05/06/2026
690 680 960

Podstawiony kierowca nie pomógł. Ksiądz z Lublina skazany za jazdę po pijanemu

Zakończył się proces głośnej sprawy lubelskiego księdza, który kierując samochodem po pijanemu, o mało nie doprowadził do wypadku. Później konsekwentnie nie przyznawał się do winy, co rusz zmieniając wersję wydarzeń.

Przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód zapadł wyrok w sprawie księdza Leszka S., oskarżonego o kierowanie samochodem pod wpływem alkoholu. Sędzia nie miał wątpliwości co do winy duchownego, zwłaszcza że wysuwane przez obronę argumenty mające udowodnić jego niewinność, nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Dlatego też ksiądz został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności, przy czym ze względu iż była to pierwsza wpadka duchownego, wykonanie kary zostało warunkowo zawieszone na okres dwóch lat. Do tego ksiądz będzie też musiał zapłacić blisko 10 tys. złotych, na co składa się grzywna, koszty procesu jak też obowiązkowa wpłata na jeden z funduszy pomocowych. Przez najbliższe trzy lata nie będzie też mógł wsiadać za kierownicę.

Od samego początku ksiądz Leszek S. starał się w tej sprawie odsunąć od siebie winę. Kiedy jako pierwsi nasi reporterzy zaczęli interesować się sprawą, usiłował na nich wpływać, aby materiał nie został opublikowany. Zapewniał, że nie został złapany za rękę, podważał również wynik przeprowadzonego przez policjantów badania na zawartość alkoholu. Tłumaczył, że miał 1,1 promila, gdyż tak pokazało urządzenie. Nie wiedział jednak, że wynik był w miligramach a nie w promilach.

Później zmienił linię swojej obrony. – Kluczyki do audi znajdują się na plebanii i są ogólnodostępne – wyjaśniał proboszcz. Co więcej, wspomniał o osobie, która tego dnia rzekomo prowadziła auto. – Wiem kto to jest, ale nie powiem – dodał. Miał nim być kolega księdza, który następnego dnia miał się zgłosić na komisariat. Jednak tego nie uczynił.

Kiedy sprawa trafiła na wokandę, długo nie mogła ruszyć. Ksiądz Leszek S. nie stawiał się bowiem na sali sądowej. Jego obrońca przedstawił zwolnienie lekarskie, z którego wynikało, że duchowny nie może brać udziału w czynnościach procesowych. W końcu sędzia postanowiła prowadzić ją bez obecności oskarżonego. Na sali sądowej pojawił się też siostrzeniec księdza, który stwierdził, że to on prowadził tego dnia auto. Jednak świadkowie ponad wszelką wątpliwość zeznali, że nie jest to osoba, która siedziała za kierownicą audi. Później proces trzeba było rozpocząć od nowa, gdyż prowadząca postępowanie sędzia odeszła na emeryturę.

Przypomnijmy, Leszek S. sądzony był za wydarzenia z soboty 20 lutego 2016 roku. Wtedy to około godziny 13 jadący z żoną i dzieckiem mężczyzna, w ostatniej chwili dostrzegł rozpędzone audi, którego kierowca wyjeżdżając z ulicy Radości zignorował znaki drogowe i o mało nie doprowadził do zderzenia. Tylko refleks mężczyzny sprawił, że nie doszło do wypadku. Gdy ruszył za odjeżdżającym w kierunku ulicy Wileńskiej autem, zauważył dziwny tor jego jazdy. Auto nie potrafiło utrzymać się na swoim pasie ruchu, zjeżdżało też na krawężnik.

Mając uzasadnione podejrzenie, iż kierowca audi może być nietrzeźwy, powiadomił policję, zaś sam cały czas za nim jechał. Audi zajechało pod kościół przy ulicy Skierki, zaś jego kierowca szybkim krokiem skierował się na plebanię. Gdy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, przez kilkanaście minut nikt nie chciał otworzyć drzwi. W końcu na zewnątrz wyszedł proboszcz Leszek S. Wyjaśnił, że to nie on jechał samochodem, tylko ktoś inny, kogo danych nie zna. Jednak świadek nie miał najmniejszych wątpliwości, że to właśnie on siedział za kierownicą audi.

Proboszcz zlokalizowanej tam parafii został przetransportowany na komisariat, gdzie poddano go badaniu alkomatem. Miał on ponad 2,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Policjanci zabezpieczyli także auto, zaś księdzu zatrzymali prawo jazdy. Leszkowi S. prokuratura przedstawiła zarzut prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu.

