05/06/2026
690 680 960

Żniwowanie w Muzeum Wsi Lubelskiej. Można było wziąć udział w żniwnej tradycji (zdjęcia)

Złociste łany zbóż, rytmiczne skrzypienie kos i szelest powróseł – tak wyglądała niedziela w Muzeum Wsi Lubelskiej, gdzie odbył się wyjątkowy pokaz tradycyjnego żniwowania. W sektorze Wyżyna Lubelska, przy malowniczym wiatraku z Zygmuntowa, odwiedzający mogli na własne oczy zobaczyć, jak wyglądała jedna z najważniejszych i najbardziej wymagających prac w dawnym kalendarzu rolniczym.

Niedzielne wydarzenie przeniosło uczestników w czasy, gdy sierp, kosa i cep były podstawowymi narzędziami rolnika, a żniwa najcięższym, ale i najważniejszym okresem w wiejskim kalendarzu. Można było podziwiać, jak doświadczone ręce ciągnęły ostrza sierpów i kos przez dojrzałe żyto, a snopki układano na polu tak, jak robili to nasi przodkowie.

Nie był to jednak zwykły pokaz – to była sentymentalna podróż w czasie. Obserwując pracę żniwiarzy, wielu gości wracało myślami do opowieści dziadków i pradziadków, dla których żniwa były nie tylko obowiązkiem, ale także czasem wspólnoty i współpracy.

– Takie żniwa znałam tylko z opowieści babci. Zawsze mnie to fascynowało, bo ludzie wtedy byli bardziej razem. Dziś tego brakuje – mówiła 20-letnia Ewelina, jedna z uczestniczek wydarzenia. – Mam szczęście, że moi pradziadkowie żyją i dzielą się wspomnieniami. To dla mnie bardzo cenne.

Pokaz miał nie tylko wymiar sentymentalny, ale również edukacyjny. Najmłodsi mogli własnoręcznie spróbować wiązania snopków, młócenia cepem i podbierania zboża. Zwiedzanie zabytkowego wiatraka uzupełniło wiedzę o dawnych technikach pracy na roli. Dla wielu dzieci była to pierwsza okazja, by zobaczyć, jak wyglądała codzienność ich przodków.

Organizatorzy zadbali również o atmosferę – po pracy na polu można było odpocząć wśród snopków zboża, racząc się jeszcze ciepłym podpłomykiem i świeżą maślanką, przyniesionymi prosto z gospodarstwa.

– W dzieciństwie całe wakacje spędzałam u dziadków. Pomagałam w sadzie i przy żniwach. Najbardziej pamiętam smak chleba z masłem i mleka, które babcia przynosiła nam na pole. Tego nie da się zapomnieć – wspominała Teresa Pluta, która na wydarzenie przyjechała z wnukami.

Widok suszących się snopków, odgłosy pracy i gwar rozmów sprawiły, że choć na chwilę ożyła wiejska codzienność sprzed dziesięcioleci. Muzeum Wsi Lubelskiej po raz kolejny udowodniło, że historia to nie tylko daty i wydarzenia, ale również smaki, zapachy i emocje, które warto pielęgnować i przekazywać kolejnym pokoleniom.

5 komentarzy

  1. Ocena: 0

    Ciekawe czy zabrali na pole gotowane jajka do jedzenia

  2. Ale problem masz!

  3. Ocena: -4

    Udział w żniwnej tradycji biorą aktywnie potomkowie okolicznych małorolnych przesiedlonych do Lublina. Fabryki, w których pracowali, już padły, ale oni niestety nie wrócili na wieś, zalewają się w trupa co weekend, jak po ostrych żniwach.

  4. W niedzielę bezboznicy z komunistycznego Lublina za pokazowe koszenie się wzięli ??? Apage satanas! Niech na was spadną wszelkie plagi!

Dodaj komentarz