04/06/2026
690 680 960

Pracownicy kolejnej sieci handlowej mówią dosyć. Jest spór zbiorowy i postulaty

Narasta napięcie wśród załogi sieci sklepów Dino. Wskazywanych jest szereg nieprawidłowości, a nawet łamania praw pracowniczych. Związki zawodowe ogłaszają spór zbiorowy, a inspekcja pracy zapowiada kontrole.

Przed kilkoma dniami informowaliśmy o zaplanowanym na najbliższą niedzielę proteście załogi w marketach sieci Kaufland. Na dwie godziny odejdą oni od swoich stanowisk pracy domagając się podwyżek oraz realnej poprawy warunków pracy. Po tym publikacji tego materiału otrzymaliśmy szereg informacji od pracowników sklepów Dino.

Postanowili oni przedstawić, jak wygląda praca w obiektach tej sieci. Mianowicie wskazują na ogromne przeciążenie pracą. Na zmianie potrafią być zaledwie dwie osoby, do których obowiązków należy nie tylko obsługa klientów, lecz również rozkładanie towaru, czy dbanie o porządek w sklepie i przed nim.

Kolejny problem ma narastać szczególnie w obecnym okresie, gdyż w sklepach jest po prostu zimno. Na skutek pracy w temperaturze po kilkanaście st.C wiele osób zaczyna chorować, przez co inni muszą pracować podwójnie. Do tego dochodzi ciągła presja ze strony przełożonych, gdyż jak zaznaczają pracownicy, nikogo nie obchodzi, że brakuje etatów, czy też część załogi jest na zwolnieniu lekarskim.

– To jednak nie wszystko. W sieci wszędzie pełno jest filmików prezentujących, jakie to prezenty na święta otrzymali pracownicy Biedronki. Chodzi zarówno o wartościowe paczki dla pracowników, kolejne dla ich rodzin, do tego bony na zakupy, jak się nie mylę na ponad 1,5 tys. zł. Podobnie inne sieci przygotowały dla swojej załogi różne benefity. My nie dostaliśmy nawet kartki świątecznej. A przecież wszyscy trąbią, że firma przynosi ogromne dochody, a jej właściciel jest jednym z najbogatszych Polaków. Problem w tym, że jak widać, my dla Dino chyba nie znaczymy nic – wyjaśnia nam jedna z pracownic.

Międzyzakładowa Organizacja Związkowa OPZZ Konfederacja Pracy alarmuje, iż Dino Polska po raz kolejny postanowiło przesunąć granice wytrzymałości pracowników. Oprócz spadającej na nich ogromnej ilości obowiązków, ciągłej presji na zwiększenie wydajności i tempa pracy, do tego dochodzą m.in. nagłe i chaotyczne zmiany w grafikach czy wydłużenie godzin pracy sklepów. A wszystko to w firmie, która generując ogromne zyski płaci swoim pracownikom pensje ledwo przekraczające minimalną i nie prowadzi Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, mimo że przy tej liczbie pracowników jest to obowiązek wynikający z przepisów prawa.

Z uwagi na brak dialogu ze strony firmy, związkowcy podjęli decyzję o rozpoczęciu sporu zbiorowego. Jak zaznaczono, wyczerpane zostały wszystkie możliwości kontaktu z władzami Dino, a firma nie odpowiedziała na propozycje spotkań w sprawie poprawy warunków pracy oraz wprowadzenia obowiązkowego Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Jeżeli chodzi o postulaty załogi, to mowa tu o podwyżce wynagrodzeń o 900 zł, wprowadzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych oraz zwiększenie zatrudnienia na stanowiskach niemenedżerskich o 30 procent.

Jednocześnie skierowano do Głównego Inspektoratu Pracy w Warszawie wniosek o przeprowadzenie kontroli. Jego władze, a dokładnie zastępca GIP Jarosław Leśniewski poinformował już, że te zostaną zainicjowane już niebawem. Zaznaczył, iż Inspektorat wspieram wszelkie inicjatywy zmierzające do szeroko pojętego poszanowania prawa pracy, w szczególności poprawy bezpieczeństwa i ochrony zdrowia w gospodarce narodowej, w tym w placówkach handlowych – tak istotnych z perspektywy zaopatrzenia ludności m.in. w artykuły pierwszej potrzeby.

26 komentarzy

  1. Ocena: 22

    A taka ekspansja na lubelskie. Non stop sie rozbudowują. Taki sam polski Januszex jak Kauflandy itp.

