarosław Szymczyk, wicestarosta powiatu lubelskiego Iwona Pulińska, przewodnicząca Rady Gminy Konopnica Ewa Żydek, dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Lublinie Paweł Szumera oraz były poseł Jan Łopata. W wydarzeniu uczestniczyli także sadownicy i mieszkańcy gminy Konopnica.
Nie zabrakło również przedstawicielek kół gospodyń wiejskich z Kozubszczyzny, Tereszyna, Radawca Dużego, Radawczyka Drugiego, Uniszowic, Marynina, Zemborzyc, Sporniaka, Motycza Leśnego, Stasina i Szerokiego.
– Jabłko od pokoleń jest symbolem polskiej wsi, pracy sadowników i bogactwa naszej motyckiej ziemi. Podczas dzisiejszego świętowania chcemy docenić tych, którzy swoją codzienną pracą dbają o to, aby owoce naszej ziemi trafiały na nasze stoły. Mam nadzieję, że rozpoczynamy nową tradycję, którą będziemy kultywować przez kolejne lata i corocznie świętować zakończenie zbiorów – wyjaśniała przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Motyczu Justyna Banach.
Europoseł Krzysztof Hetman podziękował KGW Motyckie Grodzianki za zorganizowanie tak fantastycznego wydarzenia, podczas którego świętowane jest motyckie, lubelskie, ale przede wszystkim polskie jabłko. Wskazał, że nie jest przypadkiem, iż Polska tylko w ubiegłym roku zarobiła na eksporcie polskiej żywności 300 mld złotych.
– Polskie jabłko jest niezwykle cenione, rozpoznawalne, chętnie kupowane, ale przede wszystkim konsumowane na całym świecie. To nasz hit eksportowy, z którym jesteśmy kojarzeni wszędzie, na absolutnie całym świecie. Jesteśmy kojarzeni z wysoką jakością żywności, zarówno polskich jabłek, jak i innych produktów. Ale trzeba cały czas tę świadomość podnosić – dodał Krzysztof Hetman.
Podczas wydarzenia podkreślano, że sadownictwo to nie tylko piękne owoce. To przede wszystkim ciężka i wymagająca praca, a także wiedza i doświadczenie sadowników oraz troska o jakość i kondycję upraw.
Odbył się również panel dyskusyjny z udziałem dr. inż. Mirosława Korzeniowskiego, współzałożyciela i prezesa zarządu Stowarzyszenia Agroekoton, oraz Jerzego Zalewskiego, sadownika z zamiłowania i pasjonata z Motycza. Rozmawiano m.in. o tradycjach sadowniczych w tych okolicach, powrocie do starych odmian jabłoni, upodobaniach konsumentów, technologii produkcji i jej zmianach na przestrzeni lat, a także o obecnych bolączkach i problemach sadowników.
Oczywiście nie zabrakło również smakołyków z jabłkiem w roli głównej. Zorganizowano konkurs kulinarny z udziałem kół gospodyń wiejskich z gminy Konopnica, w którym należało przygotować potrawę z wykorzystaniem jabłek.
W kategorii dań wytrawnych zwyciężyło jednogłośnie KGW Radawczanki za tort warstwowy z jabłkiem, śledziem i konfitowaną czerwoną cebulką. W kategorii dań słodkich nagrodę otrzymało KGW Szerokie za jabłko pod pierzynką. Najlepszy deser przygotowało natomiast KGW w Radawczyku Drugim. Był to strudel z jabłkiem.
Galeria zdjęć
ciekawe czy skarbówka wpadłą jak na jakiś innych dożynkach i sypali mandatami
Patrze na gościa trzymającego jabłko, i przypomina mi sie ojciec „laski … z POlski”, który tłumaczył mu, że świat bez kibla nie miałby sensu.
Hetmana powinniście wywalić na taczce zce ale wolicie zdjęcie z psl
Pięknie się bawicie za nasze pieniążki, a ludzie myślą, że mają coś za darmo. Cóż, widać że niedługo wybory.
Zaś symbolem polskiej wsi od dawna jest pyra, zwana też kartoflem, z konieczności spożywana przez cały rok pod rozmaitymi postaciami, ale najczęściej „w koszulce”, wyjęta z parnika dla świń i popijana serwatką czy maślanką, bo ser i masło poszły na sprzedaż do karczmy. Przed wojną sad w Motyczu miał tylko ksiądz, na tych terenach gdzie teraz jest nowy cmentarz i boisko. Jabłko to był rarytas, niemal lek na receptę, nikt tego nie sadził w dużych ilościach, bo bez nawozów ziemia rodziła słabo i każdy wolny spłachetek szedł pod pszenicę i kartofle. Trochę zaczęło się zmieniać po wojnie, gdy zbudowano utwardzoną drogę do Lublina i można to było wozić na handel. Tradycje to ma Konopnica (Milczek) czy Stasin, nawet Radawiec, a Motycz to był za górami (Motycz-Góry), za lasami, rozdołami, przez bagno się jeździło wozem od kępy olszyn do kępy.
Nadal nic ciekawego. Co innego Sporniak.