05/06/2026
690 680 960

Czyj jest łoś? Nasze śledztwo w sprawie dzikiej zwierzyny

Jeżeli jest ktoś w tym kraju, kto wie do kogo należy łoś, zapraszamy do kontaktu z redakcją. Sprawa nie jest taka oczywista, zwłaszcza wtedy, kiedy dojdzie do kolizji z łosiem.

W ciągu ostatnich tygodni na drogach naszego województwa doszło do kilku kolizji z udziałem łosia. Przedstawiamy sprawcę – Łoś (Alces alces) to największy współcześnie żyjący gatunek ssaka kopytnego z rodziny jeleniowatych. To co go wyróżnia od innych jeleniowatych to charakterystyczne poroże i wyjątkowo długie kończyny. Łoś lubi wejść na jezdnię, zatrzymać się rozejrzeć i ruszyć dalej. Osobniki mogą chodzić same, ale widziane były również w parach. Waga samca dochodzi do 750 kg a dożywają one do 25 lat.

Postępująca urbanizacja i zmiany naturalnych ekosystemów sprawiają, że zwierzęta te coraz częściej zaglądają do ludzkich siedlisk. Miejsca gdzie najbardziej doświadcza się spotkania z łosiem, to głównie drogi w pobliżu terenów zalesionych lub pól.

Zajęliśmy się tematem skutków kolizji z łosiem po tym jak jeden z naszych Czytelników, w toku ustalania odpowiedzialności za szkodę w wyniku zderzenie pojazdu z tym zwierzęciem, dowiedział się, że nie będzie łatwo… a nawet wcale nie otrzyma żadnych pieniędzy z tytułu odszkodowania.

Wstępnie ustaliliśmy, że właścicielem jest Skarb Państwa…ale tylko wstępnie

Telefon nr 1.

Dzwonimy do Ministerstwa Skarbu Państwa i słyszymy w słuchawce, że jak najbardziej wszelka dzika zwierzyna należy do Skarbu Państwa a już na pewno łoś. Objęty całoroczną ochroną ten dziki zwierz jest oczywiście własnością Skarbu Państwa, ale pracownik ministerstwa odsyła nas do powiatu, na terenie którego doszło do kolizji. Nadmienia, że w przypadku zderzenia ze zwierzęciem najlepiej mieć autocasco.

Telefon nr 2.

Dzwonimy do Starostwa Powiatowego w Parczewie (na terenie tego powiatu doszło do kolizji z tym sympatycznym zwierzęciem). Uprzejmy pan zajmujący się gospodarką leśną informuje, że za spotkania z łosiem na drodze odpowiada Marszałek Województwa Lubelskiego, jako organ podległy pod Skarb Państwa. Dowiadujemy się nawet, że Marszałek już komuś, kiedyś płacił za taką szkodę.

Telefon nr 3.

Łączymy się z Urzędem Marszałkowskim Województwa Lubelskiego. Pracownik Departamentu Rolnictwa i Środowiska wyjaśnia, że owszem łoś jest własnością Skarbu Państwa ale uzyskanie odszkodowania z tytułu zderzenia ze zwierzęciem nie jest tak łatwo, i że nie do końca przepisy precyzują te zasady. Pracownik sugeruje kontakt z Zarządem Dróg Wojewódzkich. Jednocześnie dodaje, że wskazane jest pismo do urzędu z roszczeniem odszkodowania.

Telefon nr 4.

Pracownica Zarządu Dróg Wojewódzkich (oddział w Parczewie) przekazuje informację, że za łosia odpowiada Skarb Państwa. Owszem można złożyć do Zarządu pismo, ale szanse na odszkodowanie są nikłe. Warto jednak pisać.

Telefon nr 5.

