Pociąg jedzie a rogatki są otwarte – ciągłe problemy na przejazdach kolejowych. „Tu niebawem dojdzie do tragedii”
19:37 03-09-2020 | Autor: redakcja
W ostatnim czasie praktycznie każdego dnia otrzymujemy od czytelników niepokojące sygnały dotyczące niebezpiecznych sytuacji, do jakich dochodzi na przejazdach kolejowych w Miłocinie, Motyczu oraz w Kozubszczyźnie. Znajdują się one na przebudowywanej linii kolejowej Lublin – Nałęczów. Chodzi o rogatki, które nie zamykają się kiedy nadjeżdża pociąg, lub też ciągle są zamknięte, choć po torach nic nie jedzie. O ile w tym drugim przypadku kierowcy tracą tylko czas, lub też zawracają i wybierają inne, alternatywne drogi przejazdu, tak w pierwszym może to się zakończyć tragicznie w skutkach.
Jak twierdzą nasi czytelnicy, do tego typu sytuacji potrafi dochodzić nawet po kilka razy dziennie. Zebraliśmy przesłane do nas informacje w tej sprawie i wynika z nich jednoznacznie, że problem istnieje i nie należy on do błahych. We wtorek 16 sierpnia o godzinie 13:30 w Kozubszczyźnie rogatki były otwarte pomimo nadjeżdżającego pociągu, w piątek przed godziną 17 w Motyczu kierowcy oczekiwali ponad 20 minut, aż rogatki zostały otwarte ręcznie, w środę 26 sierpnia również w Motyczu sygnalizacja świetlna nadawała ciągłe światło czerwone, z jednej strony rogatki były zamknięte, z drugiej zaś otwarte. W sobotę 29 sierpnia w południe na przejeździe w Miłocinie rogatki zamknęły się i już nie chciały się otworzyć. Dzień później znów było niebezpiecznie w Motyczu, kiedy to o 16:20 rogatki nie zamknęły się pomimo nadjeżdżającego pociągu.
Kolejne dni to wysyp tego typu zgłoszeń, jakie otrzymywaliśmy. W poniedziałek 31 sierpnia w Motyczu rogatki były długo zamknięte, choć żaden pociąg nie nadjeżdżał, w Miłocinie zaś jedna rogatka była otwarta, druga zamknięta. Kolejny dzień to następne dwa sygnały związane z przejazdem w Miłocinie. W pierwszym przed przejazdem utworzyły się duże korki, gdyż przez ponad pół godziny rogatki były zamknięte. W drugim zaś po przejeździe pociągu rogatki się otworzyły, auta ruszyły i od razu rogatki zaczęły się zamykać. Jeden pojazd utknął pomiędzy szlabanami. Kierowcy są zgodni, że w każdej chwili może dojść do wypadku, w którym ktoś zginie, lub też zostanie ciężko ranny.
Wymieniliśmy tylko te sytuacje, o których zostaliśmy poinformowani. Jednak z pewnością nie o każdym tego typu zdarzeniu otrzymujemy sygnał, przez co można śmiało podejrzewać, że jest ich o wiele więcej.
– Jestem kierowcą, każdego dnia jeżdżę na trasie z Lublina do Bełżyc oraz do Nałęczowa. To co się dzieje na przejazdach kolejowych w Motyczu i Miłocinie zakrawa na przestępstwo ze strony kolei lub też firmy prowadzącej tam prace. Mianowicie praktycznie każdego dnia obserwuję problemy z rogatkami. Raz są zamknięte, choć żaden pociąg nie nadjeżdża i potem są ręcznie podnoszone, innym razem są otwarte pomimo kursujących pociągów. Przecież to jest narażanie życia kierowców czy też nawet i pieszych. Jak można doprowadzić do sytuacji, że po remoncie torów, kiedy sami niedawno pisaliście, że na tej linii zamontowano szereg urządzeń mających zapewnić bezpieczeństwo, dochodzi do takich sytuacji. Czy dopiero jak ktoś zginie wjeżdżając nieświadomie pod pociąg, odpowiedzialni za to zostaną pociągnięci do odpowiedzialności – mówi pan Michał.
Przedstawiciele zarządcy szlaku kolejowego, czyli spółki PKP PLK zapewniają jednak, że sprawność wszystkich urządzeń zainstalowanych na przejazdach kolejowo-drogowych pomiędzy Lublinem a Dęblinem jest stale monitorowana przez służby PLK i wykonawcę. Dodatkowo, poziom bezpieczeństwa na przejazdach mają zwiększać urządzenia zainstalowane w torach, które informują maszynistów z wyprzedzeniem o sytuacji na większości przejazdów. W przypadku wystąpienia jakichkolwiek nieprawidłowości na miejsce natychmiast wysyłany jest serwis, który ma jak najszybciej usunąć usterkę.
– Dla zapewnienia maksymalnego poziomu bezpieczeństwa na czas naprawy wdrażane są dodatkowe procedury bezpieczeństwa: ograniczenie prędkości dla pociągów do 20 km/h, dodatkowe sygnały „baczność” a przed przejazdami ustawiane są znaki stop i informujące o niedziałającej rogatce. Należy pamiętać, że znak stop nakazuje każdemu uczestnikowi ruchu drogowego zatrzymanie się przed przejazdem i upewnienie się, że nie nadjeżdża pociąg. Ignorowanie znaku, czy włączonych sygnalizatorów jest bardzo niebezpieczne – wyjaśnia Karol Jakubowski z PKP Polskie Linie Kolejowe.
