Jest wyrok w sprawie śmierci 10-latka pod kołami autobusu. Zarówno dziecko jak i kierowca przyczynili się do wypadku
19:36 20-12-2016 | Autor: redakcja
19:36 20-12-2016 | Autor: redakcja
Wygranych w takich sprawach nie ma, bo być nie może.
Nie wiem co rozumiesz przez słowo wygranych ale to nie koniec teraz tatuś na nieszczęściu będzie się chciał wzbogacić sądy cywilne odszkodowania zadośćuczynienia. A wyrok dla kierowcy jest bardzo niekorzystny
może tatuś jest kimś arcyważnym, albo ma znajomości tam 'gdzie trzeba’? jak go do tej pory nie ruszyli w sądzie, to juz nie ruszą.
To akurat racja. Tutaj nie ma wygranych. Ale dlaczego na siłę gnoi się kierowcę autobusu?
Widzę że kierowcy zawsze można zarzucić winę. Pewnie jakby z nieba spadł samolot na autobus to też byłaby wina kierowcy bo po co tam jechał. Polkie sądy wychodzą z założenia- czy ty ukradłeś rower czy tobie ukradli nieważne i tak jesteś zamieszany w kradzież roweru.
Sąd sądem – idę o zakład, że sąd wyręczył się opiniami równie mądrych – biegłych z łapanki. Pewnie napisali, że powinien wiedzieć bo miejsce jest niebezpieczne – i pozamiatane. Cyrk. Niech ten kierowca weźmie sobie lepszą papugę, bo ta co miał po prostu się ośmieszyła. Gdzie była prokuratura, że nie postawiła zarzutu ojcu ? Świadomie posadził 10 latka na tym sprzęcie i jeszcze miał frajdę z tego. Ciekawe jak przez otwarte okno mając po prawej stronie syna mógł do niego mówić bez schylania się i przesuwania głową w stronę prawego okna – ciekawe czy wtedy też uważał co się dzieje przed nim / za nim….
Byłam wtedy w autobusie, skoro taki jest wyrok, to biada dla polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ojciec ma kasę, płaci papudze i stąd tren wyrok. Największa karą dla człowieka jest jego własna głupota. pozdrawiam
W tym wypadku jedynym winnym jest beztroski ojciec zniszczył przez swoje zachowanie jedno życie, nie zniszczył ich wiele, teraz pewnie będzie szukał winy u innych
Wina autobusiarza bo powinien ustąpić pierwszeństwa chłopcu.
Sedzia to ty se mozesz byc u siebie w domu, na cale szczescie twoje zdanie ludzi g obchodzi
W małym stopniu jednak ponosi winę kierowca , nie trzeba biegłych aby to stwierdzić . Ale gdyby ojciec miał ciut wyobrazni i instynktu rodzica do wypadku by nie doszło. Współczuję obu panom , co więcej śmiem twierdzić ,że jeżeli każdego tu piszącego zaistniała sytuacja dotyczyła by jego dziecka walczył by dokładnie tak samo jak i ten ojciec.
Winą kierowcy jest jedynie jego przyjście tego dnia do pracy.
Słuszna uwaga, pozdrawiam.
EASY bredzisz u mnie jako ojca taka sytacja nie miała by miejsca bo ja bym dzieciaka nie wypuścił hulajnogą na taką ulicę kropka.
Ćpaj dalej ale już się nie wypowiadaj !!!!!!!!!!!!!
Wyrok bardzo smutny i niesprawiedliwy. To olbrzymia tragedia dla chłopca i jego rodziny, a także dla kierowcy, który w sytuacji nie zawinił. To przykre, że padł taki wyrok, wskazuje na to, że sprawiedliwości w sądach nie ma co szukać
Naj surowiej został ukarany ojciec,stała się tragedia,a kierowca został kozłem ofiarnym ,bo kogo się kara ,ano tego którego nie za bardzo stać na wkupienie się w łaskę wielkich decydentów
jak można niezauważyc tego
http://www.lublin112.pl/duzy-czerwony-a-go-zauwazyla-wjechala-wprost-autobus-zdjecia/
to się nie dziwie ze kierowca nie widział dziecka na hulajnodze
Nie widział, bo dziecka tam nie było kiedy wjeżdżał na przejście. Tak ciężko to zrozumieć? Chłopak wjechał pod koła w bok autobusu, więc czemu jest winny kierowca?
Winny jest ojciec dziecka za to że puścił go na elektrycznej hulajnodze na ruchliwą drogę w centrum miasta!!! Kierowca autobusu ma wyglądać przez okno czy nikt mu nie wjedzie na czerwonym w bok autobusu ??? chore. Ojciec dziecka powinien nic sie nie odzywać bo sam wystawił swoje dziecko na śmierć . Ostre, ale prawdziwe… według mnie kierowca jest niewinny. JAK MOŻNA TAKIEGO MAŁOLATA PUŚCIĆ NA ELEKTRYCZNĄ HULAJNOGĘ I JECHAĆ OBOK SAMOCHODEM ??? Jak czyta to ojciec tego dziecka to niech zastanowi się nad swoim postępowaniem i odpowie sobie na pytanie czy nie jest winny… brak mi słów … ojciec dziecka ma jeszcze czelność mieć pretensje ? powinien mieć sam do siebie …