Zapewnili mu dach nad głową, recydywista podłożył ogień. Inwalida oraz opiekująca się nim kobieta zginęli
19:36 06-10-2021 | Autor: redakcja
We wtorek przed Sądem Okręgowym w Lublinie zakończył się proces Tomasza M., oskarżonego o zabójstwo dwóch osób oraz usiłowanie pozbawienia życia trzeciej osoby. Wszystko wydarzyło się rok temu, a dokładnie 8 października 2020 r. przy ul. Wiślanej w Dęblinie. Po godzinie 14 służby ratunkowe zostały zaalarmowane o pożarze drewnianego budynku mieszkalnego.
Kiedy po kilku minutach na miejscu pojawili się strażacy, płomienie wydobywały się już przez drzwi i okna, obejmowały też konstrukcję dachu. Z tyłu budynku leżał mężczyzna, który zdołał uciec z płonącego domu. Na kolejne dwie osoby strażacy natrafili w środku budynku w trakcie akcji gaśniczej. Były one nieprzytomne i poparzone.
59-letnia kobieta i 73-letni mężczyzna zostali przetransportowani do Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej. Mężczyzna był inwalidą, poruszał się na wózku. Kobieta się nim opiekowała. Ich życia nie udało się uratować.
Strażacy szybko zorientowali się, że pożar nie był przypadkowy. Policjanci ustalili, że związek ze zdarzeniem może mieć 25-letni Tomasz M. Po ok. 2 godzinach od wybuchu pożaru został on zatrzymany. Znajdował się pod wpływem alkoholu. Dzięki relacji ocalałego z pożaru mężczyzny szybko ustalono, co się dokładnie wydarzyło.
Tomasz M. po wyjściu z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za rozbój i uszkodzenie ciała, wrócił do swojego rodzinnego domu. Nadużywał jednak alkoholu i nie pracował, więc pewnego dnia kazano mu się wyprowadzić. Dach nad głową znalazł właśnie u 73-latka na ul. Wiślanej. W żaden sposób nie okazywał jednak wdzięczności za zapewnioną mu możliwość zamieszkania.
Feralnego dnia 25-latek znów wrócił pijany. Kiedy zaczął być agresywny wobec właściciela domu, ten wówczas nakazał mu opuszczenie budynku. Wtedy Tomasz M. chwycił za pojemnik z benzyną, rozlał ją po podłodze, a następnie podpalił. Płomienie błyskawicznie objęły drewnianą podłogę oraz ściany.
Już następnego dnia sprawca tego czynu został przesłuchany i usłyszał zarzuty zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Prokurator podkreślał, że rozlewając łatwopalną ciecz przed jedynymi w budynku drzwiami oraz ją podpalając, odciął możliwość ucieczki znajdującym się w środku osobom. Tym samym powinien był przewidywać i musiał się na to godzić, że osoby te zginą w płomieniach.
Sąd nie miał wątpliwości co do winy mężczyzny. Skazał go na karę 25 lat pozbawienia wolności. Zastrzegł jednocześnie, że o warunkowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać nie wcześniej, niż po 20 latach. Wyrok jest nieprawomocny.



(fot. Dęblin News)
A to gnojek parszywy oby wyrok mu się dłużył niemiłosiernie przy wydatnej pomocy kolegów z celi ?
25 lat? Właśnie w takich przypadkach powinna działać kara śmierci. Resocjalizacja działa w jakimś ułamku skazanych..
Zgadza się. Tutaj nie ma szansy na poprawę.
Też byłbym za taką karą, ale patrząc na sprawiedliwość niektórych sędzi, to jak zapałki w ręku małego dziecka.
To nie jest człowiek, choć zwierzęciem też bym nie nazwał, bo zwierzę myśli
Nic tak serca nie studzi, jak poznawanie ludzi.
Resocjalizacja co to takiego?????????????????????????????
20 lat? To są jaja jakieś.
Takiego potwora to się powinno utylizować . Ci ludzie niemal żywcem spłonęli ,tyle co się wycierpieli to nie chcę nawet myśleć …
Rozpuścić w kwasie……
XXX popieram w 100% W tym przypadku utylizacja przez spalenie żywcem.
Bo patologie powinno się likwidować fizycznie a nie się nad nią litować