PKP wyjaśnia, że część przypadków spowodowanych jest przez niewłaściwe zachowania kierowców. Tak miało być kilkukrotnie w Miłocinie, miedzy innymi 20 sierpnia kiedy kierujący usiłował przejechać pod opadającymi rogatkami. Do czasu ich naprawy, musiały one zostać unieruchomione i obowiązywały dodatkowe procedury bezpieczeństwa. W niedzielę rano stwierdzono zaś usterkę urządzeń na przejeździe w Motyczu. Obecnie serwis wykonawcy dokonuje niezbędnych napraw. Pociągi zwalniają do 20 km/h, podawane są dodatkowe sygnały „baczność” a przez przejazdem ustawiono dodatkowe oznakowanie informujące o usterce. Wykonawca deklaruje, że dzisiaj usterka zostanie wyeliminowana i urządzenia będą sprawne.
-Przypadek, kiedy rogatki tuż po podniesieniu się znowu się opuszczają to sytuacja, kiedy kiedy po przejechaniu jednego pociągu do przejazdu zbliża się drugi jadący w przeciwnym kierunku. Do takich sytuacji dochodzi na liniach dwutorowych na przejazdach gdzie są rogatki i sygnalizacja. Kierowcy nie powinni zapominać, że wjazd na przejazd jest możliwy tylko i wyłącznie wtedy kiedy rogatki są całkowicie otwarte a sygnalizator wyłączony – dodaje Karol Jakubowski.
Kolejarze przypominają również, że od dwóch lat na wszystkich przejazdach umieszczone zostały żółte naklejki PLK. W przypadku niebezpiecznej sytuacji każdy kierowca ma możliwość reakcji. Dzwoniąc na numer 112 i podając indywidualny numer przejazdu może dokładnie poinformować operatora gdzie się znajduje, ten może skontaktować się specjalnym, szybkim łączem z kolejarzami i ci mogą wstrzymać ruch. W przypadku nieprawidłowości, awarii lub innych usterek, kierowca także może poinformować o tym służby techniczne PLK. Służą do tego numery telefonów na dole naklejki.


(fot. nadesłane)
Niech ktoś wreszcie złoży zawiadomienie do prokuratora o narażanie ludzi na śmierć, bo dopóty tak będzie dopóki kogoś nie posadzą! Ebane pkp i jego spółeczki.
Albo otwarte albo dzwoni pół nocy taka to modernizacja.
W Miłocinie dróżnik jak był to był ( prawie zawsze w nocy był pijany ) ale szlaban zamknięty – jak się zatrąbiło to szlaban się otwierał na chwilę ?
jak byhla stara sygnalizacja nigdy sie nei psula, teraz nowoczesna technika komputerowa ale chinska daje rezultaty dziadowstawa w dzialaniu.
To zawiadomienie należy raczej złożyć na autora artykułu, albo mieszkańców za rozpowszechnianie kłamstw. Przejeżdżam tamtędy 2 razy dziennie, miałem okazję widzieć kilka razy problemy z przejazdem w Miłocinie, ale nigdy nie było to nic groźnego. Gdy szlabany były podniesione to obok przejazdu stały za każdym razem znaki z napisem „uszkodzone rogatki” i „stop”. Jeśli rogatki podobno otwierają się przed nadjeżdżającym pociągiem to niech mieszkańcy nagrają film z takiego zdarzenia. W artykule są tylko zdjęcia i to tak przycięte, że nie widać prawej strony drogi na której stoją znaki nakazujące zatrzymanie się.
Ja się zawsze zatrzymuję przed przejazdem kolejowym, od czasu jak przy podniesionych przemknęła mi przed maską drezyna. Niech niecierpliwi trąbią lub omijają. To tylko urządzenia. „Zatrzymaj się i żyj” Swoja drogą PKP ma w głębokim poważaniu innych.
Może tam w Miłocinie coś grzebią bo strażnika nie ma
pisdzielskie porządki
Pełowskie złodzieje.
Bo to wszystko przez maseczki !!!
Dokładnie taka sama sytuacja na Turystycznej Lublinie, kilka dni temu, i nie to nie pierwszy raz. To tylko elektronika, coś zawsze może się zepsuć.
Do tragedii nie dojdzie, przecież nikt nie jest na tyle głupi aby się nie upewnić że nic nie jedzie i można bezpiecznie przejechać bo przewiduje sytuacje na drodze…
Jak ktoś się właduje pod pociąg to nie tragedia – to selekcja.
Pociąg jest duży, głośny, oświetlony, jedzie po określonym torze ze stałą prędkością, nawet ktoś średnio rozgarniety jest go w stanie uniknąć…
Podobnie qwerty jest z rowerzystami,auto większe od roweru,jedzie jezdnią dla niego wyznaczoną,oświetlone i zazwyczaj słyszalne,to o co chodzi rowerzystom,takiemu Franiowi,Alekowi i tym podobnym na przejazdach PDR?Śmieję się,bo to bardzo dobry przykład,a tłumaczenia,bo „nieuchronny”czym to podobne,to każdy jest w tym sensie na przejeździe kolejowy i czy to auto czy rower czy pieszy.
Bo władować powinno się wielu a wtedy nie będzie to tragedia tylko dane statystyczne.
NIECH ZYJA KOLEJARZE !!!
Dziwne że to tam coś się dzieje gdzie remont od początku nie pasował okolicznym mieszkańcom…