Tego typu pojazdów powstało zaledwie 10 sztuk. Odnaleziono jeden z nich, są plany jego odbudowy (zdjęcia)
17:29 10-01-2021 | Autor: redakcja
Na jednej z uliczek w Chełmie miłośnicy ratownictwa z tego miasta natrafili na wrak pojazdu, na który większość osób z pewnością nie zwracała uwagi. Pordzewiały i znajdujący się w fatalnym stanie Lublin okazał się prototypem karetki reanimacyjnej, o którym 20 lat temu słuch zaginął.
Historia tego pojazdu zaczyna się w latach 70. ub. wieku, kiedy to w Polsce zaczęły pojawiać się karetki w skład których wchodził lekarz, sanitariusz, pielęgniarka oraz kierowca. Tego typu załogi kierowane były do najcięższych interwencji, kiedy to trzeba było ratować ludzkie życie. W pamięci wielu osób z pewnością utknęła Nysa 522, gdyż na bazie tego pojazdu tworzono pierwsze ambulanse.
W połowie lat 80. zaczęto szukać następcy, głównie z uwagi na fakt, iż Nysy stały się przestarzałe i były mocno awaryjne. Stworzono m.in. Nysę 325, jednak nie zyskała ona uznania i nie weszła do produkcji. W zamian za to ściągano do kraju używane Mercedesy. Na początku lat 90. bogatsze Kolumny Transportu Sanitarnego zaczęły zakupywać nowe pojazdy z zachodu, jednak w większości miast wciąż były użytkowane Nysy oraz nazywane zemstą Łotwy Raf-y.
Inżynierowie z Fabryki Samochodów w Lublinie postanowili więc stworzyć nowoczesną karetkę reanimacyjną, która w zamyśle miała zastąpić wszystkie przestarzałe ambulanse jak również stanowić konkurencję dla pojazdów importowanych z zachodnich krajów. Powstała ona na bazie samochodu marki Lublin i wyprodukowano jej zaledwie 10 egzemplarzy.
Szybko okazało się bowiem, że wykonanie pojazdu pozostawiało wiele do życzenia. Karetki nie dość, że były awaryjne to na dodatek w trakcie deszczu do środka przeciekała woda. Pojazdy bardzo szybko też ulegały korozji. Do tego bardzo duże koszty produkcji, a więc również i wysoka cena sprzedaży pojazdów sprawiły, że nie zyskały one zainteresowania klientów. W tej cenie można było bowiem kupić znacznie trwalsze i lepiej wykonane karetki na bazie Mercedesa czy też Citroena.
Jeden z prototypów lubelskiej karetki w styczniu 1995 roku trafił do Krasnegostawu. Po czterech latach pojazd został wycofany a następnie sprzedany. Kiedy dwa lata temu na niego natrafiono, chełmscy miłośnicy ratownictwa postanowili odkupić pojazd od jego właściciela. Udało się i teraz podjęta została decyzja o odbudowie tej karetki na wzór dokładnie tej, która jeździła w Krasnymstawie. Ambulans po remoncie będzie można podziwiać w Muzeum Ratownictwa i Medycyny w Mogilnie.
O ile wyremontowanie samego pojazdu nie stanowi większego problemu, to jednak gorzej jest już z uzupełnieniem wnętrza. Wiele elementów, takich jak szyny, nosze czy też inny sprzęt medyczny wykorzystany do stworzenia tego pojazdu, jest obecnie praktycznie nie do zdobycia. Dlatego też chełmscy pasjonaci postanowili zwrócić się w tej sprawie z apelem do mieszkańców.
Chodzi głównie o zdjęcia przedstawiające ówczesną karetkę marki Lublin z Krasnegostawu, lub też fotografie innych takich karetek. To samo dotyczy osób, które być może posiadają jakieś wyposażenie karetek z ówczesnego okresu. W szczególności poszukiwane są: strój ratownika z lat 90, szyny i stelaże pod nosze, modluator Bioren i Zura PS100r jak też różnego rodzaju szafki czy też inne pamiątki. Kontaktować się można pod nr. tel. 512 961 385.




