Pracowało tam 10 tys. osób. Obecnie młode pokolenie często nawet nie wie, że taka fabryka istniała w Lublinie (wideo)
17:37 28-02-2021 | Autor: redakcja
Aby opowiedzieć historię Odlewni Lublin, należy cofnąć się do lat 70 tych XX wieku, kiedy to występowało bardzo duże zapotrzebowanie na samochody ciężarowe i traktory. Na terenie całego kraju budowano liczne fabryki, istniały także Państwowe Gospodarstwa Rolne, które wymagały szybkiej mechanizacji, niezbędnej aby zwiększyć produkcję żywności.
Rozwiązaniem niedoborów sprzętu miała być właśnie Odlewnia. Ówczesne władze PRL uznały, że Lublin będzie najlepszym miejscem do budowy tak ogromnego zakładu, ponieważ w pobliskiej Fabryce Samochodów Ciężarowych była już kadra doświadczonych odlewników. Aby ruszyć z realizacją inwestycji, zaciągnięto pożyczkę o astronomicznej wówczas wysokości 75 mln dolarów.
Budowa tak ogromnego kombinatu była oczkiem w głowie władz na najwyższych szczeblach w kraju. Pomimo tego prace nie przebiegały, tak jak to sobie wyobrażano. Ambitne plany oddania hal produkcyjnych były tylko na projektach. W połowie lat 70-tych skończyła się cierpliwość ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza i Pierwszego Sekretarza PZPR Edwarda Gierka.
– Po dokonaniu analizy stwierdzono, że odlewnia w Lublinie nie jest budowana zgodnie z harmonogramem, lecz jest jedynie dla niepoznaki rozgrzebana. Środki przeznaczone na nią zostały wykorzystane na inne cele i inwestycje – stwierdził wtedy Edward Gierek.
Przy budowie pracowało 20 firm z całej Polski a trwała ona 11 lat. Po zakończeniu prac najbardziej charakterystycznym budynkiem była wielka dwupoziomowa hala główna. W jej wnętrzu znajdowały się wszystkie piece odlewnicze i cała linia produkcyjna. Powierzchnia zadaszona wynosiła około 12.5 hektara pod nim zmieściłby się prawie cały Ogród Saski natomiast Stare Miasto wraz z najbliższymi okolicami całkowicie zostałoby przykryte. Do lat 90 tych XX wieku był to największy tego typu obiekt przemysłowy w Europie.
Do budowy hali głównej Odlewni Lublin wykorzystano 110 tysięcy ton stali, co pozwoliłaby wybudować 11 wież Eiffela lub jeden ze słynnych nowojorskich drapaczy chmur World Trade Center. Poziom zero hali głównej mierzył prawie 10 metrów wysokości, posiadał tory kolejowe
umożliwiające sprawne dostawy ogromnych ilości złomu oraz wywóz gotowych produktów. Ułatwieniem było także wybudowanie betonowej rampy łączącej piętra, po niej wjeżdżały ciężarówki z materiałem na wyższy poziom.
W Lubelskiej odlewni znajdowały się dwa typy pieców. Cztery o pojemności 7,5 ton każdy wyprodukowane w Hucie Zabrze oraz cztery 15 tonowe, które powstały w firmie BBC Switzerland. Te osiem pieców dało łącznie 90 ton materiału gotowego do wytopu surówki. O wielkości pieców hutniczych świadczy fakt, że do napełnienia jednego pieca przeciętna ciężarówka musiała zrobić dwa kursy. Kolejną ciekawostką, pokazującą wielkość tego kombinatu jest zasilanie. Ursus posiadał własną linię energetyczną do elektrowni w Kozienicach, gdyż zużycie prądu tego giganta dwukrotnie przewyższało zapotrzebowanie ówczesnego Lublina na prąd.
Istotnym było także wybudowanie dla fabryki ujęcia wody w Turce, które istnieje do dziś i jest obecnie częścią miejskiego wodociągu. Pomimo iż Odlewnia pracowała tylko na 40 % swoich możliwości zatrudniała ponad 3 tys. osób. Przez cały okres jej funkcjonowania przewinęło się tam ponad 10 tys. pracowników. Dojazd do fabryki umożliwiały linie autobusowe takie jak 1, 36, 41, 45, 57 kończące trasę na ulicy Metalurgicznej.
