Z pozoru bezpieczny, w rzeczywistości niezwykle groźny. Strażacy pokazali, jak kończy się brawura
19:30 12-01-2026 | Autor: redakcja
W Kanale Bydgoskim załamał się lód pod dwiema 9-letnimi siostrami. Nie żyje matka z córką, które wpadły do wody po załamaniu się lodu w Radzewie w województwie wielkopolskim. Nie udało się uratować siedmiolatka z gminy Kórnik w Wielkopolsce, pod którym załamał się lód na stawie – to zaledwie część zdarzeń, jakie miały miejsce w ostatnich dniach w naszym kraju. Łączy je jedno: wchodzenie na lód, który po silnych mrozach miał być bezpieczny.
Wśród społeczeństwa jest wiele osób uważających, że zabawa na lodzie nie jest niczym niebezpiecznym. Twierdzą one, że skoro ma on 15–20 cm grubości, można jeździć po nim nawet samochodem. Również tu można wymieniać przypadki z ostatnich dni, kiedy lód załamał się pod ciężarem auta. Służby ratunkowe interweniowały m.in. na Jeziorze Żywieckim, zbiorniku wodnym Bagno czy rozlewisku w Szczerbięcinie.
Tymczasem, jak zapewniają strażacy, nie ma bezpiecznego lodu. W niektórych miejscach jego grubość może wynosić 20–30 cm, a zaledwie metr czy dwa dalej będzie tak cienki, że załamie się pod ciężarem człowieka. Do tego w wielu miejscach struktura lodu nie jest jednolita. Pomiędzy poszczególnymi warstwami występują duże przestrzenie wypełnione powietrzem. Sprawia to, że lód staje się kruchy, a chodzenie po nim jest bardzo niebezpieczne. Każdego roku strażacy ratują wiele osób, które ryzykują życiem, wchodząc na zamarznięte zbiorniki wodne.
– Niestety wiele osób nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia i później muszą interweniować służby ratunkowe, aby wyciągać takie osoby z wody. Należy też pamiętać, że widząc osobę, pod którą załamał się lód i która wpadła do wody, trzeba zachować szczególną ostrożność. W pierwszej kolejności wzywamy ratowników. Nie biegniemy po lodzie, gdyż również może się on pod nami załamać. Można próbować się podczołgać i podać np. szalik, patyk lub sanki i za ich pomocą starać się ją wyciągnąć – mówi mł. kpt. Magdalena Gorzel z Komendy Miejskiej PSP w Lublinie.
Jak wygląda akcja ratunkowa w sytuacji, gdy załamie się lód i osoba wpadnie do wody, można było dziś obserwować na Zalewie Zemborzyckim. Odbywały się tam ćwiczenia z zakresu ratownictwa na zamarzniętych akwenach. Uczestniczyli w nich strażacy ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wodno-Nurkowego, która ma swoją siedzibę w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 4 w Lublinie.
– Jeżeli dojdzie do wpadnięcia osoby do wody, liczy się każda sekunda. Dlatego niezwykle ważne jest, aby informacja dotarła do nas jak najszybciej. Ratownicy wyruszają natychmiast, a w specjalne kombinezony ubierają się już podczas jazdy. Na wyposażeniu naszej jednostki są m.in. sanie lodowe oraz szereg sprzętu niezbędnego w tego typu działaniach. Jesteśmy jednostką specjalistyczną, dlatego regularne ćwiczenia są niezwykle ważne – mówi dowódca jednostki kpt. Krzysztof Kobylarz.
Od grudnia na terenie województwa lubelskiego strażacy wyjeżdżali już 21 razy do zdarzeń na zamarzniętych akwenach. Na szczęście nie było ofiar śmiertelnych.
Galeria zdjęć
Podać patyka 😂😂tak to jest jak przyjmują według kryteriów „mocy obciągania „😂
Strażacy pokazali, jak kończy się brawura, tymczasem głupota w narodzie jest tak wielka, że jest to przysłowiowe rzucanie pereł przed wieprze.
Zobacz na zdjęciu 7 że są ślady po szufli na śniegu po obu stronach. Zanim coś napiszesz pomysł. Ślad po sankach hehe to teraz dalej popis A t
Czemu droga do takiego przerębla jest odśnieżana na ćwiczeniach. W normalnym zagrożeniu będą odśnieżać dojście żeby potem dotrzeć ta deską do poszkodowanego na płasko. Raczej wiadomo ze ta deska to chyba na ćwiczeniach robi tylko za ślizg w normalnych warunkach na takim śniegu nie pociągnął by siebie i tej deski chyba że wrzuci ja na plecy i będzie się czołgał
Przecież to ślad po sankach strażackich , jak można było pomyśleć, że ktoś odśnieżał haahhahaha