Weszła na jezdnię i skopała jadący samochód. Potem zaatakowała taksówkarza
08:42 15-09-2018 | Autor: redakcja
Do zdarzenia doszło w piątek po godzinie 23 na ul. Nadbystrzyckiej w Lublinie. Kierujący oplem mężczyzna, jadąc w kierunku centrum, zauważył nagle, jak z chodnika na środek jezdni wbiega młoda kobieta. Doskonały refleks kierowcy sprawił, że udało mu się w porę zahamować i nie potrącić pieszej.
Kiedy użył klaksonu, kobieta odwróciła się, podeszła do jego pojazdu i zaczęła kopać auto. Potem otworzyła drzwi, zwyzywała kierowcę i rzuciła w niego telefonem, który trzymała w ręku. Następnie zaczęła się oddalać idąc środkiem ulicy. Mężczyzna powiadomił o wszystkim policję i ruszył za nią.
Na pomoc taksówkarzowi niebawem przyjechało dwóch kolegów. Kobieta w tym czasie udała się do sklepu monopolowego. Kiedy wychodziła z butelką piwa w ręce, mężczyźni postanowili ją zatrzymać do czasu przyjazdu policjantów. Nie było to jednak takie proste.
Agresorka rzuciła się na nich. Uderzała pięścią, butelką, a także ich kopała. W końcu udało się im ją obezwładnić. Przybyli na miejsce funkcjonariusze przewieźli ją na komisariat. Wszystko wskazywało bowiem na to, że znajdowała się ona pod wpływem alkoholu, bądź środków odurzających.
Kiedy dojdzie do siebie zostanie przesłuchana i usłyszy zarzuty. Odpowie m.in. za uszkodzenie mienia.
(fot. lublin112.pl)
2018-09-15 08:03:44
Jakie „dojdzie do siebie”? Przecież wcześniej napisano, że została przewieziona na komisariat.
Dojdzie do siebie – czytaj pod most albo pod latarnię – bo takiej to psy już nie chcą je…..
Franio i Aaron zaczynają wypuszczać swoje bojówki…
To dziwne, nawet bardzo dziwne , że ona jeszcze żyje. Jest nadzieja, że tam gdzie ją zawieźli jakiś nieszczęśliwy wypadek się przydarzy.
Dochodzi do siebie na izbie wytrzeźwień , pewno w kaftaniku bo demoluje wszystko . Kopie , gryzie i wierzga kopytami.
Kobiety bez krawata są bardziej awanturujące się.
Brawo Panowie, że nie oduściliscie tej łachudrze
pies ją je***
„Yebnięta” dziewucha- ale się popisała
twz. patolożka-agresorka
„Mężczyzna” nie dał rady uspokoić niewiasty??? Pipa, nie „mężczyzna” – kolegów musiał wołać. Świat schodzi na psy odkąd rurki cohones „mężczyznom” uciskają…
A znasz powiedzenie nie ruszaj g… bo g… śmierdzi? Może nie chciał sobie kłopotów narobić więc potrzebował świadków.
Dokładnie. Bez świadków to jeszcze poszkodowany mógłby wylądować w areszcie. Zeznałaby, że chciał ją zaciągnąć do auta, a ona się broniła. I po sprawie. Słowo przeciw słowu. A w takim przypadku mężczyzna jest w gorszym położeniu.