Jedna z firm odszkodowawczych przekazuje nam, że ma ponad 200 spraw związanych z dziką zwierzyną. Egzekwować odszkodowanie udaje się może w zaledwie 1% i to w sprawach dotyczących śmierci poszkodowanych. Jeżeli dochodzi do wypadku lub kolizji okazuje się, że zwierzę jest „niczyje”. Jak ktoś pozwoli sobie „zabrać” z lasu dzika lub sarnę i wsadzi go do bagażnika to przestępstwo, jak dzika zwierzyna wyrządzi szkodę dla Skarbu Państwa np. łoś staje się niewidzialny.

Są tylko dwa przypadki kiedy należy nam się odszkodowanie, za zderzenia ze zwierzyną łowną:

1. Kiedy wypadek wydarzył się podczas polowania z nagonką, przed którą uciekało zwierzę. W przypadku udowodnienie takich okoliczności dochodzimy odszkodowania od miejscowego koła łowieckiego na podstawie art. 46 ust. 1 pkt 2 ustawy Prawo łowieckie.

2. Kiedy zdarzenie miało miejsce na nieoznaczonej drodze leśnej. Wtedy jednak cały proces odszkodowawczy jest dłuższy i trudniejsze. To po stronie poszkodowanego leży proces udowodnienia zarządcy drogi, że w niewłaściwy sposób ją oznakował, a zwierzyna pojawia na niej często.

Są sytuacje kiedy poszkodowani wygrywają, ale jest to niezwykle rzadko, procesy sądowe trwają latami i nie zawsze kończą się wyrokiem zadowalającym dla poszkodowanego. Tak jak miało to miejsce po wypadku na drodze krajowej nr 61, na odcinku Guty-Danowo. Po zderzeniu z łosiem w 2010 roku kierowca zmarł dzień po wypadku. Rodzina domagała się odszkodowania. Na koniec batalii prawnej, najbliżsi zmarłego dowiedzieli się, że sąd apelacyjny „dostrzega pewną lukę” prawną dotyczącą odpowiedzialności w takich właśnie sytuacjach, jak ten wypadek.

Na chwilę obecną nie ma podstawy prawnej do przyjęcia odpowiedzialności Skarbu Państwa za kolizje i wypadki z udziałem np. łosi.

W przypadku kiedy przy drodze jest znak A-18b i dojedzie do zdarzenia, odpowiedzialność ponosi sam kierujący. W przypadku zauważenia takiego znaku powinien zachować szczególną ostrożność, gdyż na drodze może pojawić się dzika zwierzyna.

Wracając do naszego dochodzenia, kto za łosia odpowiada, możemy śmiało napisać, że w przypadku kolizji na drodze bez oznaczenia znakiem A-18b, za zwierzę nie odpowiada ani koło łowieckie (jeżeli nie było nagonki), ani Marszałek Województwa, ani Starostwo Powiatowe, ani tym bardziej zarządca drogi.

Najlepiej po prostu mieć wykupione autocasco, albo w nocy, poruszając się po drodze w pobliżu potencjalnych siedlisk łosi (czy też innej dzikiej zwierzyny), używać noktowizora do wcześniejszego ustalenia co w ciemnościach wchodzi na drogę. Gdyż późniejsza droga dochodzenia do wypłaty odszkodowania to błędne koło niekończącego się przerzucania odpowiedzialności za szkody.

Przypominamy więc, jak złapiemy łosia (dzika, sarnę, etc. etc.) i będziemy chcieli go zjeść lub zabrać to wtedy Skarb Państwa upomni się wraz z wymiarem sprawiedliwości. Za nielegalne pozyskanie zwierzyny łownej grozi kara do roku pozbawienia wolności. Jeżeli już zwierzyna wejdzie nam w szkodę (czytaj – rozbije auto), pozostaje mieć znajomego blacharza, który za niewielką opłatą naprawi pojazd.

Tak oto robi się kosztem łosia z obywatela łosia…(w miejskim slangu łoś = frajer, łajza)

2014-10-08 19:55:36
(fot. lublin112.pl)

13 komentarzy

  1. To nie łoś jest winny tylko głupcy co prawo stanowią.WSZYSTKIE ŁOSIE SĄ NASZE

  2. A co z dzikami?

  3. nie nagonki tylko naganki – od naganiania.