(fot. nadesłane)
Może jeszcze posłuży do obsługi 15-stej fali covidu, będzie jak znalazł 😉
Pamiętam jak przyszedł taki ambulans na Czechów. Wtedy na podstacji oprócz karetek wyjazdowych były również karetki transportowe. Taki Lublin jeździł na transportach Był montowany silnik Perkinsa miał to być w koncu samochód specjalistyczny. Po kilku tygodniach silnik nie wytrzymał a jedynym w ówczesnym czasie serwisem owych silników była firma znajdująca się na Pomorzu. I tak skończyła sie era Lublina w Lubelskim Pogotowiu. Ale z sentymentem byłoby zobaczyć odrestaurowany ambulans. Zresztą trzeba by było pomyśleć nad museum ratownictwa medycznego tym bardziej że z pewnością w garażach czy w prywatnych zbiorach można byłoby coś ciekawego znaleźć.
To właśnie przykład polskiej/lubelskiej myśli technologicznej. 1995 rok a rozwiązania z lat 70 i 80. Rdzewiejące szroty z fatalnymi silnikami. Niewygodne, głośne, paliwożerne, olejożerne.
gratuluję kretyństwa, amerykańskie byłyby lepsze
problemy z czytaniem ?, jest napisane że miały zastąpić Mercedesy, a opis technologii w pełni zgodny z rzeczywistością.
Wystarczyło je dopracować ale nie taki był plan…
no akurat mercedes to przykład nierdzewiejącego auta…… aaaaaaaaaahahhahahhhah
pokażcie mi 20 letniego sprintera albo vito…
toż to 5 letnie miały dziury że wiatr hula…
Muzeum Ratownictwa jest w Krakowie, tylko ciągle bez siedziby…
Jeszcze nie tak dawno stała taka na 1-go maja, na ślepym odcinku bliżej dworca.
No , a zapomnieliście że była też na podstacji Weteranów /Śródmieście ,na karetce typu ,,R/ N,, . Jeździłem takim autem ,krótko mówiąc tragedia . Oprócz wad które wymienili przedmówcy ,do potworny zapach z tworzywa jakim była wykończona , w upalne dni nie do zniesienia .
Niestety, patrząc na stan tego pojazdu, średnio to się nadaje do odbudowy. ładne to po odbudowie będzie, bezpieczne – nie. Szkoda…
Jełopie, przecie to ma stać w muzeum! Jakie bezpieczeństwo?
to się nazywa bariera wejścia na rynek. i sprawdza się ją przed rozpoczęciem produkcji, żeby nie robić rzeczy droższych i gorszych niż konkurencja. ale kto by się przejmował wolnym rynkiem w Polsce lat 80′.
Obawiam się że tak samo skończy Izera ,nie mamy tradycji motoryzacyjnej ani własnej marki więc ciężko się ścigać z gigantami,ale czy musimy.Wiele zamożniejszych i większych krajów nie produkuje aut własnych marek jak choćby Kanada,Australia,Brazylia,Norwegia i długo by wyliczać ale my musimy.Stworzenie i wypromowanie własnej marki to praca na pokolenia i niewyobrażalne koszty.
Niestety masz rację…
Tradycje były, ale przed II wojną, nawet po pierwszej jeszcze się coś tam działo, ale druga wojna i potem komuchy – to zabiło polską motoryzację.
miliony wyprodukowanych, syren, warszaw, wsek, maluchów, żuków, nys, fiatów, starów, jelczy, autosanów itd… it… nic nie było z komuny…. aaaaaaaaaaaaaaahahhahah
wszystko to poszło w pisdu… jak przyszły styropiany…
a bajki jak to komuna zniszczyła to możesz przedszkolakom opowiadać…
Warszawa, „maluch”, „duży fiat”, Polonez to były auta zaprojektowane za granicą i tylko u nas produkowane.
Mieliśmy swoje auta dostawcze i ciężarowe, ale większość z nich przestano rozwijać pod koniec lat 70-tych, co było spowodowane kacem po latach życia na kredyt. W latach 90-tych nie stać nas już było na nadrobienie 20 lat zastoju technologicznego.
„przed II wojną, nawet po pierwszej”….. aaaaaaahahahahhahahah
Lublin słynie i zasłynie jedynie z bezproblemowej zabudowy każdego wolnego zielonego miejsca przez zaprzyjaźnionych developerów UM Lublin i włodarza.
WYGRANA PSZCZÓŁKI START LUBLIN BRAWO !!!
jeden pinokio obiecywał samochody elektryczne w Polsce, produkcję i co mamy ? …….. nic