04/06/2026
690 680 960

Przewożone do Rosji tygrysy były w fatalnym stanie. Jest wyrok w sprawie feralnego transportu zwierząt

Tygrysy były chude, odwodnione, miały zapadnięte oczy, futra obklejone odchodami oraz odparzenia od moczu. Były w totalnym stresie, bez woli i chęci do życia. Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał wyroki dla Rosjanina i dwóch Włochów. Potwierdził także, że polscy lekarze weterynarii nie przyczynili się do całej sytuacji.

Przed Sądem Okręgowym w Lublinie zapadł prawomocny już wyrok w głośnej sprawie transportu tygrysów z Włoch do Rosji. Postępowanie prowadzone było po odwołaniu się stron od orzeczenia sądu pierwszej instancji. We wrześniu ub. roku trzy osoby zostały skazane na kary pozbawienia wolności w zawieszeniu, a dwie uniewinnione. Z decyzją nie zgodziła się zarówno prokuratura, jak też oskarżyciel posiłkowy oraz obrońcy oskarżonych.

Sprawa ma swój początek 22 października 2019 r., kiedy to ciężarówka z tygrysami wyjechała z okolic Rzymu. Dwa dni później pojazd dotarł na polsko-białoruskie przejście graniczne w Koroszczynie. Tam jednak białoruskie służby nie wpuściły ciężarówki wskazując na brak włoskich zaświadczeń weterynaryjnych jak też utratę ważności wiz u kierowców. W związku z tym pojazd wrócił na polską stronę, gdzie stał przez kilka dni.

To sprawiło, że stan zdrowia tygrysów uległ drastycznemu pogorszeniu, a jeden z nich padł. Graniczny Lekarz Weterynarii po otrzymaniu informacji, że prowadzący transport odmawiają współpracy i powrotu do Włoch, rozpoczął działania w celu znalezienia miejsca, gdzie zwierzęta mogłyby zostać umieszczone. Skontaktował się z ZOO w Zamościu, Płocku, Warszawie oraz zoosafari w Borysewie. Ostatecznie 7 tygrysów przekazano do ZOO w Poznaniu, a pozostałe 2 trafiły a do ZOO w Człuchowie.

Jak wówczas wskazywano, zwierzęta były wyniszczone i wygłodzone. Zapakowano je do ciasnych klatek, które ograniczały ich swobodę, na dodatek nie miały zapewnionej właściwej opieki, w tym odpowiedniego pożywienia, a nawet wody. Kierowcy karmili je kupowanymi w sklepach kurczakami, zaś poili lejąc wężem wodę do klatek.

Jak tłumaczyła wtedy Ewa Zgrabczyńska z poznańskiego ZOO, tygrysy były chude, odwodnione, miały zapadnięte oczy, futra obklejone odchodami oraz odparzenia od moczu. Były w totalnym stresie, bez woli i chęci do życia. W aucie, którym je przewożono, panował straszliwy smród. Zwierzęta miały też pokrzywione grzbiety, zostały skrzywdzone i upodlone. Jeden z tygrysów był tak wciśnięty do klatki, że nie można było go z niej wyciągnąć. Nie pił i nie jadł od wielu dni.

Prokuratura przedstawiła pięciu osobom zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Organizator transportu, obywatel Rosji Rinad V. a także dwaj włoscy kierowcy, którzy godzili się na warunki przewozu tygrysów, odpowiadali z Ustawy o ochronie zwierząt i groziło im do trzech lat pozbawienia wolności. Na ławie oskarżonych zasiedli także dwaj lekarze weterynarii, którym zarzucono niedopełnienie ciążących na nich obowiązków służbowych. W przypadku pierwszego z nich chodzi o zaniechanie sprawdzenia stanu zdrowia zwierząt a także podjęcia działań, które mogłyby ulżyć w ich cierpieniu. Drugi z lekarzy w trakcie kontroli uznał, że nie występują żadne uchybienia w transporcie.

Sprawą zajął się Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej. W ub. roku uznał, że za całą sytuację odpowiadają tylko i wyłącznie organizator transportu oraz kierowcy. To bowiem do nich należało zapewnienie odpowiednich warunków zwierzętom. Tymczasem pojazd, którym je wieziono nie posiadał homologacji, pokarmu było za mało, przez co zwierzęta głodowały. Jeżeli zaś chodzi o lekarzy weterynarii, ich zadaniem jest tylko kontrola stanu zwierząt. To też uczynili, jak również podjęli działania mające na celu zapewnienie im pomocy, a jednocześnie powiadomili organy ścigania.

Tym samym Rosjanim Rinad V. został skazany na karę 10 miesięcy pozbawienia wolności, przy czym jej wykonanie zawieszono na okres próby wynoszący dwa lata. Zobowiązano go również do zapłacenia grzywny w wysokości pięciu tys. złotych i 10 tys. złotych nawiązki na rzecz fundacji Viva!. Włoscy kierowcy usłyszeli wyrok po 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Oni również mają zapłacić 4 tys. złotych grzywny oraz po 8 tys. złotych nawiązki dla fundacji. Obu lekarzy weterynarii sąd uniewinnił od zarzucanych im czynów.

Obrońcy włoskich kierowców wnieśli o ponowne rozpatrzenie sprawy, a organizatora transportu o uniewinnienie. Prokuratura uznała, że kary są zbyt niskie, a oskarżyciel posiłkowy, Fundacja Viva, domagał się orzeczenia kar bezwzględnego pozbawiania wolności, zakazu pracy ze zwierzętami i wyższych nawiązek. W części dotyczącej uniewinnienia polskich lekarzy, uchylenia wyroku i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania.

Wyrok został jednak utrzymany w mocy. Sąd Okręgowy podkreślił, że wina skazanych nie budzi żadnych wątpliwości – brakowało bowiem niezbędnej dokumentacji, zwierzęta nie miały odpowiedniej ilości pożywienia, a opiekujący się nimi kierowcy nawet nie wiedzieli, jak się prawidłowo nimi opiekować. Jeżeli zaś chodzi o lekarzy weterynarii, zarówno opinia biegłych, jak też ustalenia nie wskazują w żaden sposób, aby mogli się oni przyczynić do całej sytuacji.

fot. Zoo Poznań

fot Zoo Poznań

fot. Zoo Poznań

2 komentarze

  1. A jednak na wjeździe do Polski ktoś uznał, że wszystko jest w porządku, prawda?

    • Ocena: 2

      Umiesz czytać ze zrozumieniem?

      „W związku z tym pojazd wrócił na polską stronę, gdzie stał przez kilka dni. To sprawiło, że stan zdrowia tygrysów uległ drastycznemu pogorszeniu, a jeden z nich padł.”

Dodaj komentarz