11/06/2026
690 680 960

Niemce: Ten nastolatek powinien być wzorem dla innych dzieci. Uratował rannego kota

Wczoraj w Niemcach nastoletni chłopiec uratował kota. Zwierzę z obrażeniami ciała leżało w rowie. Ta historia może posłużyć jako przykład dla innych dzieci.

Wczoraj nasza Czytelniczka poinformowała nas o historii kota, który został uratowany dzięki nastoletniemu chłopcu. Dziecko znalazło kota w przydrożnym rowie i zaalarmowało Foondację Felis. Jak napisała Czytelniczka Agnieszka, postawa chłopca, który go uratował, zasługuje na uwagę i mogłaby posłużyć jako przykład dla innych dzieci, a opisanie historii na pewno pomogłoby również zebrać im potrzebne fundusze na leczenie zwierzęcia.

Oryginalny opis zdarzenia:

„Historia zaczęła się od popołudniowego telefonu. – W telefonie dziecięcy głos: w Niemcach (miejscowość 15 km na pn od Lublina) w rowie leży kot ze złamaną łapką. Nie rusza się… czy możecie pomóc… Najpierw odsyłam do tamtejszego weta, który ma umowę z gminą, ale tknięta przeczuciem dzwonię za 10 minut i pytam co i jak… wet dopiero ew. za 2 godziny… Akurat wracam do domu, Niemce mam po drodze…dzwonię znowu. Chłopiec ok. 12 lat, na rowerze, pokazuje mi miejsce. W głębokim rowie przy jezdni leży czarno-biały kot, bez ruchu, twarzą do ziemi. Biorę kontenerek i zjeżdżam po skarpie na dół. – Kici kici… kot podnosi łepek, cały we krwi i cicho pojękuje. Delikatnie pakuje do transporterka i szybko (akurat ! po mokrej ziemi na górę…) do samochodu. Szybko jadę, dzwonie do wetki w Lubartowie, pstrykam na oślep kotu zdjęcia… kot charcze, bulgocze, pojękuje… mam wrażenie, że zaraz udusi się własną krwią. W Lubartowskiej Przychodni Małych Zwierząt dr. Magda od razu stawia diagnozę: kot wpadł pod samochód, dostał prosto w szczękę… żuchwa jest pięknie połamana, język przecięty i częściowo porażony, lewe oko porażone i 1,5 raz większe od prawego, w nosie i pyszczku mnóstwo krzepnącej krwi. Lekkie znieczulenie, druty na żuchwę, nici na język. Kot na rtg, chociaż wydaje się, ze pozostałe kości są całe. Kocurek, niekastrowany, kilkuletni. Widać, że wiejski i niedomowy bo białe futerko jest szaro-brązowe. Miał mnóstwo szczęścia. Że chociaż aż tyle, to jednak Tylko tyle mu się stało. I, że ten chłopiec miał w sobie na tyle wrażliwości, ze wyszukał telefon Foondacji Felis w Internecie i zadzwonił. Kocurek dostał na imię Otis. Został w lecznicy. Przed nim długie leczenie i rehabilitacja.”

Niech ta opisana historia będzie przykładem dla innych dzieci. Chłopiec, który uratował kotka wykazał się dużą wrażliwością i opanowaniem. Nie przejechał bezinteresownie obok zwierzęcia potrzebującego pomocy. Gratulujemy takiej postawy!

Jeśli ktoś z Was zechce wspomóc finansowo akcję leczenia kota oto nr konta – 82 1240 2496 1111 0010 0568 3416 a szczegóły znajdziecie tutaj – http://www.fundacjafelis.org/

2015-04-10 08:01:47
(fot. FF)

32 komentarze

  1. Ocena: 0

    Dwie panienki policja nagradza za zlapanie menelika ktory ledwo stal na nogach przy probie kradziezy, a tego dzielnego chlopca kto nagrodzi?

  2. Nie lubię kotów, ale postawa tego chłopca przywraca wiarę w ludzi.

  3. Chłopiec powinien stać się wzorem dla innych. Mam nadzieję, że dyrektor pochwali chłopca na forum szkoły, bo to co zrobił zasługuje na szczególne wyróżnienie.

