Poważny wypadek pod Lublinem z udziałem motocyklisty. Trwa walka o życie mężczyzny (zdjęcia)
17:37 12-05-2024 | Autor: redakcja
fot. lublin112.pl
17:37 12-05-2024 | Autor: redakcja
Niestety brawura brak wyobraźni, rozkojarzenie,pogoda, słońce … ile by nie jechał hondziawką ,kierowca auta nie zatrzymał się i wyjechał jak Baran? Jechałem dziś tamtędy z pół h przed tym zdarzeniem -dodam przepisowo,a jednak kilku wyjeżdżających z bidy starało się „zdążyć” ciekawe ilu z nich było na dopalaczu🤔
Tam to przede wszystkim jest znak STOP przed wjazdem na starą drogę krajową. Gdyby świeżo nażarty w Bidzie cep zatrzymał się jak powinien, to nie wjechałby wprost pod motocykl. A musiało to być gwałtowne bo nawet śladu hamowania motocykla nie ma. Czyli wjechał mu tym samochodem znienacka.
Jeśli motocyklista jechał tyle, ile zazwyczaj jeżdżą takimi motocyklami, to nie dziwi ani to, że nie ma śladów hamowania, ani to, że nie miał szans go zauważyć.
Albo po prostu prędkość była tak duża i ciągle rosła, że zanim zdążył cofnąć manetkę z gazem i zacząć hamować, to już tam dotarł – stąd brak śladów hamowania…
Gdyby cep na motocyklu myślał, to by wiedział, że każdy popełnia błędy, a on jak chce przeżyć musi o tym pamiętać
Jak trwa walka o jego życie, to niechybnie znaczy, że na pewno jechał zgodnie z obowiązującym ograniczeniem prędkości.
Ale jak dobrze wiemy, przepisy są durne i – O WŁAŚNIE – nieżyciowe. Tak nieżyciowe, że łamiąc je trzeba walczyć potem o życie.
Otóż to, motocyklista jechał tuż przed nami na rondzie to nie była zawrotną prędkość jak na motocykle przystało, kierowca land rovera zapewne mocno przejedzony po prostu już myślał jak się przespać na wyrze po obżarstwie…. Oby przeżył…
I co? Znowu w komentarzach nie będzie nic o „instynkcie samozachowawczym” i „cmentarzach pełnych tych, co mieli pierwszeństwo”? Nikt nie napisze, że to nie był wypadek, tylko „samobójstwo”, bo nikt o zdrowych zmysłach „nie pcha się” pod koła samochodu, nawet jeśli ma pierwszeństwo?
Gdyby jakikolwiek użytkownik pojazdu na drodze byłby w stanie wyhamować tak szybko jak pieszy i miał tak nieograniczoną niczym widoczność, to bym tak mówił…
A że tylko pieszy może się rozejrzeć 360 i zatrzymać w ćwierć sekundy, to właśnie on ma dla siebie największe szanse na unikanie zderzenia.
Pieszy porusza się z tak znikomą prędkością, że jego szanse na uniknięcie zderzenia, kiedy znajduje się na środku przejścia dla pieszych albo już z niego schodzi, a zza zakrętu wyjedzie wariat pędzący 120 km/h w zabudowanym, są żadne.
I jeszcze jedno – pieszy nie przekracza dopuszczalnej prędkości dwu- albo trzykrotnie, kiedy wchodzi na PDP, tak jak robi to motocyklista wjeżdżając na skrzyżowanie. Jeśli dochodzi do potrącenia na przejściu, to tym, który tę prędkość przekroczył jest zazwyczaj kierowca.
I jeszcze drugie. Pieszy, poruszający się z właściwą pieszemu prędkością, jeśli tylko uważa, zawsze może te dwa metry odskoczyć i nie dać się rozjechać. Nawet gdy jakiś burakowoźnica lub inny motogłupek pędzi 200 km/h.
Dajcie znać czy chłopak przeżył. Udzielaliśmy mu pierwszej pomocy do przyjazdu pogotowia i śmigłowca. Modłę się aby przeżył.
Zauważcie, że rowerzystom czy skuterzystom nikt nie wyjeżdża z podporządkowanej tak, że później walczą o życie lub giną na miejscu. Nigdy nie słyszałem o takim przypadku. A u motocyklistów to częstsze niż zwykła stłuczka. Wniosek? To prędkość motocyklisty jest tym decydującym czynnikiem, który uniemożliwia ocenę czasu przejazdu i potęguje skutki zderzenia!
