Zakaz jazdy na zderzaku nie do zweryfikowania przez policję?
08:49 13-10-2021 | Autor: redakcja
Nowe przepisy inspirowane niemieckim prawem drogowym
Regulacje, które weszły w życie 1 czerwca tego roku, są inspirowane rozwiązaniami zastosowanymi już w Niemczech. Pozytywne wyniki testów na niemieckich drogach stały się podstawą wprowadzenia w Polsce zasady minimalnego odstępu od poprzedzającego pojazdu na tzw. „pół licznika”. W praktyce oznacza to, że jeśli jedziemy 100 km/h, wówczas powinniśmy zachować odstęp minimum 50 m od pojazdu, który znajduje się przed nami.
– Jazda na zderzaku nie tylko powoduje dyskomfort w trakcie jazdy na autostradach lub drogach szybkiego ruchu, ale również może być przyczyną wypadku lub kolizji. Bardzo ważne jest zachowanie odpowiedniego odstępu od poprzedzającego pojazdu, zwłaszcza jesienią, gdy przez trudne warunki atmosferyczne droga hamowania się wydłuża – komentuje Julia Langa, Yanosik Autoplac
Problem jednak tkwi w tym, że w Polsce bardzo ciężko jest wyegzekwować ten przepis, pomimo jego słuszności. Dlaczego? Ponieważ policjanci nie są w stanie dokładnie zweryfikować odstępu między pojazdami.
Sprawdzanie odległości między pojazdami na oko?
To metoda stosowana również w Niemczech przez policjantów patrolujących autostrady w nieoznakowanych pojazdach. Funkcjonariusze interweniują najczęściej w skrajnych sytuacjach, w których kierowca najeżdża innemu kierującemu pojazd na zderzak, zwłaszcza gdy droga jest śliska. Materiał z interwencji jest nagrywany, a i trzeba przyznać, że niemiecka policja reaguje na wszelkie wykroczenia drogowe przydzielając mandat, bez zawahania. Wbrew pozorom kwota mandatu nie musi być wysoka, a gdy kierowca okaże skruchę, wówczas może spaść nawet do 20 euro.
W Polsce funkcjonariusze w nieoznakowanych radiowozach wciąż skupiają się na łapaniu piratów drogowych, których zachowania na trasach są niezwykle niebezpieczne i mogą doprowadzić do tragedii. Wyłapywanie kierowców, którzy nie zachowują odpowiednich odstępów, to wciąż rzadkość.
– Dobrym pomysłem dla każdego zmotoryzowanego jest doposażenie swojego samochodu w wideorejestrator, który umożliwia nagrywanie trasy. W sytuacji, w której kierowca niesłusznie zostałby ukarany mandatem za jazdę „na zderzaku”, ma własne nagranie, które może okazać w sądzie. W aplikacji Yanosik chcieliśmy, aby każdy z użytkowników miał możliwość skorzystania z wideorejestratora i stworzyliśmy opcję, którą wystarczy włączyć w swoim smartfonie i umieścić go na uchwycie, z którego widać drogę – mówi Julia Langa.
Policja coraz częściej używa dronów
Wprowadzenie dronów do nadzorowania ruchu drogowego w naszym kraju spotkało się ze skrajnym odbiorem wśród zmotoryzowanych. Jedni twierdzili, że to kiepski pomysł, który może wpływać na dekoncentrację, a inni, że wreszcie dzięki dronom zostaną ujawnione wykroczenia drogowe.
Po wprowadzeniu nowych przepisów policja zorganizowała nawet kilka pokazów, prezentujących możliwości wyłapywania kierowców, którzy wciąż stosują jazdę „na zderzaku”. Jednak to niezbyt efektywny sposób, aby mierzyć prawidłowe odstępy między pojazdami na autostradach lub drogach szybkiego ruchu.
Drony są drogim sprzętem, który wymaga zaangażowania kilku osób, a do tego można je łatwiej uszkodzić. Niestety również nagrany materiał dowodowy należy odpowiednio sformalizować – obliczyć prędkości jazdy pojazdów, ustalić kierujących autem, wezwać ich na przesłuchanie etc.
– Obecność dronów na polskich drogach wzbudziła niemałe kontrowersje wśród kierowców. Jeszcze w lipcu spytaliśmy użytkowników Yanosika, co myślą o tym rozwiązaniu i większość z nich wyrażała swoje wątpliwości, sugerując że mogą rozpraszać kierowców, niedokładnie mierzyć prędkość jazdy, a także nieodpowiednio weryfikować tych, którzy jeżdżą na zderzaku. Natomiast ich użycie w ujawnianiu takich wykroczeń drogowych, jak przejazd na czerwonym świetle, spotkało się z aprobatą – informuje Julia Langa.
