Pijany rowerzysta jechał całą szerokością ulicy. Miał 2 promile alkoholu
07:54 10-06-2026 | Autor: redakcja
Do niebezpiecznej sytuacji doszło w poniedziałek, 8 czerwca, tuż przed godziną 13.00 na ulicy Struga w Świdniku. Patrol Straży Miejskiej zauważył rowerzystę, którego sposób jazdy stwarzał realne zagrożenie w ruchu drogowym.
Mężczyzna poruszał się zygzakiem, od krawężnika do krawężnika, zajmując praktycznie całą szerokość ulicy. Swoim zachowaniem uniemożliwiał innym uczestnikom ruchu bezpieczne ominięcie go.
Strażnicy miejscy zatrzymali rowerzystę
Funkcjonariusze Straży Miejskiej natychmiast zareagowali i nakazali rowerzyście zatrzymanie się. Podczas legitymowania mężczyzna przyznał, że wcześniej spożywał alkohol.
Na miejsce wezwano patrol Policji, który przeprowadził badanie stanu trzeźwości. Wynik potwierdził przypuszczenia strażników. 48-letni mieszkaniec Lublina miał w wydychanym powietrzu 2 promile alkoholu.
Mandat w wysokości 2000 złotych
Za kierowanie rowerem w stanie nietrzeźwości mężczyzna został ukarany przez policjantów mandatem karnym w wysokości 2000 złotych. Dalsze czynności w tej sprawie przejęła świdnicka Policja.
Służby przypominają, że nietrzeźwy rowerzysta stanowi poważne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale również dla innych uczestników ruchu drogowego. Alkohol znacząco obniża koncentrację, refleks i zdolność prawidłowej oceny sytuacji na drodze.
Kierowanie rowerem po alkoholu wiąże się z odpowiedzialnością prawną, ale przede wszystkim może doprowadzić do groźnego zdarzenia drogowego.

fot. SM Świdnik
Franio się odpalił i będzie mówił, że nic się nie stało hahahahha
Tak. Bo znowu służby bohatersko wyeliminowały zagrożenie, które nie istniało. Natomiast na pozostałe 99% wykroczeń (znaczenie niebezpieczniejsze, albo równie błahe) nie zwróciły uwagi.
W Szwecji dla kierowców pojazdów silnikowych limit wynosi zaledwie 0,2 promila. Rowerzystów ten konkretny limit nie obowiązuje. Szwedzkie prawo (Trafikförordningen) nie definiuje maksymalnej dopuszczalnej ilości alkoholu we krwi podczas jazdy na tradycyjnym rowerze. Jazda na rowerze po alkoholu jest legalna.🖖
To jedź do Szwecji i tam zamieszkaj, jak tam jest tak świetnie. Skąd się bierze to ciągłe usprawiedliwianie jeżdżenia na bani rowerami? Jak nie potrafisz na trzeźwo to idź na piechotę. Tak trudno się powstrzymać od chlania i jechania?
W Szwecji nikt na bani nie jeździ samochodem a pijany na rowerze nikogo nie zabije.
Bierze się z tego, że zagrożenie powodowane przez pijanego samochodziste stawia się na równi z tym powodowanym przez pijanego rowerzystę. Co jest jest z większych nieprawd krążących i powtarzanych codziennie w internecie.
To nie jest stawianie znaku równości między pijanym kierowcą samochodu a pijanym rowerzystą. Oczywiście samochód, ze względu na masę i prędkość, generuje większe ryzyko śmierci lub ciężkich obrażeń u innych uczestników ruchu. Ale z tego nie wynika, że pijany rowerzysta jest „niegroźny” albo że problem można bagatelizować. Rowerzysta też porusza się po drodze publicznej, może wjechać pod samochód, wymusić gwałtowny manewr, potrącić pieszego, przewrócić się na jezdnię albo stworzyć sytuację, w której konsekwencje poniosą inni. Różnica skali zagrożenia nie oznacza braku zagrożenia. W dyskusji często miesza się dwie rzeczy: porównanie skutków oraz ocenę samego zachowania. Tak, pijany kierowca samochodu jest statystycznie i fizycznie większym zagrożeniem. Nie, to nie sprawia, że jazda rowerem po alkoholu jest rozsądna, bezpieczna albo społecznie obojętna. Prawo i zdrowy rozsądek nie działają wyłącznie wtedy, gdy ktoś prowadzi dwutonowy pojazd. Chodzi o zasadę: osoba nietrzeźwa ma zaburzoną ocenę sytuacji, refleks, koordynację i przewidywanie. W ruchu drogowym to wystarczy, żeby stworzyć realne zagrożenie – nawet jeśli mniejsze niż w przypadku samochodu. Dlatego uczciwy wniosek brzmi: pijany kierowca samochodu jest groźniejszy, ale pijany rowerzysta również może być zagrożeniem. Uznanie jednego faktu nie wymaga zaprzeczania drugiemu.