Tam jest 50. Dla skuterzystów to prędkość osiągalna, dla wielu rowerzystów też. Tylko biedny motocyklista jadąc 50 walczy o życie…
„Ciało człowieka podczas wypadku przy prędkości 50km/h zachowuje się tak, jak podczas upadku z trzeciego piętra budynku.” Sugeruję wyskoczyć z 3 piętra na kant słupka samochodu i zobaczymy co będzie.
ciężko się z tobą nie zgodzić
Tam nie ma 50, tylko 90.
„50” stoi dopiero za Bidą w kierunku Lublina.
Ograniczenie do 50 w kierunku Lublina stoi na wysokości wejścia do Bidy, na wpół budynku, a jakieś 70 metrów dalej miał miejsce wypadek. Na ograniczeniu do 50.
Pójdź z tym artykułem na najbliższy posterunek, pokaż co wymyśliłeś i zapytaj, czy nie zechcieliby ci zatrzymać karty rowerowej…
Fakt – myślałem wpierw, że pod prąd z Bidy wyjeżdżał.
Ale – motocykl ciężki, a uszkodzenia samochodu niezbyt poważne (choć walnął w koło, więc kto wie, jak przekoszony) – ferujecie wyroki, choć niewiele wskazuje na to, żeby jechał (przynajmniej w chwili uderzenia) z bardzo dużą prędkością.
Jak ten policjant walnął w cierpa na Nadbystrzyckiej kilka lat temu, to Focus cierpa wyglądał jak po zderzeniu z pociągiem.
a czy wyjazd pod prąd powoduje, że znajdujesz się na innej drodze, z innymi ograniczeniami prędkości?
Święta Rito uratuj tego chlopaka błagam.
Komentujący co niektórzy najpierw wsiądzcie na motocykl potem pogadamy jeśli gościu mu wyjechał centralnie a motocyklem jechał 80 lub 100 km/h to nie ma możliwości wyhamowania samochód zachowuje się inaczej motocykl jest zgniatany jak puszka przy prędkości 60 km/h w najlepszym przypadku połamane żebra w najgorszym wózek albo śmierć a więc najpierw zastanówcie się 10x zanim coś napiszecie
ale jakie 100, jakie 80, skoro motórzysta miał tam ograniczenie do 50 ?
i chcesz powiedzieć, że jadąc zgodnie z przepisami tak by mu się motór poskładał ?
oczywiście, że buc z LR winien, ale to było bombardowanie wioski na własną prośbę mieszkańców
„50” stoi już za Bidą. Na wysokości Bidy dozwolone jest 90.
To, że nie znasz okolicy, jest pewne. To sobie jeszcze na zdjęciu nr 4 zobacz. Jest ograniczenie do 50 między miejscem zdarzenia a rondem – i dokładnie ten dystans, tylko w przeciwną stronę, pokonał motocyklista przed zderzeniem.
Twierdzisz, że na tym samym odcinku, w przeciwnych kierunkach, obowiązują różne ograniczenia?
Patrz wyżej, nie chce mi się dwa razy pisać.
Byłoby dobrze, gdybyś bezmyślnie nie pisał wcale. Bo kopiuj-wklej też jeszcze nie opanowałeś…
Niech się pierwszy zastanowi motocyklista, który na niebezpiecznym jak twierdzisz pojeździe porusza się 80-100 na 50-tce.
Czy połowa komentujących broniących kierowcę samochodu widzi gdzie został uderzony samochód? Jeśli nie wyjechał by pod samo koło motocykla to nie był by przedni bok i szyba tylko drzwi lub dalej a tu ewidentnie widać że nie było możliwości hamowania ani uniku. Tak to jest jak jeżdżą jak święte krowy i wymuszają dzbany osobówkami. Bo wyjeżdżają na ostatnią chwilę i prosto pod maskę. Życzę żeby kierowca osobówki poniósł kare konkretną i do tego odszkodowanie dla chłopaka walczącego o życie i to wysokie
A czy ty widzisz?
Nie wyjechał pod samo koło motocykla, tylko jak wyjeżdżał, to motocyklista próbował uniknąć skręcając w lewo – czyli tam gdzie zmierzał samochód. Uderzył przy samej osi jezdni, nie na środku pasa, jak przy nagłym wyjechaniu.