03/10/2026
690 680 960

Kierowcy nie wyciągają wniosków. Brak podstawowych zasad bezpieczeństwa znów przyczyną tragedii na ekspresówce

Piątkowa tragedia na obwodnicy Lublina jest kolejnym dramatycznym przykładem, że zatrzymanie pojazdu i naprawianie go na pasie awaryjnym może kosztować życie. Kierowca Volvo zatrzymał się po awarii koła i wraz z pasażerem rozpoczął naprawę. Nie wezwali służb drogowych, a trójkąt ostrzegawczy ustawili zaledwie kilka metrów za pojazdem.

Brak logicznego myślenia po raz kolejny doprowadził do tragedii na drodze ekspresowej. Trudno bowiem inaczej określić sytuację, do jakiej doszło wczoraj na obwodnicy Lublina. Jak już informowaliśmy, późnym wieczorem na wysokości miejscowości Jakubowice Konińskie doszło do zderzenia dwóch samochodów ciężarowych. W wyniku tego jedna osoba zginęła na miejscu, a dwie kolejne trafiły do szpitala, z czego jedna z nich doznała poważnych obrażeń ciała.

Jak wynika z dotychczasowych ustaleń, kierowca Volvo zatrzymał się z powodu awarii koła. Następnie wraz z pasażerem przystąpił do naprawy układu hamulcowego. Mężczyźni ustawili trójkąt ostrzegawczy, jednak nie około 100 metrów za pojazdem, jak nakazują przepisy, lecz kilka metrów za naczepą. Tymczasem była noc, a przy dużej prędkości pojazdów poruszających się drogą ekspresową każdy metr ma znaczenie, gdyż stojący pojazd oraz osoby znajdujące się w jego pobliżu mogą zostać zauważone zdecydowanie za późno.

Jak ustaliliśmy, zabrakło także telefonu na numer 19 111, pod który należy zgłosić awarię samochodu. Gdyby mężczyźni to uczynili, przyjechałby patrol służby drogowej, który zabezpieczyłby miejsce zdarzenia i do tragedii by nie doszło. Co ważne, jest to całkowicie bezpłatne. Oczywiście w żadnym przypadku nie jest to ujmowanie winy kierowcy Scanii, który nie zauważył stojącego pojazdu i nawet nie zdążył zahamować, w wyniku czego w niego wjechał. Jednak nie bez powodu wprowadzono zasady bezpieczeństwa obowiązujące w tego typu sytuacjach.

GDDKiA przypomina, że na autostradach i drogach ekspresowych zatrzymywanie się jest dozwolone w wyjątkowych sytuacjach, m.in. podczas awarii pojazdu. Wówczas, jeżeli jest to możliwe, należy włączyć światła awaryjne, założyć kamizelkę odblaskową i ustawić trójkąt ostrzegawczy 100 metrów za pojazdem. Następnie należy jak najszybciej oddalić się od samochodu i znaleźć się poza jezdnią oraz pasem awaryjnym, najlepiej za barierą ochronną.

Co ważne, jest to już kolejne tego typu zdarzenie w naszym regionie. Podobny mechanizm doprowadził do tragedii w Panieńszczyźnie w sierpniu ub. roku. Na drodze ekspresowej S12/17, w samochodzie dostawczym jadącym w kierunku Warszawy, uszkodzeniu uległa opona. Kierowca zatrzymał się na pasie awaryjnym i wraz z pasażerem rozpoczął wymianę koła. Tu również była noc, miejsce nieoświetlone, a nikt nie pomyślał, aby wezwać służby drogowe.

Kiedy mężczyźni kończyli pracę, zostali potrąceni przez nadjeżdżającą ciężarówkę. Obaj zginęli na miejscu. Kierowca Scanii przekazywał później, że widział stojący samochód, ale nie zauważył znajdujących się na jezdni mężczyzn. Ofiarami byli 28-letni mężczyzna i jego 49-letni ojciec.

To właśnie dlatego GDDKiA zaleca, aby po awarii ograniczyć czynności przy pojeździe do minimum i jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu poza jezdnią oraz pasem awaryjnym.

W pamięci pozostaje również jeden z najtragiczniejszych wypadków, do jakich doszło w naszym regionie. Dziesięć lat temu, a dokładnie 23 sierpnia 2016 roku, pomiędzy węzłami Lublin Sławinek i Lublin Czechów bus marki Citroën Jumper najechał na stojący na pasie awaryjnym i również niezabezpieczony samochód ciężarowy. Siła uderzenia była ogromna.

W busie podróżowało siedem osób. Pięć z nich zginęło na miejscu, a dwie z poważnymi obrażeniami zostały przewiezione do szpitala. Ofiary śmiertelne to trzy kobiety w wieku od 26 do 29 lat oraz dwóch mężczyzn w wieku 27 i 32 lat. Tragedia ta pokazuje, jak dramatyczne skutki może mieć zderzenie z pojazdem stojącym na drodze szybkiego ruchu.

Kierowcy poruszający się drogami ekspresowymi i autostradami często koncentrują się na samochodach jadących przed nimi. Tymczasem pojazd stojący na pasie awaryjnym może pojawić się w polu widzenia w ostatniej chwili. Przy dużej prędkości czas na reakcję jest bardzo krótki. Jeszcze trudniejsza sytuacja występuje nocą, podczas deszczu, mgły czy ograniczonej widoczności. Światła pojazdu stojącego na pasie awaryjnym mogą być widoczne, ale człowiek znajdujący się przy samochodzie pozostaje znacznie trudniejszy do zauważenia.

Dlatego tak ważne jest, aby nie traktować awarii jako sytuacji, w której można spokojnie przystąpić do naprawy samochodu. Najpierw trzeba zadbać o własne życie, dopiero później o samochód.

Warto również pamiętać, że pas awaryjny nie jest parkingiem. Służy do sytuacji awaryjnych i nie może być wykorzystywany do odpoczynku, robienia zdjęć czy wykonywania innych czynności niezwiązanych z koniecznością zatrzymania pojazdu.


Ustaw lublin112.pl jako preferowane źródło w Google

Dodaj komentarz