Potrącona sarna godzinami konała przy drodze. Procedury w takich sytuacjach są jasne, lecz z ich realizacją już gorzej (zdjęcia)
21:50 09-10-2025 | Autor: redakcja
Zgodnie z prawem, zwierzyna leśna, jako dobro ogólnonarodowe, należy do Skarbu Państwa. Odpowiedzialność za gospodarowanie zwierzyną spoczywa na Polskim Związku Łowieckim. Jednak już ustawa o ochronie zwierząt wskazuje, że obowiązek opieki nad wszystkimi zwierzętami, zarówno bezdomnymi domowymi, jak też dzikimi, a tym samym zapewnienia im schronienia lub opieki weterynaryjnej, leży w gestii urzędu gminy. Często tego typu działania realizuje również zarządca drogi, który z kolei odpowiada za usuwanie martwych zwierząt z drogi.
Jednak co pewien czas powraca problem pojawiający się w sytuacji, kiedy dochodzi do zderzenia dzikiego zwierzęcia z samochodem. Część kierowców mając świadomość, iż uzyskanie odszkodowania jest niezwykle trudne i przede wszystkim czasochłonne, odjeżdża pozostawiając martwe lub ranne zwierzę. I tu zaczynają się schody, gdyż niejednokrotnie nie ma chętnego do udzielenia pomocy rannemu zwierzęciu.
Jedno z takich zdarzeń miało miejsce w minionym tygodniu w Łuszczowie Drugim. Jadące drogą krajową nr 82 Lublin – Łęczna kobiety zauważyły leżącą na poboczu ranną sarnę. Zwierzę było potrącone przez samochód. Jak wskazują, sarna żyła, była przytomna, usiłowała czołgać się po jezdni. W związku z tym jedna z pań zadzwoniła na numer alarmowy informując o całej sytuacji.
– Ja jechałam tamtędy ponad godzinę późnej. Również zadzwoniłam na 112. Podobno zgłoszenie było przyjęte i kogoś wysłali. Musiałam pojechać dalej, ale panie czekały na miejscu kilka godzin. W międzyczasie była ulewa, zrobiło się ciemno. Wracałam tą samą drogą o godz. 22:30. Sarna nadal tam leżała z otwartym złamaniem tylnej nogi. Znowu dzwoniłam na 112, powiedziano mi, że mają odnotowane kilka zgłoszeń w tej sprawie. Byłam tam do 23:30. Jak zwierzę może tyle godzin cierpieć i nie ma nikogo, kto coś z tym zrobi?! – wyjaśnia nam pani Julia.
Jak ustaliliśmy, zgłoszenia jakie wpłynęły do Centrum Powiadamiania Ratunkowego, czyli na numer alarmowy 112, zostały przekazane do policji. Tu jednak pojawia się problem, gdyż formacja ta nie zajmuje się opieką nad zwierzętami. Dlatego też, jak wyjaśnia nam podinsp. Kamil Gołębiowski z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie, sprawę przekazano do zarządcy drogi, w tym przypadku, jak wynikało ze zgłoszenia, do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Skontaktowaliśmy się wiec z lubelskim oddziałem GDDKiA. Jak wyjaśnia Łukasz Minkiewicz, rzeczywiście tego typu zgłoszenia wpłynęły. Po ich otrzymaniu na miejsce skierowano patrol firmy zajmującej się utrzymaniem tej trasy. Pracownicy Służby Drogowej pomimo jednak sprawdzenia całego odcinka, nie odnaleźli zwierzęcia. Tu przedstawiciel drogowców zasugerował nam, patrząc na zdjęcia, iż wszystko wskazuje na to, że sytuacja mogła mieć miejsce przy lokalnej drodze, łączącej się z główną trasą.
Poszliśmy tym tropem i zwróciliśmy się w tej sprawie do Urzędu Gminy Wólka, gdyż to na jej terenie doszło do zdarzenia. Tu jednak, jak zapewnia nas Anna Batyra z wydziału ds. ochrony środowiska i gospodarki odpadami komunalnymi, nie wpłynęło żadne zgłoszenie dotyczące rannej sarny. Tym samym ostatecznie żadna z instytucji, jakie wymogami przepisów są upoważnione do zajmowania się rannymi, dzikimi zwierzętami, nie interweniowała w tym dniu i w tym miejscu.
– W godzinach pracy Urzędu Gminy, po otrzymaniu zgłoszenia o tego typu incydencie, podejmujemy natychmiastową interwencję, kierując sprawę do odpowiednich służb oraz współpracujących lekarzy weterynarii. W przypadku zdarzeń poza godzinami pracy, system opiera się na współdziałaniu służb ratunkowych – takich jak Policja czy Straż Pożarna – które dysponują kontaktami do weterynarzy gotowych do podjęcia działań przez całą dobę – dodaje Anna Batyra.
Pozostaje jeszcze wspomnieć o odpowiedzialności kierowcy, w tego typu zdarzeniach. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, prowadzący pojazd mechaniczny, który potrącił zwierzę, zobowiązany jest, w miarę możliwości, do zapewnienia mu stosownej pomocy lub zawiadomienia służb. W tym przypadku ustawodawca nie wskazał, że musi to być policja. Do wyboru są m.in. lekarz weterynarii; Polski Związek Łowiecki; inspektor organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt; straż ochrony kolei, straż miejska lub gminna, straż graniczna, służba leśna lub strażnik łowiecki.
