06/06/2026
690 680 960

Zawiózł kolegę z podejrzeniem zawału do szpitala. Odesłali go do innej placówki, mężczyzna nie przeżył

Nie udało się uratować życia mężczyzny, który z zawałem serca został odesłany ze szpitala w Opolu Lubelskim. Pacjentowi poradzono, aby udał się do lekarza rodzinnego lub innej placówki.

Wszystko wydarzyło się w miniony czwartek, 22 lipca, w Opolu Lubelskim. Jak co dzień rano, dwaj koledzy umówili się przed Biedronką, skąd mieli udać się do pracy. Jednak na miejscu pojawił się tylko jeden mężczyzna. Nie mogąc się doczekać na współpracownika, postanowił do niego zadzwonić i zapytać, dlaczego się spóźnia.

Jak się okazało, pan Andrzej źle się poczuł i potrzebował pomocy. Nie mógł złapać tchu i poczuł ucisk w klatce piersiowej. Wiedział co to oznacza, gdyż przed czterema laty przeszedł zawał serca. Po chwili pod domem mężczyzny był już jego kolega. Postanowił on natychmiast zawieźć go do szpitala.

– Po wejściu na Izbę Przyjęć i wyjaśnieniu pielęgniarkom co się stało, te stwierdziły, iż szpital nie dysponuje sprzętem diagnostycznym i nie są w stanie mu pomóc. Pomimo tego, iż pan Andrzej czuł się coraz gorzej, to samo zakomunikował lekarz. Co więcej powiedział, aby udać się do lekarza rodzinnego lub do szpitala w Poniatowej – wyjaśniają nam zbulwersowani bliscy mężczyzny.

Ponieważ nie było ani chwili do stracenia, zapadła decyzja o udaniu się do szpitala w Poniatowej. Wiadome było bowiem, że u lekarza rodzinnego w tej sytuacji również nie uzyska się pomocy. Pomimo starań kierowcy, który robił wszystko, aby jak najszybciej dotrzeć do placówki, pan Andrzej zaczął słabnąć, a w połowie drogi stracił przytomność.

– W Poniatowej błyskawicznie zajęli się nim pracownicy szpitala. Jednak mimo starań ratowników medycznych oraz lekarza, oraz przeprowadzenia długiej reanimacji, nie udało się przywrócić akcji serca. Andrzej zmarł na drugi zawał – dodają jego bliscy.

Rodzinę mężczyzny, jak też jego znajomych zbulwersowało działanie pracowników szpitala w Opolu Lubelskim. Jak tłumaczą, placówka znajduje się zaledwie 100 metrów od jego domu, jednak nie uzyskał w niej żadnej pomocy. Zwłaszcza, że od początku było wyjaśniane lekarzom i pielęgniarkom, że jest to zawał serca. Nie ukrywają, że gdyby medycy zainteresowali się jego stanem, mężczyzna mógłby żyć.

Tymczasem szpital w Opolu Lubelskim jest zdania, że pacjent podejrzewając u siebie zawał serca, natychmiast powinien wezwać pogotowie ratunkowe. To samo w momencie, kiedy zaczął słabnąć podczas drogi do Poniatowej. Zapewniono nas jednak, że w placówce przeprowadzone zostanie postępowanie wyjaśniające.

(fot. pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne)

76 komentarzy

  1. Ocena: 0

    No i za takie coś ludzie powinni iść siedzieć

    • Ocena: 0

      2 lata w zawieszeniu, przy czym sprawa będzie się ciągnąć dłużej, tak więc po zapadnięciu wyroku już kara będzie „odsiedziana”.

  2. Ocena: 0

    Jeżeli podatnik nie był w stanie uzyskać świadczenia, które gwarantuje mu ubezpieczenie zdrowotne, to niech rodzinie zwrócą wpłacone do ZUSu składki zdrowotne.

  3. Jakiś czas temu, w podobnych okolicznościach, straciłem szacunek do większości z tzw. służby zdrowia.

  4. Ocena: 0

    I co to za szpital, w którym nie da się podjąć działań przeciwko zawałowi. Eriksena na boisku reanimowano, defibrylowano, itp.

    • Ocena: 0

      Jeżeli szpital nie był w stanie ratować człowieka, to powinien wezwać karetkę, czy śmigłowiec LPR, a nie odsyłać człowieka niemal PKSem do innego szpitala.

    • Co ty porównujesz sytuację na kopenhaskim stadionie w trakcie meczu transmitowanego na cały świat, gdy wokół duńscy specjaliści medyczni czekają w gotowości z powiatową służbą zdrowia w zapyziałej Polsce, gdzie nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności za zdrowie i życie pacjenta, a każde nadużycie, albo niedociągnięcie można zatuszować, bo przecież pacjent i tak by zmarł…

  5. Powinien wezwać pogotowie, ale to nie tłumaczy tego, że nie udzielili mu pomocy w szpitalu. Biurokracja i bezsensowne przepisy w sytuacji zagrożenia życia nie powinny obowiązywać. Władza ma wywalone, przepisy są dla nich najważniejsze, ale lekarze nie powinni mieć takiej znieczulicy.

    • Wręcz przeciwnie, powinni mieć znieczulicę, bo bez tego nie mogą efektywnie pracować, ale też powinny być procedury, które wymuszają blyskawiczne działanie w takich przypadkach. Wiadomo, że jak już przywozi się człowieka do szpitala,(a jeszcze zwraca uwagę na poważne i nagłe objawy )to jest to konieczność otrzymania pomocy, a nie wizyta towarzyska. Jeśli rodzina weźmie prawnika, być może szpital zapłaci odszkodowanie

  6. Przykre że to tylko petent a nie pacjent. Nie pomogę i co mi Pan zrobisz.

  7. Wzywać pogotowie do szpitala, niezłe jaja w tej Polskiej Służbie Zdrowia (chciałem napisać Polsce, ale w sumie w tym kraju nie wszystko jest złe).

  8. Ocena: 0

    Paradoksalnie, Ci mężczyźni, udawali się do pracy, dzięki której (z płaconych podatków) są utrzymywani m.in. wszyscy Ci pracujący w tym szpitalu, który im nie pomógł.

  9. „pokaż lekarzu co masz w garażu…..”

    • Ocena: 0

      Może akurat dyżurujący lekarz miał pilne wezwanie do prywatnej praktyki lekarskiej.

  10. Szpital w Opolu powinien jeszcze oskarżyć rodzinę i kolegę zmarłego o doprowadzenie do jego śmierci przez nie wezwanie karetki tylko szukanie pomocy w pobliskim szpitalu.