(fot. lublin112)
2017-09-25 22:29:43

67 komentarzy

  1. Siedzieć powinien.
    Nie za jazdę po pijaku, a za to, co potem nastąpiło.

    • I reszta tych co niby tego dnia kierowali tym autem

      • Oskarżonemu a zwłaszcza podejrzanemu, nawet księdzu, wolno łgać jak psu.
        Ksiądz mógł powiedzieć, że prowadził znajomy Koreańczyk i na tym prokuratura mogłaby uwalić śledztwo (gdyby prokuratora odpowiednio w pałacu przy Wyszyńskiego o to poproszono) – w końcu nikomu nie stała się krzywda i nie byłby to pierwszy wypadek zamiecenia wstydliwych spraw pod dywan.
        Ale – nakłanianie do składania fałszywych zeznań i wykorzystanie siostrzeńca, który fałszywe zeznania złożył, to już dwa grube występki.
        Paradoksalnie mniejszą odpowiedzialność ponosi padre, większą jego kuzyn. Obaj z powodu głupoty (albo chwilowej niepoczytalności – w końcu dwa promile nawet zdrowemu chłopu we łbie zamotają) księdza.

        • Ocena: 0

          Pijany ksiądz chcąc uniknąc kary kłamał podstawiając innego kierowcę !!
          !! Matko Boska !!
          Do czego to doszło
          Brakuje jeszcze tego aby księża brali małe dzieci na kolana, naciągali dziadków na kasę, grali w karty na pieniądze i mieszali się do polityki 😉

        • Ale trzeba przyznac, ze proboszcz Leszek potrafil sie ustawic. Pomyslcie sobie – ludzie co niedziela wrzucaja wam pieniadze do kieszeni, za ktore mozecie sobie kupic nowe Audi i mnostwo wódki.
          Zycie jak w Madrycie.Tylko niepotrzebnie ksiadz proboszcz laczyl zamilowanie do drogich aut
          z zamilowaniem do alkoholu.

    • Katolikiem jestem!!!
      Ocena: 0

      A ciekawe co na tobkuria? Po pierwsze za jazde na bani, a po drugie na mataczenie, obrzydliwe klamstwa, jak w zgodzie z wlasnym sumieniemni sumieniem przelozonych Ks. Lesio S. sprawowal Mszę Świętą??? Niech się Kuria tez uderzy w piersi i przyzna do przyczynienia się do zła!!!!

      • W dodatku pod kościółek rozgonili dom kultury, gdzie dzieci i młodzież uczęszczała na różne zajęcia i warsztaty, ale przecież kościół w budowie ważniejszy…

    • @Kuba
      Racja i powinni go wyrzucic z zakonu za sianie zgorszenia. Kto pojdzie sie spowiadac do tego klamcy i pijaka???
      Proboszcz ze Skierki to wyjatkowo wstretny typ.

  2. Bardzo dobrze, należy je**ć takich fałszywych duszpasterzy, zagrażających życiu i zdrowiu ludzi.

  3. Czy osoba składająca fałszywe zeznania zostaje bezkarna ?

  4. Ocena: 0

    A jakie konsekwencje poniesie sistrzeniec księdza za składanie fałszywych zeznań?

  5. odpuśćmy mu wkońcu ma audiii ogulno dostępne

  6. Ocena: 0

    zaprawdę powiadam wam,przez niego nic się nie stało,co się stało

  7. Dziwne, normalnie to policjantów powinni wywalić z pracy za takie „swietokradztwo”.
    Duszpasterza zatrzymać i badać alkomatem jak śmieli.

  8. Ocena: 0

    czyli wyrok bez kary, zawiasy + 10 tys (2, czy 3 msze) i wlasciwie tylko wynajecie drivera okazyjnie przez 3 lata

  9. To spora niedogodność. Wierni będą się teraz musieli spowiadać na widzeniach, a proboszcz po kolędzie będzie chodzić na przepustce.

  10. Ocena: 0

    Zamiast pokornie poddać się karze i przeprosić parafian za swoje zachowanie, to kombinował, mataczył, zwodził, kłamał. I co na tym zyskał? Co ugrał? Czy naprawdę biskup nie mógł zainterweniować i przemówić mu do rozsądku? Nic dziwnego, że ludzie potem mają o katolickim duchowieństwie zdanie takie, jakie mają.

    • Biskup księdzu do rozsądku? to Tak jakby Belzebub Lucyfera pouczał.

    • Ocena: 0

      Jak delikwent miał w sobotnie popołudnie 2.2 promila, to w niedziele musiał iść do pracy na solidnym kacu.