04/06/2026
690 680 960

„Kochanowski jest uniwersalny”. Rozmowa z Damianem Bieńkiem po zakończeniu światowego tournée filmu „Treny”

Za nami finał międzynarodowej trasy promującej ekranizację „Trenów” Jana Kochanowskiego. Lubelska produkcja w ciągu ostatnich tygodni odwiedziła Londyn, Paryż, Szanghaj oraz Rzym. O emocjach związanych z prezentowaniem polskiej klasyki na dwóch kontynentach i spotkaniach z Polonią rozmawiamy z reżyserem filmu, Damianem Bieńkiem.

Lublin112.pl: Panie Damianie, właśnie wrócił Pan z Rzymu, gdzie w niedzielę odbyły się finałowe pokazy „Trenów”. Jakie to uczucie zamknąć tak intensywny projekt w Wiecznym Mieście?

Damian Bieniek: To ogromna satysfakcja, ale i ulga, że wszystko się udało. Rzym był dla nas przystankiem symbolicznym. To kolebka europejskiej kultury, miejsce, które ukształtowało renesans, a więc epokę Jana Kochanowskiego. Prezentowanie filmu w Domu Polskim Jana Pawła II, w obecności Polonii włoskiej, było dla mnie poruszającym przeżyciem. Traktuję to jako klamrę kompozycyjną całej naszej podróży – od deszczowego Londynu po słoneczny Rzym.

Lublin112.pl: Wspomniał Pan o Londynie. Trasa była imponująca: Wielka Brytania, Francja, Chiny i Włochy. Pan osobiście otwierał trasę w Londynie i zamykał ją w Rzymie. Czy te publiczności czymś się różniły?

Damian Bieniek: Każde spotkanie jest inne, bo każda widownia przynosi ze sobą inny bagaż doświadczeń. W Londynie, gdzie zainaugurowaliśmy trasę 8 listopada, czuć było ogromną ciekawość – jak przełożyliśmy poezję na język filmu. Było też sporo emocji związanych z samą premierą międzynarodową. W Rzymie natomiast, podczas finału, rozmowy były bardziej refleksyjne, może nawet nieco nostalgiczne. Ale łączyło je jedno – wszędzie, gdzie byłem, widziałem, że Polacy tęsknią za kontaktem z rodzimym słowem i kulturą.

Lublin112.pl: A jakie były reakcje publiczności podczas pokazów „Trenów” w Paryżu i Szanghaju?

Damian Bieniek: Odbiór był bardzo budujący. Pokaz w Paryżu miał wyraźny wymiar edukacyjny, natomiast projekcja w Szanghaju udowodniła, że emocje zawarte w „Trenach” nie znają granic geograficznych ani kulturowych. To niezwykłe, że w ciągu zaledwie jednego miesiąca nasz film był prezentowany w czterech państwach i różnych kręgach kulturowych. To najlepiej pokazuje siłę tego tekstu. Ból po stracie, o którym pisał Kochanowski, jest uniwersalny – zrozumiały zarówno nad Sekwaną, jak i w Azji.

Lublin112.pl: Promocja polskiej kultury to jedno, ale Pana film jest też wizytówką naszego regionu. Czy czuje się Pan ambasadorem Lubelszczyzny?

Damian Bieniek: Zdecydowanie tak. Jestem stąd, tu mieszkam i tu tworzę. Ten film powstał na Lubelszczyźnie i cieszę się, że dzięki wsparciu Samorządu Województwa możemy pokazywać światu, że w naszym regionie powstają rzeczy wartościowe i ambitne. To budujące, gdy po seansie w Rzymie czy Londynie ktoś podchodzi i mówi, że tęskni za lubelskim krajobrazem, który widział na ekranie.

Lublin112.pl: Trasa zakończona, walizki rozpakowane. Co dalej?

Damian Bieniek: Na razie chwila oddechu i czas na podsumowanie. Ta trasa dała mi mnóstwo energii i inspiracji do dalszej pracy. Spotkania z ludźmi, ich reakcje i wzruszenia to dla twórcy najlepsze paliwo. Wracam do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku – wobec widzów, wobec Jana Kochanowskiego i wobec naszego Regionu.

Lublin112.pl: Dziękujemy za rozmowę i gratulujemy sukcesu.

Damian Bieniek: Dziękuję bardzo.

Partnerem wydarzenia jest Województwo Lubelskie – Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego w ramach projektu Warto Być Polakiem.

Komentarze wyłączone