Istnieje mnóstwo zachowań w ruchu drogowym, które stwarzają zagrożenie, a na które służby nie zwracają uwagi, albo dają pouczenie. Natomiast wg internetu/policji/ istnieją tylko dwa wykrocenia:
-pijani rowerzyści
-osoby jeżdżące parami na jednej hulajnodze
za które zawsze musi być mandat.
…tego tu pijusa pospolitego szybko i natychmiast ukarzą, a panią sędzinę, która miała zaledwie 1,5 promila od pół roku nie mogą ukarać, a nawet do pracy w wydziale kają przywrócili.
Ciekawe dokąd by dojechał gdyby go nie złapali i czy w ogóle wiedział, że jest w Świdniku?
i co pouczenie ? w najgorszym razie mandat a kierowca auta lub innego pojazdu ? powinni wszystkich równo . dlaczego są traktowani ulgowo za wszystkie wykroczenia ?
Bo w więzieniach nie powinni siedzieć Ci którzy zabili ludzi pojazdem, lecz Ci którzy rozbili pojazdem tanie wino.
Chcesz za przestępstwo i wykroczenie karać tak samo? Kradzież flaszki ze sklepu, jabłka z sadu to nie jest to samo co napad na bank.
Dokładnie. Kaski dla wszystkich. Tachografy dla wszystkich. OC, tablice i kierunkowskazy także dla pieszych. No i limity dla wszystkich tak jak dla hulajnogistów, czyli do 20km/h.
…jeśli alkohol znacząco obniża koncentrację, refleks i zdolność prawidłowej oceny sytuacji, to dlaczego w pracy księża walą ze złotych kielichów około 14 % „krew Chrystusa” i to kilka razy dziennie ?.
W liturgii katolickiej ksiądz nie pije „dla efektu” ani w ilości porównywalnej z normalnym spożywaniem alkoholu. Wino mszalne ma zwykle około 12–16% alkoholu, ale porcja przy jednej Mszy jest mała, często to kilka–kilkanaście mililitrów. Nawet kilka Mszy dziennie zazwyczaj nie oznacza dawki, która u zdrowej osoby znacząco obniża koncentrację lub refleks. Są tu jednak trzy ważne zastrzeżenia. Po pierwsze, z punktu widzenia Kościoła to nie jest zwykłe picie alkoholu, tylko element sakramentu. Wino jest materią Eucharystii, dlatego jego użycie ma charakter rytualny, a nie konsumpcyjny. Po drugie, ilość ma znaczenie. Alkohol rzeczywiście upośledza ocenę sytuacji, refleks i koncentrację, ale ryzyko zależy od dawki, masy ciała, tempa metabolizmu, stanu zdrowia, przyjmowanych leków i tego, czy ktoś jest uzależniony albo szczególnie wrażliwy na alkohol. Po trzecie, gdyby ksiądz odprawiał kilka Mszy dziennie i rzeczywiście wypijał większe ilości wina, problem byłby realny. Dlatego w praktyce używa się niewielkiej ilości, a w szczególnych przypadkach dopuszcza się rozwiązania ograniczające spożycie alkoholu. Ksiądz nie powinien wykonywać obowiązków duszpasterskich, prowadzić pojazdu ani podejmować odpowiedzialnych decyzji, jeżeli alkohol realnie wpływa na jego sprawność. Czyli odpowiedź brzmi: bo dawka używana podczas Mszy jest zwykle symboliczna i sakramentalna, a nie „użytkowa” jak normalne picie alkoholu. Natomiast sama zasada pozostaje ta sama: jeśli alkohol zaczyna wpływać na sprawność, to jest problem – niezależnie od tego, czy mówimy o księdzu, kierowcy, lekarzu, księgowym czy dziennikarzu.