Ekspertka z Uniwersytetu Przyrodniczego komentuje warunki utrzymania zwierząt w Muzeum Wsi Lubelskiej
11:53 10-05-2026 | Autor: redakcja
Dr hab. Urszula Kosior-Korzecka, prorektor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie ds. studenckich i dydaktyki, odniosła się do sprawy królików oraz innych zwierząt przebywających na terenie Muzeum Wsi Lubelskiej. Jej komentarz pojawił się po emocjonującym zdarzeniu, do którego doszło w sobotę, 9 maja, na terenie skansenu.
Ekspertka podkreśla, że od wielu lat zawodowo zajmuje się tematyką związaną z utrzymaniem zwierząt.
— Jestem pracownikiem Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie od 30 lat. Mam wiedzę, jak powinny być utrzymywane zwierzęta, zarówno towarzyszące jak i gospodarskie. Jestem też od kilkunastu lat ekspertem w lokalnej komisji do spraw doświadczeń na zwierzętach w Lublinie. Od dwóch lat współpracujemy z Muzeum Wsi Lubelskiej, więc stosunkowo często tam bywam. Ostatni raz byłam w piątek. Widziałam w jakich warunkach są utrzymywane króliki, kozy, konie i owce. Uważam, że zwierzęta tam mają zapewnione doskonałe warunki. Duże lepsze niż gdzie indziej. Zwłaszcza króliki. Pan dyrektor jest na tyle dobrym gospodarzem, że jeśli ma jakieś wątpliwości czy pytania związane z utrzymaniem zwierząt, to w ramach porozumienia z naszą uczelnią, kieruje prośby o konsultacje.
Muzeum uspokaja odwiedzających
Muzeum Wsi Lubelskiej zamieściło również nagranie z komentarzem dotyczącym królików. Placówka zapewnia, że zwierzęta są bezpieczne i pozostają pod opieką.
— Po emocjonującym dniu chcemy wszystkich uspokoić – nasze króliki – co widać na nagranym dziś rano filmiku – są bezpieczne, spokojne i nadal można je odwiedzać w Zagrodzie Królików w Muzeum Wsi Lubelskiej. Dziękujemy Gościom i Przyjaciołom naszego Muzeum za wsparcie i przypominamy, że dobro zwierząt zawsze pozostaje dla nas najważniejsze.
Stanowisko prorektor Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie jest istotnym głosem w dyskusji, ponieważ odnosi się bezpośrednio do warunków bytowania zwierząt w skansenie. Jak wynika z jej wypowiedzi, placówka korzysta z konsultacji uczelni w zakresie opieki nad zwierzętami, a współpraca trwa od dwóch lat.
Sporne relacje po sobotnim zdarzeniu
Tłem sprawy jest sytuacja, do której doszło w sobotę, 9 maja. Do Muzeum Wsi Lubelskiej przyszła grupa osób z jednego z lubelskich stowarzyszeń zajmujących się pomocą zwierzętom. Kobiety miały ze sobą klatki, po czym skierowały się do zagrody z królikami. Tam miały odławiać zwierzęta, wskazując, że przebywają one w złych warunkach, a ich stan zdrowia budzi zastrzeżenia. Pracownicy skansenu powiadomili o wszystkim policję.
Dyrekcja placówki określa sprawę jako niezwykle bulwersującą, a wizytę aktywistek nazywa wtargnięciem do muzeum. Według przedstawicieli skansenu kobiety miały zastraszyć pracowników recepcji oraz działu przyrodniczego. Sam odłów zwierząt miał być, w ocenie placówki, bezprawny. W związku z tym interweniowała ochrona, a na miejsce wezwano policję.
— W sprawę zaangażował się wezwany na miejsce lekarz weterynarii opiekujący się naszymi zwierzętami, powiadomiliśmy również telefonicznie Powiatowego Lekarza Weterynarii, który nie zgłosił zastrzeżeń do realizowanej przez nas opieki nad zwierzętami. Ostatecznie osoby, które wtargnęły na teren skansenu, zostały zmuszone do zwrotu zwierząt i opuszczenia terenu Muzeum w asyście policji — dodają przedstawiciele placówki.
Dyrekcja Muzeum Wsi Lubelskiej zaznacza również, że wszystkie zwierzęta przebywające na terenie placówki znajdują się pod stałą opieką lekarza weterynarii. Jak zapewnia, stale podnoszone są również standardy ich bytowania. Skansen ma być miejscem przyjaznym zwierzętom, „gdzie kury, kaczki i gęsi swobodnie spacerują po zagrodach, a odwiedzający mogą odpocząć w sielskiej atmosferze, spacerując z psem, dla którego zawsze czeka miska z wodą”.
Stowarzyszenie przedstawia inną wersję wydarzeń
Zupełnie inaczej sprawę przedstawiają przedstawiciele Stowarzyszenia Uszaty Lublin. Podkreślają, że wizyta w skansenie była efektem interwencji podjętej po otrzymaniu alarmującego zgłoszenia. Według organizacji jedna z osób zwiedzających muzeum miała zauważyć, że króliki są zakrwawione i przetrzymywane w złych warunkach.