  2. Doświadczony w handlu
    Ocena: 14

    Nic nie wywalczą tak jak związki w stokrotce (czy dawnym aldiku). Związki są dla swoich przywilejów.
    Jedyne wyjście to tylko złożenie przez minimum 80% załogi wypowiedzenia i pójście na L4. Tylko taka presja ma sens. Wszystko inne skończy się jak zwykle.

    • Dokładnie tak…w Stokrotkach jest tak samo…praca za minimalne wynagrodzenie…zakres obowiązków jednej osoby to praca dla kilku etatów i tylko siedzą i wymyślają głupoty

  3. Ocena: 14

    Lol, przecież tak jest w każej sieci handlowej, czy to spożywczej, czy meblowej, czy jakiejkolwiek innej. Jeśli firma chce na czymś oszczędzić, to najczęściej na pracownikach

  4. Wygląda, że Tomasz Biernacki to typowy polski biznesmen, który z patriotyzmem na ustach żąda pomocy państwa (bo to polskie) a samych Polaków traktuje gorzej niż te złe zagramaniczne korporacje. Dlatego jak słyszę, że trzeba wspierać polski biznes od razu mam konwulsje od takiej argumentacji.

  5. Płacą tam chociaż minimalną za cały etat czy jakieś kombinacje z niepełnymi wymiarami?

    • Ocena: 0

      Niepełny wymiar to codzienność w marketach, kolejne cwane oszustwo na pracowniku , ZuS- ie i skarbówce.

  6. Ocena: 6

    A tyle było popeliny żeby tam robić zakupy bo polska sieć. Widać jak traktuje pracowników, j3pać go kupię w niemieckim czy tam z innego państwa sklepie. To społeczeństwo jest zacofane i nigdy nie będzie tu dobrobytu bo w genach ten naród ma głupotę.

    • Dziadek Józek ze ''slamsowa" w Mieście Inspiracji (dawniej: Lublin)
      Ocena: 8

      Taaa… w genach ten naród ma głupotę, „bohatersko” podsycaną przez (pożal się Boże), sługi „jedynie słusznej” religii.

    • Ocena: 3

      Ciekawostka:
      Los tak chciał, że od ponad 13 lat mieszkam na Alasce (US), mam swoje lotnisko i stację pogotowia lotniczego (5 helikopterów Sikorsky), Pracuje u mnie 57 osób różnych nacji i kolorów skóry. Przez te lat przekonałem się, że najgorszymi pod każdym względem okazali się Polacy,
      Dlatego obecnie zatrudniam 1 (piekarza), 2 moje wnuczki (pilotki) i pasierbicę ( księgową).
      Całej załodze płacę wystarczająco dużo, żeby ( uchowaj Boże) nie opłacało im się zmieniać pracodawcy.
      Nie zawsze bywało „słodko”, zdarzało się że żeby móc wypłacić pensje i samemu móc kupić michę, brałem pożyczkę w banku mojej adopcyjnej córki (rodowita Inuitka).

  7. Ocena: 4

    Nie piszcie proszę że jak się nie podoba załodze to mogą nie pracować, jeśli tak zrobił to kto będzie was obsługiwał i tolerował czasem wasze chamskie zachowania w sklepach. Wszyscy pracownicy na swój sposób są nam klientom potrzebni i sprzątaczki i sprzedawczynie i menedżerowie też. W moim odczuciu rzecz w tym że powinno się sprawiedliwie tych pracowników wynagradzać zgodnie z ich wykształceniem i kreatywnością. Niestety w sieciówkach typu Biedronka Hebe Rossmann wszystkich traktuje się w jeden czambuł-miłe sympatyczne i zorientowane w temacie artykułów które sprzedają są tak samo wynagradzane jak te kapryśne panienki które sztorcują klientów i są wściekłe za to że przyszli do ich sklepu. Coś tu ewidentnie jest do poprawy. Czy naprawdę panie konsultantki na przykład z Hebe powinny zmywać podłogę w sklepie bo dyrekcja Hebe chcę zaoszczędzić 2000 zł na etacie sprzątaczki.

  8. No dobra dobra.To teraz zapytaj pracowników biedronki ile im potrącili z pensji za te prezenty.

    • kierownik paleciaka
      Ocena: 6

      O obowiązkowym funduszu socjalnym słyszał? A potrącili bo musieli. Podatki. Mówi ci to coś? Masz Ty pojęcie o tym jak działa świat…

  9. U Polaka tak. Jest. W Biedronce pracownicy dostali paczki za ponad 600zl i vouchery na ponad 1000zl.. A dziadu Polacy nie mają nic.

  10. Chcieli wolnych Niedziel w handlu to teraz właściciele muszą sobie odbić straty!

Dodaj komentarz