04/06/2026
690 680 960

To pierwsze takie znalezisko na Lubelszczyźnie. Bardzo drogie lekarstwo z Wenecji na niemal wszystko

Początkowo wszystko wskazywało, iż znalezisko jest ołowianą plombą, których w ziemi nie brakuje. Poproszono jednak archeologa o jego ocenę. Wtedy wyszło na jaw, że to część flakonika z Wenecji.

O tym, że w ziemi można znaleźć różnego rodzaju ciekawe, a co pewien czas zaskakujące znaleziska, wie chyba każdy miłośnik historii. Niejednokrotnie pochodzą one z odległych stron świata. Tak jest m.in. w przypadku ołowianego krążka, na który natrafił jeden z członków Niedrzwickiego Stowarzyszenia Eksploracyjnego.

Mający ok. 25 mm metalowy element znaleziono już pewien czas temu w miejscowości Strzeszkowice Duże. Początkowo uznano go za plombę. Ostatecznie jednak przedmiot trafił do archeologa w celu jego identyfikacji. Ten ustalił, iż jest to pokrywka od ołowianego flakonika z lekarstwem pochodzącym z apteki Al. S. Marco w Wenecji.

W środku znajdował się „teriak”, czyli specjalnie skomponowany wieloskładnikowy specyfik, będący lekarstwem na niemal każdą dolegliwość zdrowotną. Stosowano go jako m.in. odtrutka na wszelkiego rodzaju trucizny, przy leczeniu bólów reumatycznych i chorób płuc, ale również był on uznawany za skuteczny środek na morowe powietrze czyli epidemie.

W jego skład miało wchodzić około 40-50 składników, m. in. olej aloesowy, kadzidło, szafran, lukrecja, waleriana, koper, terpentyna, imbir, gorczyca, cynamon, pieprz, goździk, opium, sproszkowane żmije, ruta, orzechy, krew kaczki, kardamon, kosaciec, różne balsamy i żywice oraz wino. Produkcja specyfiku odbywała się publicznie raz do roku, pod ścisłą kontrolą urzędników, lekarzy i wykwalifikowanych aptekarzy. Lek ten był popularny, jednak bardzo drogi. W Wenecji tylko 40 aptek było uprawnionych do jego dystrybucji.

Jak wyjaśnia Lubelski Wojewódzki Konserwator Zabytków dr Dariusz Kopciowski, znalezisko datowane jest na okres XVII-XVIII w. Co ważne, to pierwsze tego typu odkrycie na Lubelszczyźnie. W Polsce podobne metalowe przedmioty znajdowano m.in. w Gdańsku.

– To pokazuje, że czasami niepozorny przedmiot może okazać się niezwykle ciekawym znaleziskiem. Równocześnie ze względu na swój charakter może zostać łatwo przeoczonym oraz zinterpretowanym mylnie jako np. kolejna plomba. Dopiero gdy trafi do odpowiedniej osoby potrafiącej właściwie go zinterpretować nabiera wartości i staje się świadectwem niezwykłej historii – dodaje Dariusz Kopciowski.

Jeżeli zaś chodzi o to, skąd „teriak” z Wenecji wziął się w naszym regionie, to najprawdopodobniej pochodzi on od wędrujących kupców. Następnie mógł zostać zakupiony podczas jarmarków lubelskich, gdzie odbywał się wzmożony i dalekosiężny handel. Wówczas do Lublina przyjeżdżali kupcy z różnych stron świata. Obecność kupców włoskich jest dobrze poświadczony źródłowo, wzmiankowani są tutaj przybysze z północnej części Półwyspu Apenińskiego, w tym z terenów Toskanii, a także Wenecji.

fot. LWKZ

fot. LWKZ

7 komentarzy

  1. Ocena: 12

    Specyfik pomagał na wszystko, czyli na nic.

  2. Ocena: 12

    Czy NFZ refunduje to ?

  3. Przestraszony Edward
    Ocena: 8

    Pradziad burżuja z Biłgoraja, do makaronów z buta szedł po recepture. Tak powstały małpki.

  4. Przestraszony Edward
    Ocena: 3

    Nafty w składzie nie było? Jakieś 90 oktanów?

  5. Ocena: 2

    No super, gratulacje dla eksploratora.

  6. znalazlem 10 groszy , powinienem zglosic to urzedu skarbowego?

    • Ocena: 4

      Koniecznie zanieś na psiarnię, nie można przywłaszczać sobie znalezionych rzeczy 😉

Dodaj komentarz