Ekspertka z Uniwersytetu Przyrodniczego komentuje warunki utrzymania zwierząt w Muzeum Wsi Lubelskiej
11:53 10-05-2026 | Autor: redakcja
Po sobotnim zdarzeniu w Muzeum Wsi Lubelskiej głos w sprawie warunków utrzymania zwierząt zabrała dr hab. Urszula Kosior-Korzecka, prorektor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie ds. studenckich i dydaktyki. Ekspertka, od lat związana z medycyną weterynaryjną, ocenia, że zwierzęta w skansenie mają zapewnione bardzo dobre warunki. Muzeum uspokaja odwiedzających i zapewnia, że dobro zwierząt pozostaje dla placówki najważniejsze.
fot. Muzeum Wsi Lubelskiej
Te niby aktywistki wyobrażają sobie, że mogą ot tak bezkarnie wchodzic i zabierać zwierzęta z muzeum? I co chciały z nimi zrobić już po zabraniu? Mam nadzieję, że poniosą za to odpowiedzialność. Widziałem te króliki kilka dni temu. Mają świetne warunki, wybieg na dworze i pomieszczenie w środku domu. Lekarze weterynarii i eksperci mówią, że wszystko jest w porządku. To skandal, co one wyprawiają.
Po zabraniu chciały zorganizować zbiórkę na biedne króliczki, a faktycznie na biedne aktywistki.
Schemat znany od ładnych paru lat, na ogół dotyczy psów, ale ta opcja pewnie w Lublinie i okolicach już zajęta przez starszych kolegów aktywiszczów, a za coś żyć trzeba.
Dziwi mnie tylko, że nadal masa ludzi się nabiera na tych cwaniaków, ale to tak jak z wnuczkami, amerykańskimi żołnierzami albo markowym sprzętem od Romka wracającego z targów, który chętnie sprzeda za ułamek ceny, bo nie ma ma paliwo albo coś. 😁
Najgorsze jest to że naukowcy muszą fikać koziołki i tłumaczyć się bandzie D, ebili którzy nigdy nie widzieli inwentarza na wsi. Policja powinna ich pozamykać, a sąd wydać wyrok lub nakaz leczenia, do tego skarbówka powinna prześwietlić ich dochody i od jakich lobbystów dostają kasę. Porada za darmo. Nic nie chcę za nią. Wykonać!
Zapraszam te aktywistki do mnie akurat wtedy jak będę zacinał kurę. Zobaczą trochę krwi i sposób patroszenia. Tylko radzę z daleka, bo obuch z siekiery czasem spada i wtedy może polecieć dużo więcej (nie)winnej krwi.
ale AKTYWISZCZA już wydały wyrok xD ekspertka nie ma nic do powiedzenia.
Idiokracja.
Ponoć prowadzą przytułek dla królików, oddają je do adopcji, ale – jak sądzę – od każdego nowego „rodzica” biorą „co łaska”. W Skansenie miały je podane w kupie, zdrowe, już wykastrowane, w sam raz do kolekcji. Wystarczyło przyjść że skrzynkami i króliki wyłowić😛
Naturalną rzeczą jest, że króliki walczą między sobą o samicę, dominację w grupie, lepszy dostęp do pokarmu. Ustalają wtedy hierarchię w stadzie. Takie bójki mogą być krwawe i trzeba rozdzielać i izolować zwierzaki dopóki się nie uspokoją.
Powinni podac do wiadomości publicznej,jakie nazwiska kryją sie pod hasłem „aktywistki”.
Trzeba przepuścić przez to stado zdezorientowanych samic w okresie ruji stado byków rozpłodowych.
Te aktywiszcza solidarne pozazdrościły królikom zdolności rozmnażania i stąd ta pacyfikacja.
Ja sądzę że chciały je zabrać stamtąd żeby w intymnej ciszy podpatrzeć jak robią to króliczki, Z drugiej jenak strony istnieje prawdopodobieństwo innego wynaturzenia.
Takie grzywny za tą kradzież powinny dostać żeby nie wypłaciły się do końca swojego życia, to odechciało by się im kraść i po kilkaset godzin przymusowych prac społecznych w jakichś ciężkich pracach,żeby nieroby nauczyły się jak się zarabia na chleb
Pewnie jedni i drudzy próbują się teraz wybielić, a prawda leży gdzieś po środku.