Zadaniem Odlewni Ursus było wykonywanie wielkogabarytowych i cienkościennych odlewów o skomplikowanej technologii sferoidalnej, które ze względu na ich złożoność, nie każdy zakład w Polsce mógł wyprodukować. Do tego 100 tysięcy ton gotowych odlewów to ilość, z jaką się jeszcze nie spotkano. Zakres produkcyjny był bardzo szeroki, wytwarzano m.in. głowice silników, wały korbowe, specjalistyczne odlewy, kotwice okrętowe, piasty a nawet studzienki wodociągowe. Jednak głównym profilem produkcji były elementy traktorów marek Massey Ferguson i Ursus.
Lubelska Odlewnia była nie tylko największa w Europie, lecz także nowoczesna. Mogła się pochwalić bogatym wyposażeniem aparatury badawczo pomiarowej, posiadała np. różnego rodzaju spektrometry mas, mikroskopy metalograficzne, przemysłowe aparaty RTG i wiele innych urządzeń służących do kontroli jakości produktów. W fabryce był również ośrodek obliczeniowy oraz specjalny Dział Informatyki Odlewni co w latach 80 było ewenementem.
Dzięki wysokim jakościom produkowanych elementów i spełnieniu najwyższych norm ISO lubelska odlewnia zdobyła uznanie a o mieście Lublin usłyszał cały świat. Wśród zagranicznych odbiorców Odlewnia miała kontrahentów z USA, Niemiec, Francji, Szwajcarii czy Belgii.
Jak to możliwe, że tak ogromny zakład mający uznanie w świecie został zlikwidowany? Teorii o upadku Odlewni jest kilka, niektórzy twierdzą, że Ursus był ofiarą przemian ustrojowych. W 1989 roku mówiono, że zakład jest za duży i nie pracuje w pełni swoich możliwości, a co z tym idzie, zbyt kosztowny i mało rentowny. Jednak fakty mówią inaczej. Otóż lubelska odlewnia była zbyt konkurencyjna dla innych zakładów zarówno polskich jak i zagranicznych.
Upadek komunizmu, przemiany gospodarcze i rodzący się „wolny rynek” sprzyjał pojawianiu się spółek i osób chętnych do przejęcia giganta. Ostatni raz świat usłyszał o Odlewni Ursus w 2010 roku, kiedy to podczas rozbiórki Państwowa Agencja Atomistyki nie mogła doszukać się 7 pojemników zawierających radioaktywny izotop kobaltu 60, którego silny strumień promieniowania gamma jest w stanie prześwietlić płytę stalową o grubości 15 cm. Z tego właśnie powodu był on wykorzystywany w procesie kontroli jakości.
Według prokuratury 40 kilogramowe pojemniki PRJ-20 pomalowane na żółto z charakterystycznymi symbolami promieniotwórczości trafiły na złom. Ciekawostką jest też zaginięcie podobnych pojemników z jednego poznańskich zakładów przemysłowych. Jak było z tym naprawdę, tego już się nigdy nie dowiemy.
Izotop kobaltu 60 dzięki niezwykłym właściwościom ma szerokie zastosowanie np. medycynie, przemyśle kosmicznym i lotniczym czy w produkcji akumulatorów litowo-jonowych, dlatego jest wiele wątpliwości czy na pewno trafił omyłkowo na złom. Smutny finał ma historia lubelskiej Odlewni, cały sprzęt w tym piece hutnicze, walcownie, prasy, tłocznie, suwnice, tokarki i wiele innego sprzętu szybko sprzedano za bezcen. Ogromna hala na budowę której użyto 110 tysięcy ton stali została pocięta na kawałki, rozebrana i sprzedana na złom, z którego zapewne trafiła jako surowiec do przetopienia. Wiadomo jest, że środki pozyskane z likwidacji zakładu trafiały na konta prywatnych osób.