— Nasze działania na terenie Muzeum Wsi Lubelskiej odbywały się w sposób otwarty i za wiedzą pracowników placówki. Po przybyciu poinformowałyśmy pracownika kasy, że reprezentujemy Stowarzyszenie Uszaty Lublin oraz że otrzymałyśmy zgłoszenie dotyczące możliwego pogryzienia królików, w związku z czym chcemy ocenić ich stan zdrowia. Zostałyśmy poinformowane, że wejście może odbyć się wyłącznie w obecności pracownika muzeum, na którego czekałyśmy około 40 minut. Następnie pracownik skansenu zaprowadził nas do zagrody i otworzył zamknięte na kłódkę pomieszczenie, w którym przebywały zwierzęta — wskazuje Stowarzyszenie.
Następnie, po zapoznaniu się ze stanem królików, kobiety poinformowały, że chcą je zabezpieczyć. Według ich relacji początkowo nikt nie miał zgłaszać zastrzeżeń wobec odbioru zwierząt. W pewnym momencie interweniowali jednak pracownicy ochrony. Aktywistki zapewniają, że to one wezwały policję, a powiatowego lekarza weterynarii mieli powiadomić funkcjonariusze.
— Podkreślamy, że na żadnym etapie nie zastraszałyśmy pracowników muzeum ani nie zachowywałyśmy się agresywnie — informują przedstawicieli Stowarzyszenia.
Jednocześnie wskazują, że nie zgadzają się z zarzutami dotyczącymi zastraszania pracowników muzeum oraz agresywnego zachowania. Jak wynika z ich relacji, ostatecznie zwierzęta zostały wypuszczone z powrotem do zagrody na podstawie decyzji wydanej telefonicznie przez Powiatowego Inspektora Weterynarii.
Muzeum zapowiada kroki prawne
Muzeum Wsi Lubelskiej stanowczo sprzeciwia się działaniom aktywistek i zapowiada podjęcie kroków prawnych.
— Nie zgadzamy się na agresję i łamanie prawa. Osoby, które wtargnęły na teren Muzeum, fałszywie interpretując pojęcie dobrostanu zwierząt, naraziły je na ogromny stres, pracowników na wielogodzinną dezorganizację pracy, zaś naszym gościom uniemożliwiły zwiedzanie części ekspozycji Muzeum — czytamy w oświadczeniu skansenu.
Placówka wyjaśnia, że planowane działania mają służyć ochronie dobrego imienia Muzeum Wsi Lubelskiej oraz bezpieczeństwa znajdujących się tam zwierząt. Sprawa wzbudziła duże emocje, a obie strony przedstawiają odmienne wersje sobotnich wydarzeń. W tym kontekście szczególne znaczenie ma opinia ekspertki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, która po niedawnej wizycie w skansenie oceniła warunki utrzymania zwierząt jako bardzo dobre.
Zabezpieczyć zwierzęta – kto wymyślił taki idiotyczny zwrot? Raczej ukraść, a za chwilę zbiórka w necie na karmę i weterynarza.
Raczej biorą dla siebie bo to nieroby a żreć się chce
Nawiedzone aktywistki histerczyki, i tyle w temacie.
Trzeba przepuścić przez to stado zdezorientowanych samic w okresie ruji stado byków rozpłodowych.
Te aktywiszcza solidarne pozazdrościły królikom zdolności rozmnażania i stąd ta pacyfikacja.
Ja sądzę, że chciały je zabrać stamtąd żeby w intymnej ciszy podpatrzeć jak robią to króliczki, Z drugiej jednak strony istnieje prawdopodobieństwo innego wynaturzenia.
Aktywiszcza. A cóż to za profesja? Nieudacznicy życiowi co niczego nie potrafią. Biedne, zagubione istoty. W bastęonych wyborach zagłosuję na tych co zrobią oirządek z tymi pseudo organizacjami ekoświrów
i obrońców i obrońcom wszelkich istot. Zrobili sobie sposób na łatwy zarobek żerując na ludzkiej głupocie
Zrobili sobie sposób na łatwy zarobek żerując na ludzkiej głupocie, powiadasz…
Myślę, że kobitki podpatrzyły u „duszpasterzy”, „dobrodziei” i „kapłanów” wszelkiej maści…
Mam zdjęcie z uroczystości kościelnych na placu katedralnym:
W pierwszym, rzędzie siedzą rozparci wyżej wspomniani, ubrani w złote szaty i koronkowe kiecki, a za nimi stoi tłum byle jak ubrany tłum, tych co na te złote szaty dawali.
Przynajmniej w niedzielę odłóż „Fakty i mity”. Wyłącz TV, zwłaszcza TVN i włącz myślenie. A jak to nie pomoże, załóż sobie swój kościół, gdzie kapłan/i/ki będą chodzić w tanim dresie z ciuchlandu, bo poziomem umysłowej dalekowzroczności to dresiarza prezentujesz. Żyjemy w kraju – jeszcze – katolickim. S.Wyszyński : „Polska będzie katolicka, albo nie będzie jej wcale”. Bez ducha naszych przodków staniemy się jedynie dwunożnym nawozem historii polskojęzycznego regionu Eurokołchozu.
