04/06/2026
690 680 960

Niepozorne miejsce a jednak wyjątkowe. Jest jednym z najcenniejszych siedlisk dzikich zapylaczy w Polsce

Trwają starania, aby teren dawnej strzelnicy wojskowej w Łukowie objąć ochroną w formie rezerwatu przyrody. Żyją tam 234 gatunki zapylaczy, w tym 111 gatunków dzikich pszczół i 51 gatunków motyli dziennych.

W minioną sobotę, 18 kwietnia, na terenie dawnej strzelnicy wojskowej w Łukowie odbył się spacer przyrodniczy z Mikołajem Siemaszko, członkiem ministerialnego Zespołu do spraw Owadów Zapylających. Celem wydarzenia było poznanie i zadbanie o miejsce, które jest jednym z najcenniejszych siedlisk dzikich zapylaczy w całej Polsce.

Przeprowadzone w 2023 roku badania potwierdziły, że na powierzchni 1,80 ha żyją 234 gatunki zapylaczy, w tym 111 gatunków dzikich pszczół, 183 gatunków żądłówek i 51 gatunków motyli dziennych. Wiele z tych ostatnich jest skrajnie rzadkich. Co ważne, gatunków wciąż przybywa. Dzień wcześniej zauważono kolejnego motyla – rusałkę żałobnika.

Wydarzenie cieszyło się sporym zainteresowaniem a pogoda była naprawdę sprzyjająca. W spacerze wzięły udział rodziny z dziećmi, mieszkańcy Łukowa, Burmistrz Miasta Łuków Piotr Płudowski, miejscy radni, a także przyrodnicy i stowarzyszenia. Prowadzący opowiadał, dlaczego ten teren, z jego lessowymi wałami i piaszczystymi skarpami, jest dla dzikich pszczół wyjątkowy.

Następnie wspólnie zasadzono drzewa i krzewy nektarodajne i pyłkodajne, które w przyszłości będą stanowić solidną bazę pokarmową dla zapylaczy. Uczestnicy otrzymali również saszetki z nasionami kwiatów oraz przyrodnicze przypinki, aby na co dzień pamiętali o tym wyjątkowym siedlisku. Ustawiono też tablicę edukacyjną „Mieszkańcy dawnej strzelnicy”.

Od ponad roku terenem strzelnicy opiekuje się warszawska Fundacja Zielona Mrówka. Jak zaznaczają jej przedstawiciele, czynią starania, aby miejsce to objąć ochroną w formie rezerwatu przyrody. Mowa przede wszystkim o najważniejszych fragmentach, wśród których są m.in. miejsca lęgowe na lessowych wałach i kulochwytach. Docelowo jednak rezerwat mógłby objąć około 13 hektarów całego kompleksu siedlisk: od muraw napiaskowych po łąki i tereny wilgotne, wraz z roślinami kwitnącymi w różnych porach roku, które stanowią bazę pokarmową dla zapylaczy.

W tej sprawie kontaktowano się m.in. z Ministerstwem Klimatu i Środowiska oraz Generalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, które to już oficjalnie wspierają te działania.

4 komentarze

  1. Czemu o tym pisze się w tej chwili, czy związku z pomysłem p. Ministra że pszczoły miodne są zagrożeniem dla środowiska w polsce ……

    • 1. Zagrożeniem dla środowiska jest nadmiar potężnych hodowli pszczoły miodnej sztucznie wprowadzanych i sztucznie podtrzymywanych przez człowieka. Po to, żeby zarobić na miodzie.
      Potrzebujemy takich hodowli (pasiek) tam, gdzie uprawiamy na dużą skalę rośliny, które są zapylane przez pszczołę miodną. Ale nie wszędzie.

      2. Dziko żyjący (i odżywiający się samodzielnie) rój pszczoły miodnej nie jest zagrożeniem dla środowiska. Przetrwa tam, gdzie zdoła samodzielnie się wyżywić.
      Nie zabiera przy tym przestrzeni życiowej innym gatunkom owadów zapylających, których są setki i które są bardziej skutecznymi (wszechstronnymi) zapylaczami.
      I jest OK.

      3. To są naukowo potwierdzone fakty, a nie żadne wymysły „pana” ministra (który zresztą akurat teraz jest kobietą).
      Ale dobrze, że ministerstwo środowiska (czy jak ono się tam teraz nazywa) nie jest ślepe na problemy środowiska.

      4. Redakcja relacjonuje wydarzenia, które akurat się dzieją. Teraz coś wydarzyło się w Łukowie (który trudno chyba podejrzewać o nadmiar sympatii dla obecnego rządu), i teraz o tym „się pisze”.
      Co w tym dziwnego?

  2. A to a pro pos tego co rząd planuje w sprawie pszczół?

  3. Ocena: 5

    Sądząc po tabunach „zwiedzających”, pszczółki i motylki długo se tam nie pożyją…

Dodaj komentarz