  4. Miałem w tamtym roku właśnie taką sytuacje ale przez 7 miesięcy walki z prawem wyszło ze powinienem mieć wyposażone auto w czujniki które wykrywają zwierzynę. Droga podczas wypadku nie była oznakowana ale po mojej stłuczce z Panem Łosiem znaki dziwnie się pojawiły a GDDKiA przysłała pismo ze znaki tam stały ale ktoś mógł je usunąć i oni nie ponoszą za to odpowiedzialności. W końcu wyszło na to że ani odszkodowania nie dostanę ani auta nie da się naprawić a Łoś jest zwierzęciem ponad nasz wymiar prawa, jest nietykalny.

  5. Jak mówiłem szanowny Panie redaktorze jest lipa 😛 najlepiej mieć AC. Mi sie udało w ubiegłym roku dwie sarny uderzylem i nie wiem jakim cudem bez uszkodzeń. Życzę tego wszystkim.

  6. Nawet na autostradzie zwierzęta są niczyje. Kilka lat temu na autostradzie A1 w kierunku Gdańska wpadł mi borsuk pod samochód. Na całe szczęście nikt więcej nie ucierpiał a samochód nadawał się do dalszej jazdy. Wszyscy umywali ręce i twierdzili że odszkodowanie mi się nie należy bo zwierze nie ma ubezpieczenia a zarządca autostrady zrobił wszystko żeby nie dopuścić do wtargnięcia zwierzyny na drogę.

  7. Kilka lat temu miałem stłuczkę z sarną na wysokości miejscowości Wandzin na trasie Lublin- Lubartów tam gdzie jest wiadukt kolejowy. Droga była oznaczona znakiem informującym o zwierzętach leśnych. Ale niestety stało się i sarna wbiegła mi w bok samochodu, wezwałem Policję ci sporządzili protokół badali mnie z 5 razu na trzeźwość. Po tym napisałem dwa pisma do zarządcy drogi i do nadleśnictwa. W obydwu przypadkach dostałem odmowną decyzje wypłaty odszkodowania, ponieważ droga była oznaczona znakiem informującym o zwierzętach i nie zachowałem w tym miejscu szczególnej ostrożności. Odpisaliśmy im co oznacza zachować szczególną ostrożność w tym miejscu, ” przewieść samochód na lawecie, przepchać, jechać 20km/h” niestety odpowiedzi nie dostaliśmy do tej pory.

  8. Miesiac temu wyskoczyl mi dzik na trasie Lbn -Łęczna. Pol auta do roboty. Dzik ważył ponad 120 kg. To co uslyszalem od nadlesnictwa to zebym zrobil sprawe skarbowi państwa a z nim i tak nie wygram. Tyle dobrze ze dzik nie przezyl i juz nikomu nie wyskoczy.

  9. Rok temu w pazdzierniku uderzylem w sarne na trasie Zamosc_Lublin w miejscowosci Siedliszcze. W tym rejonie nie obowiazywal znak informujacy o dzikiej zwierzynie. Sarna zdechla a ja mialem cały przod do roboty. Wezwana na miejsce policja sporzadzila notatke i poinformowala mnie ze nic nie wskuram. Niestety nie mialem AC. Po konwersacji z Zarzadcą drogi poinformowano mnie ze bylo to zdarzenie losowe i nie mieli oni w obowiazku oznakowywac tej drogi ani zabezpieczac barierkami. Pytalem radcow prawnych jednak oni tez twierdzili ze nic nie da sie zrobic bo będąprzepychanki i spychologia ktora tylko odchudzi mi portfel a i tak nie wygram sprawy. Wydalem na remont samochodu 5 tysiecy, nie mialem czym jezdzic do pracy i stracilem oszczednosci a nie dostalem ani zlotowki.
    Chory kraj i ciemnogrod.

  10. Loś jest własnością państwa i po ***** to szukać właściciela.