Wyruszyła z Mongolii, zamierza dotrzeć konno do Krakowa. Włoska podróżniczka przemierza nasz region (zdjęcia)
22:41 05-09-2019 | Autor: redakcja
W ostatnich dniach w naszym regionie można było zauważyć poruszającą się konno kobietę. Tuż za nią kroczy drugi koń, na którym znajdują się bagaże.
Jest to włoska podróżniczka Paola Giacomini, która 10 czerwca 2018 roku wyruszyła w niezwykłą podróż. Jej trasa rozpoczęła się w Karakorum w Mongolii, a wiedzie do Krakowa. Do tej pory przemierzyła już siedem i pół tysiąca kilometrów przez m.in. Rosję i Litwę, a następnie do Polski. Do naszego regionu dotarła od strony Białegostoku po czym przez teren powiatów bialskiego, radzyńskiego, parczewskiego, świdnickiego, czy też kraśnickiego udała się w dalszą drogę.
Wyprawa ma związek z wizytą podróżniczki w Krakowie, jaką odbyła przed laty. Wtedy to, podczas zwiedzania miasta, usłyszała legendę o przerwanym hejnale. Mówi ona o najeździe Tatarów na to miasto. Zaatakowali oni nad ranem, kiedy mieszkańcy jeszcze spali. Zbliżającą się armię dostrzegł jednak trębacz, który chwycił swą trąbkę i odgrywając hejnał mariacki obudził miasto, które ruszyło do walki. Wtedy Tatarzy skierowali swoje strzały w stronę trębacza. Jedna z nich przebiła jego gardło. Dlatego też obecnie melodia krakowskiego hejnału nagle się urywa.
Opowieść ta tak ją zainspirowała, że postanowiła powtórzyć podróż tatarskich najeźdźców, jednak z pokojowym przesłaniem. Od burmistrza Karakorum otrzymała replikę tradycyjnej mongolskiej strzały, którą chce przekazać strażakom z wieży kościoła Mariackiego.
Przy wsparciu internautów zebrała niezbędną kwotę na wyjazd i ruszyła w drogę. 38-latka porusza się głównie przez małe miejscowości, gdzie wraz z końmi może zatrzymać się na noc. Odwiedza rolników, u których ma szansę na ich napojenie i nakarmienie. Jak wyjaśnia, kiedy dowiadują się o jej wędrówce, zawsze jest ciepło przyjmowana. Każdego dnia pokonuje ona około 25 km, a do celu podróży zamierza dotrzeć jeszcze w tym miesiącu.



(fot. Paola Giacomini, OPT „Gardzienice”)
Tylko koni, tylko koni, tylko koni żal.
Wszystko fajnie, niby 25 km dziennie to nie tak dużo, ale nie wiem czy konie nie są zmęczone po ponad roku dźwigania jej i jej bagażów dzień w dzień
Dla konia największa kara (wręcz śmiertelna) to brak ruchu. Właściwie to dla człowieka też o czym niewielu ludzi wie…
Otóż to, a 25 km dziennie to jest tempo spacerowe – całkiem dosłownie. Wprawiony wędrowiec może przejść w takim tempie setki kilometrów z turystycznym plecakiem na grzbiecie, a co dopiero koń.
Żeby jej w Polsce konia nie ukradli! ?
Już chyba tak było z rowerem że ktoś przejechał pół europy i w polsce mu rower ukradli… Tak też bywało z motocyklami, samochodami itp… wstyd na cały świat…
Osiołkiem też.
Stracić mienie czy życie można wszędzie. Po prostu mieszkając w Polsce słyszysz o polskich przypadkach, a nie czytasz np. o Francuzie okradzionym w Belgii itp. Mojemu znajomemu podczas dwumiesięcznej podróży „objazdowej” ukradli plecak w Amsterdamie. I o czym to świadczy? Złodzieje są wszędzie i nie nam się za nich wstydzić.
Ciekawi mnie czy odcisków na tyłku nie dostała??
Pozycji na jeźdzca ma powyźej uszu???
I co ja mam się nią zachwyca ? chyba koniem bo to on idzie i jeszcze niesie tą torbę . Powinni ją ukarać za znęcanie nad zwierzętami
ciebie powinni ukarać z urodzenia za zabieranie powietrza, pfff
odcisków to ty na dupie dostaniesz od siedzenia przed komputerem
Nawet nie zdają sobie sprawy, że zaczął się dla nich najniebezpieczniejszy odcinek podróży.
Niczego nie sugeruję, ale ten obecny trębacz (transmitowany w radio o 12:00) jest beznadziejny, gra za szybko i fałszuje.
Szybko gra bo nie ma czasu.
Janusz jesteś prostak i chamidło . Zapewne zwierzęta tak samo jak ta wykolejona kobieta maltretujesz . Co to za osiągnięcie przejechać kawałek świata siedząc na tyłku , niech ona dźwiga ciężar i podróżuje .
To są jakieś małe kuce a nie konie …..
Czy sprząta qpę po swoim koniu?