Mierniki się nie sprawdzają?
Na rynku dostępne są urządzenia wielofunkcyjne, które służą do pomiaru prędkości pojazdów, odległości między pojazdami, a także przejazdów na czerwonym świetle. Ponadto dostępne są również laserowe mierniki, które umożliwiają ustalenie odległości między pojazdami.
Te pierwsze mogą być z powodzeniem wykorzystane przez mobilne patrole, jak i zamontowane na stałe nad drogami szybkiego ruchu. Jednak koszt zakupu wielofunkcyjnego urządzenia jest znacznie wyższy niż cena jednego fotoradaru (ok. 250 tys. zł), a policja w Polsce nie posiada ani jednego takiego urządzenia. I nawet gdyby zdecydowała się na jego zakup, to wystąpiłby problem niekompatybilności sieci informatycznej z nowymi miernikami.
Z kolei laserowe urządzenia pomiarowe są już od dawna testowane przez polskich funkcjonariuszy. W praktyce jednak ich pomiar sprawdza się wyłącznie w sytuacjach skrajnych wykroczeń, ze względu na nieznajomość błędu pomiaru tych urządzeń.
Wprowadzenie przepisu regulującego odstępy między pojazdami na autostradach i drogach szybkiego ruchu miało zwiększyć bezpieczeństwo, a także poprawić komfort jazdy. Jak jednak widać, przepis łatwiej jest wprowadzić, niż zweryfikować jego łamanie w praktyce. Wciąż trudno o prawidłowe określanie odległości pojazdów, które dopuszczają się tzw. jazdy „na zderzaku”. Najlepszą metodą okazuje się być pomiar „na oko”, lecz jego wynik niestety wciąż jest łatwo podważyć w dalszym postępowaniu.
(fot. mat. pras.)
Polak potrafi… wyłgać się od odpowiedzialności, też.
Warszawa-Lublin w 40 minut. Ale:
-ustąpić pieszemu
-prawidłowo wyprzedzić rowerzystę
-poruszać się w strefie skrzyżowań równorzędnych
-zatrzymać się na STOPie czy strzałce
-zachować odstęp
nie potrafi.
W innych krajach mogą być: fotoradary, wysokie mandaty, mandaty uzależnione od dochodów, konfiskata pojazdów, mandaty za jazdę na zderzaku itp.
Dziwnym zbiegiem okoliczności wypadkowość i śmiertelność na drodze jest odwrotnie proporcjonalna to tych wyżej wymienionych. Podejrzewam spisek, bo to nie może być takie prosta zależność.
Ktoś może powiedzieć, że tam drogi lepsze (to po części prawda), ale nawet na porównywalnych (czy lepszych w Polsce) drogach, w Polsce jest więcej wypadków, a przede wszystkim ofiar.
Policja nie może zweryfikować a jak ma to zrobić kierowca np określić jadąc 100 km/h czy ma dystans 60 a może 40 metrów . Trzeba by mieć radar w oczach.
Można użyć metody tzw. 2 czy 3 sekund. czyli dojeżdżasz do: słupka, kałuży, znaku (czegokolwiek na drodze) w czasie 2 czy 3 sekund po tym, gdy był tam pojazd poprzedzający.
Dokładniej 1,8 sek. (minimum wg przepisu; 2 lub 3 sek. jest bezpieczniejszym rozwiązaniem). Działa tak samo przy każdej prędkości.
Czyli powinno się zabronić np. wyprzedzania na drogach, na których trzeba zjechać na przeciwny pas. Bo skąd kierowca ma wiedzieć, czy ma warunki i miejsce do bezpiecznego wyprzedzania gdy nie ma dalmierza i prędkościomierza w oczach.
Linie na drodze są określonej długości i odległości między nimi są jasno określone w dokumentacji drogi. Biorąc pod uwagę margines błędu czyli przód i tył auta sprawa jest do ogarnięcia. Tylko tu trzeba myśleć. A nie dywagować.
Nie trzeba mieć radaru w oczach. Wystarczy mieć na tyle sprawny wzrok, żeby widzieć przydrożne słupki, no i zapytać kogoś bardziej zorientowanego, co ile metrów ustawione są te słupki.
