Nowe znaleziska z pola bitwy pod Dubienką. Odkryto kulę armatnią i inne cenne artefakty (zdjęcia)
09:36 24-07-2025 | Autor: redakcja
Z okazji 233. rocznicy bitwy pod Dubienką, archeolodzy i pasjonaci historii mają powód do radości. Na historycznym polu walk pod Uchańką natrafiono na kolejną żelazną kulę armatnią – tym razem pełny, lany pocisk o średnicy około 10 cm i wadze około 3 kg. Jak ustalili badacze, była to amunicja do 6-funtowej armaty, prawdopodobnie wystrzelona przez rosyjskich fizylierów. Tego typu pociski służyły głównie do niszczenia stałych umocnień, takich jak szańce i baterie artyleryjskie. W kontekście wydarzeń z 1792 roku (lub drugiego starcia w 1794 roku), ich użycie potwierdza intensywność ataku na polskie pozycje, szczególnie te dowodzone przez Tadeusza Kościuszkę.
Ostatnie odkrycia są kolejnym dowodem na to, jak zacięta była walka na tym terenie. Dzięki systematycznym pracom poszukiwawczym udało się zgromadzić już łącznie 14 nieuszkodzonych kul armatnich, pochodzących z różnych typów broni – od moździerzy po armaty kalibru 3, 6, 12 i 24 funty. Większość z nich pochodzi bezpośrednio z aktualnych badań, choć dwa egzemplarze są częścią zbiorów Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie i Muzeum Regionalnego w Chełmie.
Wśród znalezisk znalazły się również ołowiane pociski do broni palnej, guziki mundurowe, fragment kartacza, a także moneta z epoki. Na szczególną uwagę zasługują jednak trzy niewielkie kęsy ołowiu, które pełniły funkcję swoistych „magazynków” surowca do wyrobu amunicji. Zgodnie z regulaminami wojskowymi epoki stanisławowskiej, każdy żołnierz (tzw. gemajn) powinien posiadać od 30 do 50 nabojów, które przechowywał w patronażu – specjalnej torbie przy pasie. Kęsy te dostarczano żołnierzom, a następnie przetapiano w obozie na pociski przy użyciu tzw. kulolejek. Choć prozaiczne w formie, znaleziska te pozwalają lepiej zrozumieć logistyczną stronę ówczesnych działań wojennych.
Nie wszystkie odkrycia dają się jednak jednoznacznie powiązać z bitwą. Archeolodzy natrafili także na fragment starożytnej fibuli – ozdobnej agrafki służącej do spinania szat. Prof. Barbara Niezabitowska-Wiśniewska z Instytutu Archeologii UMCS w Lublinie zidentyfikowała ją jako zabytek z późnej fazy kultury przeworskiej, datowany na koniec II lub początek III wieku n.e. To znalezisko potwierdza, że teren wokół Uchańki był zamieszkiwany na długo przed wydarzeniami z końca XVIII wieku.
Co istotne, wszystkie odkryte artefakty – zarówno militarne, jak i te związane z wcześniejszym osadnictwem – trafią po opracowaniu naukowym do zbiorów muzealnych. Dzięki temu zostaną nie tylko odpowiednio zabezpieczone, ale również udostępnione szerokiej publiczności. Badacze wyrażają nadzieję, że z czasem uda się stworzyć stałą ekspozycję muzealną poświęconą bitwie pod Dubienką i szerszemu kontekstowi historycznemu tych terenów.
W obliczu wciąż trwających poszukiwań, pojawia się też apel do prywatnych kolekcjonerów i lokalnych darczyńców. Może wśród mieszkańców Lubelszczyzny znajdują się osoby, które posiadają w swoich zbiorach militaria z czasów epoki stanisławowskiej i zechcą przekazać je w ręce badaczy historii? Dzięki takim gestom możliwe byłoby stworzenie wyjątkowej, kompletnej kolekcji pamiątek z jednego z najważniejszych starć XVIII wieku na ziemiach polskich.
Galeria zdjęć
…wygląda jak kupa.
Dlaczego nie napisaliście (jak prawie zawsze) że to niewybuch? Przecież wyrażnie widać,że pocisk się nie rozerwał.
Żebyś miał pytanie.
Ciekawe co nie zostało ujawnione i poszło zdobić domową kolekcję 😏
To niezłą musieli mieć broń ci rosyjscy fizylierzy (piechota wyposażona w karabiny z zamkami skałkowymi), że potrafili z niej wystrzelić trzykilogramowy pocisk armatni…
Jak podają źródła, w warunkach obronnych zdarzało się, że piechota, w tym fizylierzy, mogła wspomagać artylerzystów, np. przy przenoszeniu amunicji lub – w sytuacji kryzysowej – nawet próbować oddać strzał z działa. Gdy artylerzyści zostali zabici lub ranni, a działo nie mogło pozostać bez obsługi obsługwali je fizylierzy. W sytuacjach nadzwyczajnych, np. podczas walk w fortecach, odwrotu albo dużych strat wśród artylerzystów, fizylierzy mogli być tymczasowo skierowani do pomocy przy obsłudze dział – ale to była improwizacja, nie standard.