Boszcz na zakwasie oraz kapuśniak z burakiem cukrowym i ziemniakami. Dwa nowe dania na Liście Produktów Tradycyjnych
21:40 19-11-2025 | Autor: redakcja
Województwo lubelskie może się poszczycić kolejnymi produktami na ministerialnej Liście Produktów Tradycyjnych. Tym samym nasz region posiada już 283 tego typu wyroby. W całym ubiegłym roku przybyło ich 11. Dzięki temu cały czas umacniana jest pozycja lidera pod względem liczby pozycji na prowadzonej przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi liście.
W ostatnich dniach na listę wpisany został „boszcz na zakwasie”. Jest to rodzaj kwaśnej zupy, która przyrządzana jest poprzez sporządzenie zakwasu z buraków ćwikłowych z dodatkiem soli, cukru, wody i pieprzu. O promocję tego dania postanowiły zadbać członkinie Stowarzyszenia Kobiet „Rogowianki” – KGW Rogów z powiatu opolskiego. Jak wskazują, potrawa ta, która podawana może być w różnej formie i z rożnymi dodatkami, jest gotowana prawie w każdym domu na Wigilię Bożego Narodzenia.
– W lokalnej kuchni, boszcz na zakwasie, przygotowywany był bardzo często, o każdej porze roku. Bardzo dobrze gasił pragnienie w upalne dni, a zimą dobrze rozgrzewał. Była to popularna zupa, którą szybko można było przygotować, jeśli tylko wcześniej był „nastawiony” zakwas z buraka ćwikłowego. Wystarczyło tylko zagotować wodę, dolać zakwas i doprawić. Obecnie, bardzo często spożywany jest w takiej formie, ale również często podawany jest z gotowanym grochem lub fasolą. W niektórych miejscowościach obecnego województwa lubelskiego do dziś boszcz na zakwasie podawany jest także na Święta Wielkanocne w wykwintnej formie z kiełbasą i jajkiem – dodają panie z KGW Rogów.
Drugą z potraw jest „kapuśniak z burakiem cukrowym i ziemniakami z Leonina”. Danie to ma bardzo dobrze udokumentowaną historię. Jak wskazano, jest wytwarzane w miejscowości Leonin od końca XIX w., czyli od czasu, kiedy w pałacu w Kluczkowicach mieszkał Jan Kleniewski wraz ze swoją rodziną. To właśnie ten ziemianin był prekursorem uprawy buraków cukrowych w obecnym powiecie opolskim. Liczni mieszkańcy wsi Leonin znajdowali zatrudnienie w posiadłości państwa Kleniewskich. Wśród zatrudnionych były również kucharki i pomoce kuchenne.
– Pani domu – Maria była osobą światową, dużo podróżowała, odkrywała najnowsze trendy, w tym także kulinarne, dbała o to, by na stołach były same doskonałości. Nie wszystkie przepisy dań na „dworski stół” można było wykorzystywać na biednej, lubelskiej wsi, ale kapuśniak jak najbardziej się do tego nadawał, bo wszystkie składniki można było pozyskać z własnego gospodarstwa. Potrawa zagościła więc na stołach mieszkańców Leonina – czytamy.
Mieszkańcy przygotowywali ten kapuśniak praktycznie przez cały rok, szczególnie często jednak w dni postne, których kiedyś w kalendarzu katolickim było znacznie więcej niż obecnie. Dodatkiem był także olej rzepakowy tłoczony na ciepło. Służył do przyrządzenia wywaru oraz omasty, czyli smażonej cebuli na oleju. Z uwagi, że w dawnej polskiej, wiejskiej kuchni prym wiodły ziemniaki, szczególnie często gotowane w mundurkach i polewane okrasą, takie też podawane są do kapuśniaku z Leonina. Danie to najczęściej serwowane jest na dwóch osobnych półmiskach.

fot. MRiRW
Gdyby nie ten artykuł to bym nie wiedział, że od lat robię boszcz!
Jako małolat zostałem zabrany przez dziadka do olejarni, gdzie na własne gały mogłem oglądać cały proces produkcji oleju z rzepaku.
Po powrocie do domu, lekko posolony olej podany na talerzu i chleb pieczony w domowym piecu opalanym drewnem.
Pyszota !
Idę na targ przy Pocztowej, jak mi się uda kupić taki olej, będę miał ucztę…
Na wjeździe do Nałęczowa od Nowego Gaju, po prawej stronie, pierwszy dom masz olejarnię.
Wielkie dzięki Edwardzie za info, ale wyprawa w moim wykonanie nie jest możliwa. Nie te lata…
Jedyna moja nadzieja, że ktoś to na targu przy Pocztowej będzie miał w ofercie.
Raczej borszcz
No raczej nie…
https://www.gov.pl/web/rolnictwo/boszcz-na-zakwasie
Tak dodali, bo jest ciekawiej i bardziej regionalniej.
Guzik prawda, tam od zawsze było „R”, tylko w ten trójkąt od zawsze był inny niż reszta (Wilków, Kazimierz, Karczmiska).
Inni mieli to samo w garze, ale nazywali to „Borszcz na zakwasie”.
Moja babcia odeszła już wiele lat temu, ale za młodu zawsze jadłem u niej „Borszcz na zakwasie”!
https://samorzad.gov.pl/web/powiat-krasnicki/wilkolaskie-swieto-boszczu
Wszystko zależy od tradycji i języka regionalnego.
Wiem trochę więcej niż Wy w tym temacie, bo mam rodzinę w połowie drogi pomiędzy Wilkołazem, a Urzędowem.
Wiem też dlaczego tam jest napisane bez „R”..
Głupie urzędasy, dalej gov wie lepiej..
To nie jest kwestia tego, że ktoś wie więcej, tylko języka, który lokalnie różni się, nawet na terenie jednego powiatu. Słowo „boszcz” nie jest obecne w języku tylko i wyłącznie na terenie jednej gminy. Ludzie używali i używają różnych określeń, dla tej samej potrawy. Słowo pochodzi od rosyjskiego „borszcz” (борщ), oznaczającego charakterystyczną zupę na bazie buraków, popularną w kuchniach wschodniosłowiańskich – rosyjskiej, ukraińskiej, białoruskiej i polskiej. Etymologia wyrazu „borszcz” wiąże się ze staro-cerkiewno-słowiańskim słowem „bъrščь”, które oznaczało roślinę szczaw. Tradycyjnie w zupie używano właśnie szczawiu lub liści podobnych roślin, stąd nazwa przeszła na samą potrawę. Warianty lokalne w Polsce, zwłaszcza w gwarach wschodnich regionów, fonetycznie przekształciły „borszcz” w „boszcz”. Na Lubelszczyźnie i wschodnich kresach – słowo „boszcz” funkcjonowało jako gwarowy odpowiednik ukraińskiego „borszczu”.
Anonimos – pochodzę z Obroków (tych „przy szosie”, między Wilkołazem, a Sobieszczanami), u nas zawsze mówiono „boszcz”,”chlib”, „japko” i nie ziemniaki ino kartofle, trześnie”, a na sąsiada: „somsiad”.
Nie mówiono też: „masz, weź”, tylko: „namcie”.
Cytat z filmu „Daleko od szosy”: nie mówi się ino. Ino jak? Ino tylko…
Co??? Burak cukrowy to się co najwyżej na zacier nadaje a nie do kapuśniaku.
Oraz żurek z łajna poszołomskiego
Lecz się dziecko, lecz. Może jeszcze nie jest za późno.