Lublin: jeździł Oplem po Zalewie Zemborzyckim. Interweniowały radiowozy policji, straż pożarna i zespół ratownictwa medycznego
12:14 21-02-2026 | Autor: redakcja
Kierujący Oplem mężczyzna w sobotę rano wjechał zjazdem przeznaczonym do wodowania łodzi bezpośrednio na zamarzniętą taflę Zalewu Zemborzyckiego w Lublinie. Z relacji świadków wynika, że zapytał obecnych na miejscu wędkarzy o grubość lodu, po czym rozpoczął jazdę po powierzchni zbiornika.
W pewnym momencie zatrzymał pojazd, wysiadł z niego i wykonywał sobie zdjęcia na środku zalewu. Zaniepokojeni świadkowie, obserwując rozwój sytuacji i potencjalne ryzyko załamania się lodu, powiadomili służby ratunkowe. Z uwagi na bardzo duże zagrożenie dla zdrowia i życia zarówno kierującego, jak i osób postronnych – w tym wędkarzy przebywających na lodzie – na miejsce skierowano trzy zastępy straży pożarnej, zespół ratownictwa medycznego oraz kilka patroli policji.
Mężczyzna, widząc nadjeżdżające pojazdy na sygnałach, domyślił się, że interwencja dotyczy jego osoby i zjechał z tafli zalewu od strony ul. Grzybowej, gdzie został zatrzymany przez policjantów. Okazał się nim 41-letni mieszkaniec Lublina. Badanie wykazało, że był trzeźwy oraz nie znajdował się pod wpływem środków odurzających.
Z uwagi m.in. na wycieki płynów eksploatacyjnych z pojazdu, funkcjonariusze zatrzymali dowód rejestracyjny samochodu. Sprawa tego zdarzenia zostanie skierowana do sądu, który oceni zachowanie mężczyzny. Policjanci cały czas prowadzą w tej sprawie czynności. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, ten sam 41-latek w lutym ubiegłego roku miał poruszać się po tafli zalewu motocyklem crossowym, przewożąc dzieci.
Nadesłane Czytelnik
Galeria zdjęć
Czepiają się.
Gość usilnie próbuje wyeliminować siebie (i swoją progeniturę) z puli genowej, a służby mu w tym przeszkadzają.
Nagroda Darwina po coś jest i lubelskie miałoby silną kandydaturę, gdyby mu się w końcu udało.
Nic straconego, każda pora roku jest dobra dla zrobienia sobie kuku, w lecie może skakać do wody na główkę, jesienią wybrać się do lasu na grzyby raz jadalne.
Nie ma zakazu jazdy po zamarnietym jeziorze.
powinien popylic do mariny tam jest pochylnia i tam by wyjechal
No i co z tego wynika? Ale wiesz, że za taki wyczyn można stracić kwity? Sąd zapewne weźmie pod uwagę zaangażowanie sił służb ratunkowych.
Nie zlamal prawa, to za co ma te kwity stracic? Za wyciek plynow? To byla nieuzasadniona interwencja, sad umorzy i tyle, o ile w ogole to do sadu pojdzie. Parodia.
nie ma zakazu jezdzenia po lodzie
A później każdy się dziwi, że na drogach znak na znaku, że oczopląsu można dostać. To właśnie dla takich i przez takich głąbów jak ty, dla których brak znaku zakazu oznacza zezwolenie.
posadzić za zanieczyszczanie środowiska
Brak Mózgu Wodogłowie
Przecież ten kandydat do Nagrody Darwina jeździ starą złOmegą, a nie BMW.
Przypominam, że Estonia otworzyła drogę lodową między wyspami po zamarzniętym morzu.
„Temperatury w północnej Europie są tak niskie, że Estończycy mogą teraz przejechać 20-kilometrowy odcinek zamarzniętego morza, który łączy dwie główne wyspy kraju.”
Tak i władze dodały ,że to jednak jest lód i każdy wjeżdża na własne ryzyko .
Przypominam, że jesteśmy w Polsce, a nie w postsowieckim kraju Estonia.
kraj kapusiow, konfidentow. 40 lat temu kto mogl tam jezdzil i byl git. jego zycie, jego auto, jego sprawa. na torze jak ktory maluchem dachowal to pchal ze szwagrem do garazu i nikt nie dzwonil na milicje. jak sasiad zone bil to poszedl mu drugi zaje i czesc.
Milicyjny kraj. W Mazurach jeździ się po jeziorach, w Sakndynawii, w Estonii drogą wytyczne przez morze, a u nas odklejeńce płaczą i wzywają milicję. Chore.
Potrafią dzwonić do nieistniejących pożarów, to co się dziwisz?
Youtube -> tor na jeziorze Śniardwy. Wszystko w temacie. Mozna nawet wypożyczyć auto do jazdy po jeziorze.
Nikt nie pilnuje? gdzie monitoring miejski? 🤔 że ludzie muszą dzwonić po służby.