Za datę kończącą historię największej Odlewni w Europie uważa się rok 2012 kiedy to nastąpiło zamknięcie postępowania sądowego w sprawie upadłości zakładu. Dziś już niewiele osób pamięta Odlewnię Ursus. Spacerując po Śródmieściu i Starym Mieście możemy jeszcze natrafić na pamiątki po fabryce są nimi żeliwne słupki przy chodnikach, kratownice chroniące drzewka czy pokrywy studzienek kanalizacyjnych.
Paweł Małkowski
(wideo – Paweł Małkowski)
Smutne ……
Rozkradali wszystko w latach 90 i Ursusa nie oszczędzili
Bolek i jego banda nic nie oszczędziła . Wszystko opier….li za grosze . Lobbyści na Wiejskiej swoje zrobili i się obłowili , A Bolkowi odwdzięczają się za to zapraszając go za Ocean by popier….dolił trochę głupot o tym jak skakał po płotach i niby za to mu płacą . A tak naprawdę to wszyscy wiedzą za co .
ta, a Jarek to co wtedy robił ?
był ministrem Bolka
Smutna historia…
I to nasi ludzie ją napisali…
Smutny nasz kraj…
Czy do upadku odlewni, przyczynił sie, niejaki Balcerowicz. Tfu.
… tfu … tfu … tfu … prawda !
A czy do wybudowania przyczynił się niejaki Gierek?
No i został jeszcze gorzej potraktowany więc o co ci chodzi?
Przecież cały czas jest moda na zapomnienie wszystkiego i wszystkich mających cokolwiek wspólnego z PRL.
jeszcze żydzi i cykliści
Po co mają o tym młodzi ludzie wiedzieć jak tam nie zostało nic, jakby fabryka dalej istniała i dawała ludziom pracę to by wiedzieli
Pracowałem w tej odlewni 17 lat. Od 1982 do 1999 roku.
A ja pracowałem na rdzeniarni jak ustawiacz maszyn 1984- 1994 .wspominam z sentymentem ten czas.
Pisiory rozwalo co siem da a dokladniej ich posly zalozyly se partie a za komuny rozkradaly a tera co zostalo niszczo
bo głupi jak Polak … solidarność ! …. solidarność … solidarność ! dzisiaj dawni krzykacze solidarności to ” kapitalisty ” i ” biznesmeny ” , reszta do Helmuta w pole albo myć starym Helgom doo ..
Kolorowa rewolucja sterowana z zachodu, tak jak zawsze i wszędzie. A młodzi plujący na złą komunę liżą stopy bogaczy bo innej drogi do bogactwa nie widzą, zamiast być na swoim.
Osiedle mieszkań socjalnych przy ul. Grygowej powstało na bazie dawnych hoteli robotniczych wybudowanych dla pracowników Odlewni Żeliwa „Ursus”. Tyle zostało po odlewni.
Sporo pracuję dla firm działających na terenie dawnej odlewni. Ile tam się słyszy prawdziwej historii to łzy w oczach stają jak naród polski został rozkradziony! Grube miliony, a dlaczego redakcja nie drąży tematu? Nie wolno? Ponoć mazowiecki zapoczątkował upadek tej potęgi. Redakcja nie wspomniała o podziemnych możliwościach fabryki w razie wojny. Skorysynstwo!!!
Jakie firmy po dawnej odlewni?
Hala rozebrana na złom, terem zrównany z ziemią.
Gołą działkę wykorzystano na budowę magazynów przez różne firmy.
Jakaś dodatkowa podziemna odlewnia na wypadek wojny?
O czym ty piszesz?
Chociażby Polska Korporacja Recyklingu, Huttenes Albertus, fabryka kostki Jadar, Strabag, kom-eko i wiele innych. A podziemia zasypane lub wykorzystane na cele prywatne. Pojedź podmiejskim i zobacz co się dzieje.
inaczej wygląda sytuacja wygląda teraz, inaczej wyglądała pod koniec lat 90-ych.
Pisanie głupot i zarzucanie wszystkim dookoła win wszelakich jest nagminne, nic nie kosztuje, nie ponosi się żadnej konsekwencji