Pikieta przed siedzibą PGE Dystrybucja w Lublinie. Pracownicy walczą o godne płace i lepsze warunki (zdjęcia, wideo)
16:52 28-05-2025 | Autor: redakcja
fot. lublin112.pl
16:52 28-05-2025 | Autor: redakcja
A gdzie region środkowo wschodni lubelskiej solidarności? Zrobili wybory na nowego przewodniczącego i cała resztę mają gdzieś!
Jako student zaoczny kierunku ściśle związanego z moją pracą w PGE Dystrybucja, z pełnym przekonaniem dołączam się do głosu protestujących. Studiuję za własne pieniądze, płacąc 2000 zł za semestr, dokładając do tego koszty dojazdów i noclegów – wszystko po to, by rozwijać się zawodowo i zostać specjalistą w tej branży. I co dostaję w zamian? Ogromne problemy ze zorganizowaniem obowiązkowej praktyki, bo – jak mi powiedziano – „PGE nie płaci studentom za praktyki”. Alternatywa? Bezpłatny urlop i praca za darmo. Bo przecież łatwo się mówi, że to „forma służby”, tylko że za służbę też ktoś powinien ponosić odpowiedzialność – również finansową.
Nie mam możliwości odbycia praktyki gdzie indziej, bo mamy podpisane zakazy konkurencji. A przecież praktyka to obowiązkowy element studiów! Firma, która chwali się wspieraniem młodych pracowników, w rzeczywistości utrudnia nam edukację i rozwój.
Zostałem zaszeregowany do kategorii płacowej, której dolna granica miała wynosić 1,2-krotność najniższej krajowej (ok. 4200 zł brutto w momencie podpisywania umowy). I mimo że zaakceptowałem to ze względu na młody wiek i rzekome „benefity socjalne”, dziś – po inflacyjnej „podwyżce” – jestem wynagradzany poniżej tej wartości. Na szkolenia i kursy (np. prawo jazdy kat. C, uprawnienia na maszyny) jako student nie mam co liczyć – a przecież to inwestycja, która służyłaby i mi, i firmie.
Codziennie pracujemy w trudnych i niebezpiecznych warunkach: na wysokości, na starym sprzęcie, w ubraniach roboczych, które mają nam służyć 3 lata. Mój komplet ma dwa – wygląda jak z lumpeksu, ale muszę w nim chodzić. Brakuje narzędzi, materiałów, podstawowych części – i jakoś trzeba sobie radzić. Wziąłem na siebie dodatkową odpowiedzialność – zrobiłem uprawnienia dopuszczające – ale firma nie przewiduje za to ani złotówki dodatku. W praktyce wykonuję więcej, a zarabiam tyle samo.
Do tego wszystkiego jesteśmy ciągle kontrolowani przez BHP – i nie mam nic przeciwko bezpieczeństwu, ale w tej firmie wygląda to tak, jakbyśmy byli winni z góry. Pracodawca zabezpieczył się na wypadek jakiegokolwiek wypadku, tworząc dziesiątki instrukcji i procedur, które nie służą nam – pracownikom – tylko mają jeden cel: zrzucić całą odpowiedzialność na nas. Wystarczy poczytać raporty powypadkowe – to pracownik zawsze jest „niewłaściwie przeszkolony”, „niedostatecznie ostrożny” albo „nie zapoznał się z instrukcją”. A że brakuje ludzi, sprzętu i czasu? To już nikogo nie interesuje.
Nie prowadzę pojazdów, nie obsługuję sprzętu – więc nawet z nadgodzinami w dobrym miesiącu dostaję ok. 4000 zł „na rękę”. Czy to dużo dla młodego człowieka, który próbuje się kształcić i zdobywać doświadczenie w jednej z największych firm w kraju? Sami odpowiedzcie. O pójściu „na swoje” mogę zapomnieć – przynajmniej w tym zakładzie.
Zarząd mówi o misji, o służbie, ale nie potrafi spojrzeć w oczy swoim pracownikom. Mnie to nie dziwi – trudno spojrzeć komuś w twarz, kiedy systemowo go ignorujesz. Mam nadzieję, że działania protestujących coś zmienią, bo jeśli nie, to coraz więcej młodych po prostu zrezygnuje. I wtedy naprawdę nie będzie miał kto tu pracować.
niech o zielony wł płaczą to będzie taniej
Płaczą a pewnie co drugi na tęczowego głosował. Nie bójcie towarzysze nie bójcie jak Rafcio wygra to się przekwalifikujecie i będziecie akumulatory do Chińczyków regenerować i serwisować Niemieckie i Francuskie wiatraki prądotwórcze