30/07/2026
690 680 960

Pożar samochodu w Lublinie. Świadkowie ruszyli z gaśnicami i uratowali auto przed całkowitym spaleniem

Gdy spod maski samochodu zaczęły wydobywać się kłęby dymu, liczyła się każda sekunda. Zanim na miejsce dotarły służby, kilku przypadkowych kierowców chwyciło za gaśnice i wspólnymi siłami stłumiło płomienie.

W czwartkowe popołudnie, 30 lipca, na al. Spółdzielczości Pracy w Lublinie, w rejonie skrzyżowania z ul. Dożynkową, doszło do pożaru samochodu osobowego. Dzięki błyskawicznej reakcji świadków udało się opanować ogień jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych.

Jak wynika ze wstępnych ustaleń, kierująca Oplem kobieta jechała w kierunku Lubartowa. W pewnym momencie zauważyła dym wydobywający się spod maski. Nie zwlekając ani chwili zatrzymała pojazd i opuściła go.

Widząc rozwijający się pożar, świadkowie natychmiast ruszyli z pomocą. Choć powszechnie wiadomo, że pojedyncza gaśnica samochodowa ma ograniczoną skuteczność, tym razem kluczowe okazało się zaangażowanie kilku osób. Kolejni kierowcy przynosili swoje gaśnice, dzięki czemu udało się skutecznie stłumić płomienie i nie dopuścić do ich rozprzestrzenienia się na pozostałą część pojazdu.

To właśnie ta wzorowa, obywatelska postawa świadków sprawiła, że samochód udało się uratować przed całkowitym spaleniem. Ich szybka reakcja pokazała, jak wiele może zdziałać współpraca i gotowość do niesienia pomocy innym uczestnikom ruchu drogowego.

Na miejsce zadysponowano straż pożarną oraz policję. Strażacy dogasili zarzewia ognia i sprawdzili pojazd, natomiast policjanci zabezpieczyli miejsce zdarzenia na czas prowadzonych działań.

 


fot. lublin112.pl, nadesłane Jakub, Bartłomiej.

2 komentarze

  1. Ocena: -17

    Ale profesjonalna akcja! Maski nawet nie otworzyli, a dmuchają gaśnicami po blasze. Podstawa w takiej sytuacji to otworzyć maskę (albo chociaż uchylić na szczelinę), odpiąć akumulator i dopiero działać gaśnicą. Bez odcięcia prądu i dopływu do źródła to tylko marnowanie proszku. Akcja jak z komedii!

Dodaj komentarz