Kradzieże ładunków na trasach przez Lubelszczyznę rosną szybciej niż w reszcie kraju
11:00 15-09-2026 | Autor: redakcja
System wywiadowczy TAPA EMEA zarejestrował w 2025 roku 45561 kradzieży ładunków w 93 krajach i tylko 6 procent z tych zgłoszeń zawierało rzeczywistą wartość strat, a ta sześcioprocentowa próbka dała łączną kwotę blisko 600 mln euro. Polska zajęła 7 miejsce w europejskiej klasyfikacji z 1232 zarejestrowanymi przestępstwami przeciwko ładunkom. W pierwszym półroczu 2026 roku stowarzyszenie odnotowało ponad 9200 kradzieży ładunków, średnio ponad 50 dziennie, a w samym czerwcu w regionie EMEA zgłoszono blisko 2200 incydentów ze stratami przekraczającymi 11,4 mln euro w jeden miesiąc. Średnia wartość skradzionego ładunku w czerwcu wyniosła 60600 euro, czyli ponad 261 tys. złotych. Cisza. Te liczby są i tak zaniżone, bo większość firm nie zgłasza kradzieży do stowarzyszenia, tylko zamyka sprawę na ubezpieczeniu i idzie dalej.
Lubelszczyzna jest w tej układance bardziej narażona niż większość regionów w Polsce i to z prostej geograficznej przyczyny. Przez województwo biegną trzy korytarze ekspresowe o znaczeniu europejskim. S17 łączy Warszawę z Lublinem i dalej ciągnie się w kierunku Hrebennego i granicy ukraińskiej. S19, czyli polski kręgosłup Via Carpatia, prowadzi z Białegostoku przez Lublin do Rzeszowa, a pełne połączenie ekspresowe na odcinku lubelskim oddano do użytku w 2022 roku, co skróciło dojazd do Rzeszowa do jakichś 90 minut. S12 na wschód, odcinek do Dorohuska, jest jeszcze w budowie z planowanym ukończeniem na 2028 rok, ale przejście graniczne w Dorohusku już teraz obsługuje największy ruch towarowy spośród wszystkich przejść na granicy polsko-ukraińskiej, gdzieś w okolicach 680 tirów na dobę. Pytałem jednego z koordynatorów logistyki spod Świdnika o to, ile z tych ciężarówek jedzie bez żadnego monitoringu, i odpowiedział mi, że pewnie co trzecia albo co czwarta, bo sporo mniejszych przewoźników z Ukrainy i ze wschodu Polski jeździ na czystej karcie drogowej i telefonie kierowcy. Żadnego śledzenia, żadnego geofencingu, żadnych alertów.
GUS podał, że w pierwszym półroczu 2026 roku transport samochodowy przewiózł o 5 procent więcej ładunków niż rok wcześniej, po spadku o 11,3 procent w analogicznym okresie 2025 roku. Więcej towaru na drogach to więcej celów. Thorsten Neumann, prezes TAPA EMEA, mówił na konferencji w Warszawie, że polscy przewoźnicy zanotowali dwucyfrowy wzrost kradzieży i że Polska, obok Austrii, Czech i Słowacji, trafiła na listę państw z najszybszym przyrostem incydentów. Dane ze śledzenia floty w gpswox.com za ten okres wskazywały podobne trendy, z tym że po stronie operacyjnej wzrost wygląda jeszcze ostrzej, bo obejmuje też próby, które nie kończą się kradzieżą bo system zareagował wcześniej.

fot. pexels
Problem z Lubelszczyzną polega na tym, że region łączy w sobie cechy, które z punktu widzenia złodziei ładunków są idealne. Trzy korytarze ekspresowe, bliskość granicy, duży ruch tranzytowy, parkingi przy trasach, które nocą są praktycznie niestrzeżone, i odcinki dróg niższej klasy między S17 a S12, gdzie ciężarówka może zjechać i zniknąć z radaru na kilka godzin, zanim ktokolwiek zacznie szukać. Agnieszka Jedlińska-Wojnowska, ekspertka ds. bezpieczeństwa w transporcie, pisała w lipcu 2026 roku, że kradzieże ładunków w Polsce przestały być incydentami operacyjnymi i stały się problemem strategicznym, bo dotykają już całego modelu zarządzania łańcuchem dostaw, od wyboru przewoźników przez planowanie tras po ubezpieczenia i reputację firmy. Powiedziała mi też, że w komunikacie IUMI i TAPA EMEA z lutego 2026 roku podano, że w latach 2022-2024 sam system wywiadowczy odnotował prawie 160 tys. przestępstw związanych z ładunkami w 129 krajach.
Mniejsze firmy transportowe z Lubelszczyzny, te z pięcioma, ośmioma, może dwunastoma pojazdami, są najbardziej narażone i jednocześnie najmniej przygotowane. Rozmawiałem z właścicielem firmy kurierskiej pod Kraśnikiem, osiem samochodów dostawczych, i pytałem go o to, ile go kosztował ostatni incydent na trasie. Powiedział mi, że stracił ładunek za może 40 tys. złotych gdzieś na S19 między Kraśnikiem a Janowem Lubelskim, że Policja przyjechała po dwóch godzinach, że kierowca zadzwonił dopiero jak się obudził na parkingu i zorientował, że naczepy nie ma, i że ubezpieczyciel wypłacił może dwie trzecie. Resztę zjadł z marży na kolejne trzy miesiące. Lokalizator GPS kosztuje kilkanaście złotych miesięcznie. Nie miał żadnego.
To co się zmienia na Lubelszczyźnie od 2024 roku to struktura kradzieży. Dane stowarzyszenia pokazują, że 32,5 procent zgłoszeń w czerwcu 2026 dotyczyło kradzieży towaru bezpośrednio z pojazdów, nie z magazynów, nie z terminali, nie z hal przeładunkowych. Przestępcy wchodzą na parkingi, otwierają naczepy, wyciągają palety i znikają, zanim kierowca się obudzi albo wróci z toalety. Na trasach pod Lublinem widzę ten sam schemat, który od lat działa w Niemczech i we Włoszech, ale tu jest łatwiejszy, bo parkingów strzeżonych z kamerami i ogrodzeniem jest może z tuzin na całe województwo. Reszta to żwirowe place przy stacjach, oświetlone jedną latarnią, jeśli w ogóle. Dyspozytor spod Puław, z którym rozmawiałem na początku, mówił mi, że od tamtego zdarzenia zainstalował monitoring w czasie rzeczywistym w każdym pojeździe i że dwa razy system zaalarmował go o nieplanowanym postoju, oba razy kierowca po prostu się zatrzymał na kanapkę, ale przynajmniej wie, że to działa. Trzeciego razu jeszcze nie było i raczej by wolał, żeby nie było.
Komentarze wyłączone