Zaginął tuż przed narodzinami córki, szukała go cała Polska. Po pół roku w stodole przed domem znaleziono jego ciało
23:50 19-09-2018 | Autor: redakcja
Pochodzący z Hutkowa koło Krasnobrodu 30-letni Mateusz zaginął w tajemniczych okolicznościach 28 marca b.r. Przed pięcioma laty, podobnie jak wielu mieszkańców naszego regionu, wyjechał do pracy za granicą. Ostatnio zatrudniony był w niemieckim Hanowerze, jednak regularnie odwiedzał swoich bliskich. W kraju została bowiem jego narzeczona, co więcej oboje spodziewali się dziecka.
Tuz przed narodzinami swojej córki, 30-latek wyjechał z Hanoweru. Planował spędzić święta z rodziną oraz towarzyszyć swojej ukochanej podczas porodu. Kiedy po raz ostatni kontaktował się telefonicznie z rodziną, wyjaśniał, że jest już koło Szczecina. Później kontakt z nim się urwał.
Przez kilka dni najbliżsi usiłowali nawiązać z nim kontakt. Bezskutecznie. Telefon początkowo był cały czas aktywny, w końcu zamilkł. O zaginięciu powiadomiona została policja. Równolegle najbliżsi zaczęli szukać 30-latka na własną rękę. O pomoc poproszono też znanego jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Nie dał on rodzinie Mateusza pozytywnych informacji, gdyż ujrzał wypadek i bagno.
Określił, że zaginionego należy szukać na blisko 30-km odcinku drogi krajowej nr 10 pomiędzy Mirosławcem a Wałczem. Pomimo kilkukrotnego sprawdzenia tego terenu, nie udało się natrafić na żaden ślad po Mateuszu. Nie pomogły też liczne apele w prasie, radiu i telewizji. Aż do środy 12 września.
Tego dnia matka Mateusza poprosiła sąsiada o pomoc w dostaniu się na poddasze stodoły. Kiedy po podstawieniu drabiny weszli na górę, zauważyli znajdujące się w stanie daleko posuniętego rozkładu zwłoki. Identyfikacja nie była możliwa, jednak obok leżał plecak, w którym znaleziono dokumenty zaginionego 30-latka. Dodatkowo ubrania rozpoznano jako należące do Mateusza.
Policjanci pod nadzorem prokuratora dokonali na miejscu oględzin. Ciało zostało zabezpieczone celem wykonania sekcji zwłok. Teraz śledczy starają się wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia.
(fot. lublin112.pl – zdjęcie ilustracyjne)
2018-09-19 23:46:25
Albo rodzinka kłamie albo wracając coś odwalił..np kogos potrącił i zwiał.
nie jest napisane ze wracał swoim samochodem….
nie jest napisane – a myśleć, kjuźwa, potrafisz?
Baba to od razu na gotowca!!!
Cieee, chorrroba ! luzuj nerwy ziomek… skąd ten jad w tobie??? a ty pisac poprawnie potrafisz? „kjuźwa”
przypomina mi się dom zły wiadomego reżysera
Czy nazwisko „Smarzowski” już w Polsce jest zakazane?
„Kler” jeszcze chyba nie został upubliczniony? 🙂
Straszne…
Straszne, że to matka go znalazła. Wczoraj był artykuł na Interii.
A samochód?
Pochodzący z Hutkowa? Cz raczej z Hutek?
Też mi kurła jasnowidz.
A’propos jasnowidza:
Do drzwi jasnowidza puka klient
– Kto tam? – pyta jasnowidz.
-Eee tam, chu…j z ciebie nie jasnowidz – mówi klient i odchodzi.
Na początku telefon był aktywny i nie ustalono gdzie ostatni raz logował się do sieci?
Jeżeli ostatnie logowanie było z okolic domu / stodoły, teren zostałby przeszukany bardzo dokładnie.
W takim razie ostatnie logowanie gdy telefon był włączony, ale nie odbierał połączenia musiało mieć miejsce daleko od miejsca odkrycia zwłok.
Założę się że nikt tego nie sprawdził. Niestety tak w Polsce szuka się zaginionych…
Telefon to jedno, ale że nikt nie odnalazł do tej pory auta? I jak dostał się do domu niezauważony. Zakladam że nie samochodem, a skoro innym transportem to jakim cudem nikt go nie widział…
bylo napisane na onecie ze wracal busem rejsowym z hrubieszowa???
W tym dniu co pamiętam polska sieć nie wykryla logowania Pana Mateusza telefonu na terenie Polski
A jasnowidz?
Podobno ma alibi. Podobno…
Jak zwykle %^ja warty. Ale rizumiem, że w akcie desperacji rodzina chwyta się wszelkich możliwości.
i nie czuć było ??? ach rodzinka
Swoje tak nie śmierdzi jak cudze
Nie wierze w to, że nikt nie wyczuł okropnego smrodu z rozkładających się zwłok. Co poddasze stodoły było hermetyczne, że nic nie było czuć ?? Rodzinka kręci jak nic.
No jasne, bo ty wiesz najlepiej jak było. Nigdy nie zrozumiem jak w obliczu takiej tragedii można jechać po rodzinie, która i tak swoje cierpi.
A kto jedzie po rodzinie? Weź się walnij w głowę. Kot w krzakach zdechnie i jak się truchło rozkłada to wali jak cholera, a tu ciało człowieka gdzie temperatury na poddaszu są bliskie 60 stopni i nic nie śmierdziało? Weź jeszcze raz się walnij w ten pusty łeb.
Masz rację „M” – cierpi, a jak nie daj Panie Boże, z braku większego zmartwienia rzuci się do czytania naszych komentarzy…
Może być nieszczęście!!!
pytanie kiedy to ciało podrzucili ?
kriss idioto gdzie masz 60 pod dachem pod koniec marca?
i nikt nie czuł smrodu gnijacego ciala … przez tyle miesiecy na takie upały… cos grubymi nicmi to zaszyte
cialo po 2 tygodniach jest pozbawione smierdzacych gazów, potem zasycha i aż tak nie czuć. poza tym to był koniec marca/poczatek kwietnia a nocami było dosyc chlodno aby zniwelowac wszelkie zapachy