02/08/2026
690 680 960

Policjant po służbie uratował 4-latka w Lublinie. Chłopiec tracił oddech

Policjant lubelskiej drogówki, wracając po zakończonej służbie, zauważył grupę osób wzywających pomocy przy ulicy Bolesława Ducha. Czteroletni chłopiec zakrztusił się i tracił oddech. Natychmiastowa reakcja funkcjonariusza pozwoliła uratować dziecko.

Do zdarzenia doszło w godzinach popołudniowych w Lublinie. Starszy posterunkowy Patryk Zadworny z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji wracał ze służby, gdy zauważył grupę zdenerwowanych osób. Wśród nich znajdowało się małe dziecko wymagające natychmiastowej pomocy.

– Starszy posterunkowy Patryk Zadworny, wracając ze służby, zauważył przy ulicy Bolesława Ducha w Lublinie grupę panikujących i wzywających pomocy osób. Policjant bez wahania zareagował. Okazało się, że 4-letni chłopiec podróżujący z dziadkami zakrztusił się i tracił oddech. Na miejscu były osoby, które również próbowały udzielić pomocy – przekazała młodszy aspirant Beata Kieliszek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Dziecko przestało reagować

Stan czterolatka szybko się pogarszał. Chłopiec miał problemy z oddychaniem, a po chwili przestał reagować na polecenia i bodźce zewnętrzne. Policjant zachował spokój, polecił obecnym na miejscu osobom wezwać karetkę pogotowia, a następnie rozpoczął udzielanie pierwszej pomocy.

– Starszy posterunkowy ze spokojem polecił wezwanie karetki pogotowia, następnie przystąpił do udzielania pierwszej pomocy dziecku, które traciło oddech i nie reagowało już na polecenia ani bodźce zewnętrzne. Policjant z pomocą dziadka chłopca zastosował chwyt Heimlicha. Po chwili drogi oddechowe zostały udrożnione – poinformowała młodszy aspirant Beata Kieliszek.

Zdecydowane działania przyniosły oczekiwany rezultat. Chłopiec odzyskał oddech, a następnie został przekazany pod opiekę zespołu ratownictwa medycznego.

Życiu czterolatka nie zagraża niebezpieczeństwo

– Dzięki zdecydowanemu działaniu funkcjonariusza oraz postawie wszystkich obecnych na miejscu osób sytuacja zakończyła się szczęśliwie. Chłopiec został przekazany pod opiekę zespołu ratownictwa medycznego, a jego życiu i zdrowiu nie zagraża już niebezpieczeństwo – podkreśliła przedstawicielka KWP w Lublinie.

Postawa starszego posterunkowego Patryka Zadwornego pokazuje, jak istotne w sytuacji zagrożenia życia są znajomość zasad pierwszej pomocy, szybka reakcja oraz zachowanie spokoju.

– To zdarzenie pokazuje, że policjant jest gotowy nieść pomoc nie tylko podczas pełnienia służby, ale również w czasie wolnym. Wiedza, doświadczenie i umiejętność zachowania zimnej krwi w sytuacjach zagrożenia życia mogą mieć decydujące znaczenie – zaznaczyła młodszy aspirant Beata Kieliszek.

Czym jest chwyt Heimlicha?

Chwyt Heimlicha, czyli uciśnięcia nadbrzusza, stosuje się przy ciężkim zadławieniu, gdy poszkodowany nie może skutecznie kaszleć, mówić ani oddychać.

Ratownik staje za poszkodowanym, obejmuje go w pasie, umieszcza zaciśniętą pięść między pępkiem a dolną częścią mostka i wykonuje energiczne pociągnięcia do siebie i ku górze. Powstałe ciśnienie ma pomóc wypchnąć ciało obce z dróg oddechowych.

U czteroletniego dziecka można zastosować tę technikę. Zwykle najpierw wykonuje się do pięciu uderzeń między łopatki, a jeśli nie pomagają – do pięciu uciśnięć nadbrzusza. Nie stosuje się ich u niemowląt poniżej pierwszego roku życia oraz wobec kobiet w ciąży. Jeśli poszkodowany straci przytomność, należy wezwać pomoc pod numerem 112 i rozpocząć resuscytację.

Źródło: Policja Lublin

5 komentarzy

  1. Ocena: 0

    Byłam świadkiem zdarzenia i trochę się z tym nie zgadzam bo na miejsce przybiegł lekarz, karetkę wezwali ludzie jak jeszcze nie było policjanta i to lekarz udzielał pierwszej pomocy. Policja przyjechała i pytała co się dzieje jak już dziecku była udziela pierwsza pomoc i była wezwana karetka.

  2. Ocena: -1

    Brawo milicja

  3. ale mi opieka że przy dziadkach mały coś połknął

    • Pomyśl następnym razem jak coś napiszesz. Opieka nad dzieckiem nie polega na stworzeniu wokół niego magicznej bariery, dzięki której nigdy się nie przewróci, nie zakaszle ani nie zakrztusi. Takie zdarzenie może nastąpić w ciągu kilku sekund nawet przy uważnym opiekunie. Zresztą nigdzie nie podano, co chłopiec miał rzekomo „połknąć”, wiadomo jedynie, że się zakrztusił. Dziadkowie nie pozostawili dziecka bez pomocy. Próbowali działać, wezwano pogotowie, a dziadek współpracował z policjantem podczas udrażniania dróg oddechowych. Ocenianie jakości ich opieki na podstawie jednego zdania jest więc nie tylko bezpodstawne, ale zwyczajnie krzywdzące. Łatwo udawać idealnego opiekuna w komentarzach, kiedy zna się zakończenie i siedzi bezpiecznie przed ekranem. Znacznie trudniej zachować rozsądek, gdy czteroletnie dziecko nagle przestaje oddychać. Im mniej wiedzy o sytuacji, tym najwyraźniej większa ochota do wydawania wyroków.

Dodaj komentarz