W przypadku, gdy prowadzący pojazd nie dopełnił obowiązku pomocy lub wezwania odpowiednich służb popełnia wykroczenie zagrożone karą: aresztu lub grzywny oraz ewentualną nawiązką do 1000 zł na cel związany z ochroną zwierząt.

fot. nadesłane – Julia

fot. nadesłane – Julia
Co się dziwicie, że potrącił i odjechał? Sarnie to trzeba pomóc, a kierowcy kto pomoże? Jakby państwo z dykty miało jaja, to by brało odpowiedzialność za swoje zwierzęta. Więc jeśli sarna mi wyskoczy, to mój problem, ale jesli tą samą sarnę po wszystkim zapakuję do bagażnika, ooooo! To już jest wielkie przestępstwo na rzecz skarbu państwa.
To samo z chodnikiem. Jak chce na nim wypić piwo, to nie wolno bo to chodnik miejski, ale jak leży śnieg to już jest mój chodnik i mam go odśnieżyć.
Najważniejsze, że ta armia niezwykle potrzebnych osób co miesiąc sięga po pieniążki… a co tam jakaś sarna, kogo to obchodzi.
To jest brak komunikacji i odpowiednich procedur. Dlaczego numer alarmowy czy policja poinformowana przez osoby postronne nie skontaktuje się natychmiast z weterynarzem na danym terenie?
Z tymi organizacjami co mają pomagać to jest dramat.
Raz dzwoniłem do potrąconego bociana, jedna organizacja z Lublina nie zainteresowana, bo to nie ich teren, druga spoza Lublina owszem, ale nie bociany, inne zwierzaki tak…
Drugim razem ranna pustułka, znowu telefon do pewnej straży dla zwierząt… Powiedzieli że mam zawieść ptaka do weterynarza na swój koszt, a po opatrzeniu mogę im podrzucić ewentualnie , bo nie mają swojego weterynarza . ..
Jeśli chcecie pomóc zwierzętom to tylko Leśne Przytulisko pod Lublinem… Przesympatyczna właścicielka , nie miała problemu odebrać telefon w niedzielę, niesie pomoc zwierzakom nie oczekując nic w zamian. To jest organizacja z powołania, a nie dla dotacji jak co niektóre kolorowe,szumnie ogłaszane instytucje
Czy możesz dać namiary na to przytulisko?
Leśne Przytulisko Skrzynice Drugie 60 , Jabłonna
Tel 600 621 121
Są też na fb .
Polecam, bo to ludzie o złotych sercach i z powołania do pomocy .
Zachęcam też wszystkich do wspierania ich działalności , bo robią więcej niż są w stanie zrobić ☺
Ten swiat jest chory. Łosi za duzo o parę tysięcy ,saren za mało. Ludzie idioci w większości
Mogę się założyć , że w tym czasie co to zwierzę leżało na poboczu , zauważył to jakiś myśliwy , który tam przejeżdżał .
Zgodnie co zapewniają myśliwi w mediach , że tak dbają o dziką zwierzynę, żaden niezainterweniował .
A jestem pewien , że conajmniej 1 myśliwy tą sytuację widział .
Mówią że do saren nie opłaca się strzelać bo na tym zwierzu mało mięsa netto wychodzi.
Było kilka zgłoszeń.Jesteś pewny,że wśród zgłaszających nie było myśliwego?.
Wiosek z tej jakże potrzebnej, a nie udzielonej pomocy temu biednemu zwierzęciu jest taki:
„Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jest, chociaż jest co bzykać*”.
* – w tym przypadku brać pieniądze za to co ma się robić, ale się nie robi.
nie byłoby problemu, gdybym ja czy ktoś inny w takiej sytuacji bez obaw mógł wyjąc karabin z szafy i dostrzelić cierpiące zwierzę, ale oczywiście wszechobecna milicja „pilnująca” bezpieczeństwa obywateli od razu by się zainteresowała tematem do spółki pewnie z PZŁ i innymi czerwonymi działaczami w tym kraju.
I co, ta sarna leży tam dalej?
Żaden myśliwy tam by nic nie zrobił. Myśliwy nie jest weterynarzem. Nie może też zabrać takiego zwierzęcia bo było by to przestępstwem. Wbrew pozorom przepisy dot. myśliwych i ogólnie łowiectwa są bardzo restrykcyjne. Nawet nie mógłby dostrzelić rannego zwierzęcia bo za blisko zabudowań jest.
W wymienionym przez redakcję łańcuchu służb odpowiedzialnych pominięte jest bardzo ważne wręcz kluczowe w takich sytuacjach ogniwo. Powiatowy lub Wojewódzki Lekarz Weterynarii który pełni dyżur całodobowy i dysponuje odpowiednimi uprawnieniami do działań interwencyjnych w sprawach dot. zwierząt w tym również dzikożyjących.
Restrykcyjne przepisy? Ale już do nierozpoznanego celu można strzelać? A później tłumaczyć się, że się dzika z człowiekiem pomyliło
Oby was wszystkich którzy nie kiwneli palcem ktoś kiedyś tak potraktował ! OBY !!!
Taaa… powiem więcej: „Tak im dopomóż Bóg!”