Zasada określająca odległość w metrach jest trudna do zastosowania w praktyce, bo kierowca, który ją stosuje musi mieć także miarkę w oku. Lepiej to przeliczyć na czas (zadanie na poziomie szkoły podstawowej). Po przeliczeniu: odstęp powinien co najmniej 1,8 sekundy. Inaczej mówiąc: w miejscu, w którym był pojazd przede mną ja mogę być najwcześniej 1,8 sekundy później.
Dlaczego jest trudna? Wiadomo mniej więcej ile to jest 20, 50 czy 100 metrów. Odległości 80 od 90 metrów na oko nie odróżnisz więc jeżeli nie jest się pewnym, to należy przyjąć, że nie jesteśmy pewni i tę odległość zwiększyć.
Ci sami kierujący, którzy potrafią określić, to, że ktoś jedzie (wyprzedza) za wolno lewym pasem, nie są w stanie określić tego w jakiej są odległości od poprzedzającego pojazdu. Co tu się kupy nie trzyma.
Jak nie umiesz tego określić, to oddaj Prawo Jazdy. Idź do Wydziału Komunikach, powiedz, że zdałeś egzamin przez przypadek, albo błąd egzaminatora i oddaj prawo Jazdy. Nie każdy nadaje się do kierowania pojazdem.
I jeszcze, żeby było śmieszniej, to Ci sami kierujący też są w stanie określić, z dokładnością do centymetra, że rowerzysta jedzie zbyt daleko od prawej krawędzi jezdni.
Dla wszystkich wnerwiaczy jadących na zderzaku mam tempomat. Ustawiona przepisowa prędkość i niech sobie gość za mną radzi. Może podjeżdzać agresywnie ile chce, już nie jeden po paru próbach w końcu sie odsuwa od zderzaka i albo wyprzedza łamiąc przepisy albo jedzie już spokojnie dalej za mną. Break checka żaden nie próbuje jak zobaczy że nagrywane jest.
Franio znowu rozmawia sam ze sobą…
Tak wiemy o tym zgłosiliśmy już to do siostry oddziałowej w celu zwiększenia dawki leku i odebrania schowanego w majtkach telefonu
To , że jedzie na zderzaku,to pół biedy, kiedyś jechałem z Lublina do Puław 90 km / h prawym pasem i jakiś „mądry” z tyłu dojechał i do zderzaka i użył klaksonu,chyba nie chciało mu się lewym pasem jechać,takie barany się zdarzają,nie ubliżając zwierzętom
Franio…do wszystkich twoich bzdurnych komentarzy najlepszy jest dla kierowcy kalkulator i programem obliczeniowym albo dalmierz z Lidla. Weź sie chłopie do roboty bo jak widać z jazdą samochodem masz niewiele wspólnego. No chyba że masz drewniany samochodzik i drewniany tor do zabawy w domu. O lego nie wspomnę bo to jeszcze trzeba poskładać. A ztm może być problem.
Nie ma to jak rady, jednego z najlepszych kierowców Europy. W którym miejscu się pomyliłem i źle coś napisałem? Wyjaśnij mi to.
Poczytaj komentarze innych bo chyba nadal nic nie zrozumialłeś i nadal bawisz się klockami a proponowane mierzenie sekundowe słupków drogowych w celu ustalenia odległości pomiędzy samochodami to miano absurdu roku. Coś jeszcze ….
Uwielbiam takie pseudo legalistyczne pier… moich wiecznie niewinnych rodaków. Dobrze wiadomo, o co chodzi – o kretynów siedzących na zderzaku. Skoro nie potrafią określić, że to za blisko, to znaczy że mają jakieś zaburzenia, które dyskwalifikują ich jako posiadaczy prawa jazdy.
Policja powinna napier… mandatów ile wlezie. Nagrywać i jak chcą – niech idą do sądu. Tylko trzeba ruszyć d… i nie stać sobie z radarem w krzakach. A drony – jak najbardziej.
Piszesz tak, bo nie masz Karty Rowerowej, a samochód to widziałeś na filmie.
Wszyscy wiedzą, jak wygląda siedzenie na zderzaku, ale połowa na tym forum boi się, że jadąc 120km/h w odległości 59,5 metra za poprzedzającym pojazdem, zapłaci 30.000PLN mandatu i skonfiskują im auto.
I tak dobrze, że jeszcze nikt nie napisał czegoś o pieszych czy rowerzystach w tym artykule.