Walczyli do końca. Pamięci pilotów z Brygady Pościgowej z września 1939 r.
15:07 04-09-2024 | Autor: redakcja
Ale to jest tylko wstęp do opowieści o jego prawdziwych bohaterach. O pilotach z Brygady Pościgowej, którzy we wrześniu 1939 r. bronili Warszawy, a później Lublina. Musieli walkę przerwać. Brakowało sprzętu, paliwa i dowództwa, które zostawiło swoich żołnierzy. Piloci z Brygady Pościgowej, zanim musieli przekroczyć granicę polsko-rumuńską, swoją ostatnią bazę mieli tutaj w Radawcu.
Ci sami piloci swoje umiejętności i wolę walki pokazali całemu światu później w innej znanej formacji – w Dywizjonie 303 w bitwie o Anglię …
Dla uważnych słuchaczy będziemy mieli upominek w postaci gry planszowej o tematyce historycznej, a ściśle o walce pilotów we wrześniu 1939 r. o polskie niebo. Wystarczy tylko odpowiedzieć na pytanie jak nazywa się miasto i dzielnica tego miasta gdzie znajduje się jedyna w Polsce ulica upamiętniająca pilotów Brygady Pościgowej z września 1939 r. i przesłać odpowiedź na naszego maila: [email protected] Dwóch pierwszych autorów prawidłowych odpowiedzi otrzyma od nas taką grę. Życzymy powodzenia. Upominek jest ufundowany przez Instytut Pamięci Narodowej.
W nagraniu wykorzystano fragmenty „Marszu Lotników” w wykonaniu Orkiestry Reprezentacyjnej Sił Powietrznych.
Komentarze, opinie, propozycje ciekawych tematów i rozmów do następnych podkastów prosimy przesyłać na nasz adres mailowy: [email protected]

Samolot – model Piper Cub L-4H


Podkast i foto: Zbigniew Pacholik
Na terenie lotniska 41 BLSz w Dęblinie znajduje się ulica brygady poscigowej
W Warszawie, na Gocławiu też – ale co to ma do rzeczy?
„Walczyli do końca” to też na wyrost. Dzięki „światłym decyzjom” gen. Rayskiego (generał ma w Lublinie ulicę swojego imienia, jak kogoś interesuje – biegnie wprost do kostnicy Szpitala Wojskowego) mieli do dyspozycji przestarzałe samoloty, w znacznym stopniu już wyeksploatowane i po 6 dniach walki cała Brygada utraciła zdolność operacyjną.
Decydenci przespali okres zwany „wyścigiem zbrojeń” i zamiast wyposażyć polskie lotnictwo w nowoczesne myśliwce to zabrnęło po uszy w projekt Łosia, bombowca przeznaczonego do bombardowania obszarowego. Ten projekt pochłaniał ogromne środki, których zabrakło na przezbrojenie eskadr myśliwskich. Piloci walczyli więc na tym co mieli i dopiero kiedy okazało się, że Polska – która jednak miała szanse powstrzymać Niemców i przejść do kontruderzenia jest zaatakowana przez sowietów… odlecieli do Rumunii. Dla lotnictwa 18 września to był faktycznie koniec.
Projekt Łosia nie był nietrafiony.
Nietrafione było zastosowanie bojowe Łosi we wrześniu.
Droższy od projektu Łosia był projekt PZL-30/LWS-6, a jego wyniki od razu powędrowały do jednostek treningowych, bo do niczego się nie nadawały – z udźwigiem mniejszym od Karasia i prędkością maksymalną na poziomie przestarzałej też „Czapli” (pamiętajmy, że seryjne egzemplarze miały na stałe zablokowane podwozie) ten samolot wprost z linii produkcyjnych mógł trafić do Muzeum Techniki.
Co do lotnictwa to po 18 września, to rzeczywiście jest to średnio zrozumiałe, bo nadal jakieś lotnictwo mieliśmy w 3 tygodniu wojny, z drugiej strony ewakuacja do Rumunii pozwoliła przeżyć naszym lotnikom, którzy bez tego mogliby skończyć (do końca wojny) w Stalagach (albo z dziurą w tyle głowy gdzieś pod Smoleńskiem).
Wspaniała,wzruszająca opowieść o ludziach którzy mimo popełnionej na nich zdrady nie załamali się i pokazali swój talent i wolę walki.
Dziękuję.
Hmm…
Eksport najlepszych samolotów za granicę, eksport najlepszych działek plot za granicę, eksport ton amunicji za granicę…czy czegoś to nie przypomina?
A jakże.
Pogoda dopisała, rajd się obył.