  4. Miła wiadomość! Wrażliwy chłopczyk 🙂

  5. też ratowałem kota… miałem wtedy 16 lat, to był 2010 rok, początek sierpnia. Wracając poboczem drogi przechodząc pod mostem zauważyłem leżącego kota, miauczącego w dodatku… stwierdziłem, że najprawdopodobniej potrącił go jakiś samochód, a ten kto nim kierował przeniósł biednego zwierzaka pod most pozwalając mu zdychać w męczarniach… tylko na tyle go było stać, porażka… Była to moja pierwsza styczność z takim zwierzęciem jak kot, ponieważ w domu od zawsze miałem psa, więc nie bardzo wiedziałem jak się obejść z takim zwierzęciem tym bardziej, że najprawdopodobniej doznał sporego urazu wewnętrznego. Wziąłem go na ręce… doniosłem go jakoś do najbliższego osiedla, po czym poprosiłem sprzedawczynię z pobliskiego sklepu o jakiś karton – do najbliższego weterynarza było jeszcze sporo drogi, a niesienie kota na rękach z takimi urazami sprawiało mu niepotrzebny ból. Niestety kot w drodze do weterynarza dawał coraz mniej oznak życia… jedyne co jeszcze zdążył zrobić przed schowaniem go do kartonowego pudełka… to mnie ugryźć do krwi w rękę – tym mi się odwdzięczył :< Gdy go doniosłem do weterynarza, lekarz stwierdził, że nie uda się go niestety już uratować, i że ze swojej strony to on może mu tylko skrócić cierpienia i podać specjalny zastrzyk usypiający… zaproponował mi jeszcze możliwość ratowania tego kota, ale stwierdził, że on tu się nim należycie nie zaopiekuje, a jeśli chcę to mogę spróbować dowieść go do najbliżej lecznicy dla zwierząt, gdzie stosownie się nim zaopiekują i być może zrobią to za darmo, pod warunkiem, że się pospieszę i zdążę to zrobić nim zdechnie…. Niestety nie miałem możliwości szybkiego przemieszczenia się wtedy z tamtego miejsca do tej najbliższej lecznicy dla zwierząt, a męczarnie tego biednego kociaka zmusiły mnie do decyzji, żeby go tam jednak zostawić i pozwolić temu lekarzowi skrócić jego męczarnie… Przynajmniej biedny nie konał z bólu pod mostem przez 10 albo więcej godzin. To niestety nie koniec historii, ponieważ jak później okazało się, że nie wiadomo czy ten kot nie był nosicielem jakiejś choroby zakaźnej, i przez to, że doznałem ugryzienia od niego musiałem przejść szereg szczepień na tężec, oraz wściekliznę, co było odgórnie zlecone przez sanepid, stało się to już klika dni po tym wydarzeniu… Niestety nie można było przebadać zwłok kota bo został on oddany do utylizacji. Dlatego wniosek po tym wydarzeniu nasuwał mi się jeden… czy jednak zawsze warto pomagać takim zwierzętom, nawet za cenę swojego zdrowia? Teraz jednak wydaje mi się, że warto…, ale trzeba to robić z głową i w miarę umiejętnie aby właśnie unikać takich sytuacji, przez, którą można by się było zarazić jakąś niebezpieczną chorobą od takich potrzebujących zwierząt. Niestety człowiek w takich chwilach, zwłaszcza w takim wieku rzadko kiedy myśli i zachowuje pełne swoje bezpieczeństwo, w danej chwili ma tylko myśl jak pomóc.

  6. Ocena: 0

    Szkoda tylko , ze wlasnie w tej gminie nie próbują unikac takich sytuacji. Widząc błąkającego się dluzszy czas psa dzwonilam na policje 3 razy i ani razu nie raczyli przyjechać mimo tego , ze powinni. Lubelskie schronisko nie zajmuje sie psami z poza Lublina a policja i gmina zrzucają na siebie kto ma przyjechać po takiego pieska żeby nie zabil go samochod. Także przykre.

    • Ocena: 0

      Przyjechaliby gdybyś podała nazwisko właściciela. Wtedy przynajmniej jest możliwość wystawienia mandatu od 50 do 250 zł za nie upilnowanie psa. Do bezpańskiego nie ma szans aby przyjechali.

    • tzreba dzwonic do schroniska w Nowodworze k/ Lubartowa nie do Lublina

  7. Ocena: 0

    Chłopaku, od mnie na nic nie licz. Ale podoba mi się Twoje podejście do życia. To jest Twoja wewnętrzna wartość i obyś taki był, był sobą na zawsze. Bo jesteś wartościowym człowiekiem.

  8. Jakaś dziewczyna przeszła obok mnie i powiedziała zostaw tego kota i tak zdechnie po prostu się wtedy na nią wkuzylem

  9. W sierpniu ubiegłego roku mój kot uległ takiemu samemu wypadkowi.miał wielki krwiak na oku,złamaną żuchwę i roztrzaskane podniebienie.poza tym żuchwa została wybita na zawiasie.Nie wyobrażam sobie by zostawić kota na pastwę losu.trafił na szczęście pod dobrą opiekę miał zdrutowaną żuchwę i podniebienie,krwiak na szczęście zszedł i oko dało się uratować ale szczęka jest przekoszona i musi jeść tylko mokrą karmę.W chwili obecnej jest najbardziej przytulaśnym członkiem rodziny i mimo poniesionych kosztów i czasu jaki musiałam poświęcić na bieganie po domu i wpychanie jedzenia do obolałej paszczki zrobiłabym to samo.wiem ile trzeba czasu i pieniędzy żeby wyprowadzić takiego powypadkowca ale warto

  10. Nie przyznaje się do tej akcji aby byc sławny robię to żeby ludzie zobaczyli że ktoś taki jest i jestem nazywam się patryk człowiek który jest nielubiany mówią że jestem obojętny i nieczuly leć nie wiedzą kim jestem naprawdę w tym świecie jest miejsce na litość i miłość

    Pamiętam kiedy samochód potrącił mojego kolegę Kubę szybko wezwałem jego mamę i karetkę potem wróciłem do domu i zacząłem się modlić żeby przeżył
    ma teraz dużą Blizne na nodze a ja pamientam to jakby to było wczoraj a było to 2 lata temu