Co ty mi tu „Krtek”, pierd…lisz ?! Mam ponad 77 lat od przynajmniej 60 lat, od kiedy zacząłem samodzielnie myśleć, obywam się bez instytucji kościelnej, jestem zdrowy, a wszystko co złe zawdzięczam takim katolickim kołtunom jak ty.
Dlatego od takich trzymam się możliwie jak najdalej.
Wypada mi życzyć dalszych lat w pierd…nym zdrowiu.
Krtek – z tym kościołem w Polsce od dawna są tylko kłopoty weź np. czasy insurekcji kościuszkowskiej:
W Polsce wieszano biskupów za zdradę państwa.
I nie chodzi o legendy, tylko historię.
Podczas Insurekcji kościuszkowskiej tłum powiesił między innymi Józefa Kossakowskiego i Ignacego Jakuba Massalskiego — ludzi kojarzonych z Targowicą, rosyjskimi wpływami i politycznym handlem własnym krajem.
Historycy od lat opisują Kossakowskiego jako jednego z najbardziej jawnie prorosyjskich ludzi swojej epoki. Był związany z rosyjskim ambasadorem Ottonem Magnusem von Stackelbergiem, a wokół jego działalności krążyły oskarżenia o branie pieniędzy i politycznych korzyści od Rosji. Podobne zarzuty dotyczyły Massalskiego.
Dla ludzi tamtych czasów nie byli to żadni „męczennicy”. Widzieli w nich elitę, która podczas rozbiorów stała po stronie obcego imperium, a nie własnego narodu.
Historia jest o tyle niewygodna, że przypomina jedną prostą rzecz: sutanna sama z siebie nie daje ani moralnej wyższości, ani immunitetu od odpowiedzialności.
Zwłaszcza gdy część duchownych bardziej ciągnie dziś do politycznych salonów, telewizyjnych ambon i partyjnych sztandarów niż do Ewangelii.
Wiem, że tak było. Ogromna większość zwykłych kapłanów jest wierna Bogu, owieczkom i Ojczyźnie – i za tych się ujmuję. To oni przygotowują dzieci do I Komunii (mnie akurat zakonnica w Dysie), poświęcają swoje życie rodzinne. Czym innym jest postawa duchowieństwa wyższego, które niejednokrotnie dawało zły przykład, jak żydolubny platformers Życiński, czy obecnie kard. Ryś, jawnie uznający supremację żydów nad chrześcijanami i nieustannie przestrzegający przed antysemityzmem, nawet teraz, gdy „nasi starsi bracia” dokonują hekatomby Arabów.
A Gadu-Gadu zaprezentował typ antyklerykała, który chce wylewać dziecko z kąpielą – a bo tak! Nawet Palikot swego czasu przyznał, iż sam nie wierzy, ale docenia pozytywną rolę kulturotwórczą Kościoła w Polsce 😉
Mam nadzieje że dyrekcja muzeum dotrzyma obietnic i podejmie odpowiednie kroki prawne wobec tych niezrównoważonych dewiantek oraz dopilnuje żeby zostały surowo ukarane za swoje chuligańskie postępowanie. To skandal żeby narażać dobre imię muzeum i ludzi tam pracujących. Oburzające jest to tym bardziej że pracownicy muzeum na prawdę wkładają dużo serca aby zwierzakom się dobrze i spokojnie żyło. To te kobiety swoim postępowaniem naraziły zwierzęta na niepotrzebny stres i strach. To jest właśnie m.in. element znęcania się nad zwierzętami.
…ale „pasztet”.
Trza było im zapłacić to by odpuscily te wszystkie pseudofuudacje żyją z tego ,bo po co pracować wystarczy gębę powydzierać i kasa wpadnie i to nie mala
Tylko czekać aż jakieś aktywiszcza zaczną „ratować” pawie w Saskim i skończy się jak kiedyś z łabędziami. 😁
Aktywiszcze było zagonić i zamknąć wraz z trzodą chlewną.Świnie są wszystkozerne.
Zabezpieczyć to te aktywiszcze może się przed ciążą żeby więcej się nie rozmnażać,a rolnik jak mu wpadnie takie aktywiszcze na posesję powinien widłami to coś pogonić!
Chłopie, a wręcz przeciwnie trzeba przepuścić przez to stado zdezorientowanych samic w okresie ruji stado byków rozpłodowych.
Te aktywiszcza solidarne pozazdrościły królikom zdolności rozmnażania i stąd ta pacyfikacja.
Ja sądzę że chciały je zabrać stamtąd żeby w intymnej ciszy podpatrzeć jak robią to króliczki, Z drugiej jenak strony istnieje prawdopodobieństwo innego wynaturzenia.
Może to były aktywistki Stowarzyszenia Miłośników Pasztetu 😁