Prowadził auto po pijanemu, wiózł 9 osób. Sprawca katastrofy stanął przed sądem
17:46 22-01-2026 | Autor: redakcja
W czwartek, 22 stycznia, przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się proces 20-latka, który odpowiada za doprowadzenie do katastrofy w ruchu lądowym. Chodzi o wypadek, do którego doszło w marcu ubiegłego roku na ul. Ogrodowej w Chełmie. Szymon C., kierując wówczas toyotą, przewoził aż dziewięcioro pasażerów. Mężczyzna był pijany – miał 2,4 promila alkoholu w organizmie.
W pewnym momencie, pędząc z prędkością co najmniej 130 km/h, stracił panowanie nad pojazdem. Auto wypadło z jezdni na chodnik, uderzyło w słup latarni, a następnie w betonowe ogrodzenie jednej z pobliskich posesji i dachowało. Dwóch 18-latków zginęło na miejscu, sześć osób trafiło do szpitali.
Prokuratura zarzuciła Szymonowi C. umyślne spowodowanie katastrofy. Śledczy wskazywali, że świadomie przekroczył prędkość w obszarze zabudowanym aż o 80 km/h, wsiadł za kierownicę pod znacznym wpływem alkoholu, a dodatkowo przewoził dziewięciu pasażerów, w tym trzy osoby w bagażniku. Wcześniej pojazd miał prowadzić trzeźwy kierowca, którego zadaniem było rozwiezienie uczestników imprezy do domów. Widząc jednak, ile osób wsiada do samochodu, odmówił jazdy. Wówczas za kierownicę wsiadł Szymon C.
Mało tego, kierowca miał również świadomość, że porusza się niesprawnym autem. Wcześniej bowiem pojawiły się problemy z jednym z kół – zaczęło ono wydawać niepokojące odgłosy. Kierowca zajechał więc na stację paliw, gdzie je dopompował.
Później, już po wypadku, biegły stwierdził, że bezpośrednią przyczyną zdarzenia było zsunięcie się opony z koła, spowodowane najprawdopodobniej nagłym spadkiem ciśnienia. Zaznaczył jednak, że gdyby kierowca poruszał się z przepisową prędkością, a auto nie było przeciążone, wówczas bez problemu opanowałby pojazd.
Przed sądem prokurator odczytała akt oskarżenia, zarzucając Szymonowi C. umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu i zdrowiu dziewięciu osób, prowadzenie pojazdu mechanicznego pod wpływem alkoholu, a także ucieczkę z miejsca zdarzenia. 20-latek wyjaśnił, że przyznaje się do kierowania pojazdem po alkoholu i spowodowania katastrofy. Nie przyznał się jednak do tego, że uczynił to umyślnie, ani do ucieczki z miejsca zdarzenia.
Oskarżony odmówił składania zeznań, w związku z czym odczytano te, które złożył podczas przesłuchania w prokuraturze. Wyjaśniał wówczas, że po imprezie ktoś rzucił hasło, aby pojechać nad Zalew Żółtańce. Wszyscy mieli przyklasnąć temu pomysłowi i chcieć jechać. Zapewniał również, że nikt nie wyraził sprzeciwu wobec faktu, że do auta wsiadło tak wiele osób. Twierdził, że wszyscy dobrze się bawili – śmiali się, żartowali, a nawet zachęcali go, aby „przycisnął” i jechał szybciej. Mieli też nagrywać filmiki. Wskazał, że jedynie kolega Igor nie chciał kierować samochodem z tak dużą liczbą pasażerów. Nie wynikało to jednak z obaw o bezpieczeństwo, gdyż sam wsiadł do auta – bał się jedynie utraty prawa jazdy.
20-latek zeznawał, że nie pamięta całego przebiegu zdarzenia. Słyszał huk, potem krzyki, a w pewnym momencie ktoś miał mu powiedzieć, aby uciekał. Dlatego oddalił się z miejsca wypadku i ukrył się w zaroślach. Twierdził, że nie docierało do niego, iż to dzieje się naprawdę. Po pewnym czasie, gdy na miejscu były już służby ratunkowe, napisał do kolegi, pytając, jak wygląda sytuacja. Wtedy dowiedział się, że dwie osoby nie żyją. Postanowił wówczas wrócić. Niebawem podszedł do niego ratownik medyczny, a następnie policjant.
Szymon C., choć wcześniej odmówił składania zeznań, w pewnym momencie zabrał głos. Zwrócił się do obecnych na sali sądowej matek Filipa i Mateusza, którzy zginęli w wypadku. Przez łzy mówił, że stracił dwóch przyjaciół, i przeprosił kobiety za to, co się stało. Podkreślał, że sytuacja ta jest dla niego niezwykle trudna, dodając, że nie potrafi sobie wyobrazić, co czują matki ofiar. Kobiety postanowiły przyjąć przeprosiny.
Następne posiedzenie sądu zostało wyznaczone na początek lutego. Wówczas przesłuchani mają zostać pasażerowie toyoty.

Młody, głupi i pijany. Ten chociaż się przyznał, przeprosił co i tak umarłym nie pomoże. W przeciwieństwie do tego bandyty z A1 który zabił całą rodzinę. Dawno powinien siedzieć.
Bo to wtedy nie działo się naprawdę. Za to – to co teraz będzie, to będzie niestety baaaardzo naprawdę. Szkoda dzieciaków, tych co zginęli i tych rannych i nawet samego dzieciaka – kierowcy. Hormony buzują, alkohol, wiara we własną nieśmiertelność, łatwy dostęp do szybkich samochodów, często w średnim stanie… Gadanie o dobrym czy złym wychowaniu nie ma sensu – każdy doświadczony rodzic to wie. Mając nasto, dwudziestolatka w domu potrzeba jeszcze trochę szczęścia. Szkoda
Zasuwając przeciążonym autem z kapciem co może pójść nie tak.
Jak spadnie „kapeć” w trakcie riki-tiki-tak to też to grozi katastrofą.
Brak mózgu i rozsądku. Co mogło pójść nie tak.
kto za mlodu nie byl glupi ten na starosc nie zmadrzeje
Ale zabawa była przednia. Wszyscy zadowoleni.
To są okoliczności łagodzące.
Tylko Szymona C. szkoda. Mały rozumek.
Skrajna głupota, brak dojrzałości, odpowiedzialności, szacunku dla siebie, bliskich oraz prawa..! Oczywiście, że żałuje teraz, przeprosił rodziny ok, ale przez młodzieńczą głupotę są ofiary! Rodziny straciły młodych ludzi. Przepraszam to opiekę za mało. Do tego właśnie prowadzi wódka, brak rozumu i dramaty ludzkie… Z drugiej strony, przypuszcza, że ofiary wiedzisły, że kierowca też pił… Alkoholową solidarność kumpli, doprowodziła do tragedii. Teraz podczas odsiadki, powinien sprawca jeździć po szkołach średnich i opowiadać ci zrobił..,!
…koniec stycznia 2026r miało być ale telefon zadzwonił w trakcie pisania komentarza. Tak czy owak 10 miesięcy, kupa czasu.
… pokolenie +500 i takie skutki niestety
To wielka tragedia, że ……. zginęło tylko dwóch mądrych, którzy wsiedli z nim do auta wiedząc w jakim jest stanie . Szkoda.