04/06/2026
690 680 960

Wiszą na drzewach i wzbudzają zainteresowanie. Leśnicy reagują na groźnego przybysza z Azji

Pochodzący z Azji chrząszcz bardzo szybko adaptuje się do nowych warunków. Nie mając naturalnych wrogów potrafi szybko się rozprzestrzeniać na kolejne obszary. Dlatego leśnicy monitorują tereny leśne.

Wiosna to czas spacerów. Wiele osób odwiedza też lasy, podziwiając budzącą się do życia przyrodę. Oprócz niesamowitych widoków dochodzą też dźwięki i zapachy. Poza śpiewem ptaków łatwo można dostrzec większe zwierzęta, które o tej porze roku są bardzo aktywne. Przechadzając się po leśnych ostępach, czasami można natrafić na nietypowe, plastikowe konstrukcje wiszące na gałęziach drzew.

O ile dla tych, którzy często odwiedzają lasy lub są z nimi związani, nie jest to nic dziwnego, to w przypadku znacznej części społeczeństwa wzbudza to zainteresowanie i ciekawość. Mowa o pułapkach feromonowych, czyli prostych urządzeniach stosowanych przez leśników do odłowu szkodliwych owadów zagrażających zdrowiu drzew. Co ważne, nie służą one do zwalczania szkodników.

W tym przypadku leśnicy z Nadleśnictwa Międzyrzec prowadzą monitoring obecności drzewotocza japońskiego. Jest to inwazyjny, niepozorny, mały owad, mający od 2 do 2,5 mm długości. Naturalnie występuje w Chinach, Japonii, Korei, na Tajwanie czy w Wietnamie, jednak obecnie rozprzestrzenia się na całą Europę. W Polsce po raz pierwszy natrafiono na jego obecność w 1998 roku na wyspie Wolin.

Podczas gdy inne szkodniki zadowalają się jednym lub kilkoma gatunkami drzew, ten chrząszcz atakuje praktycznie wszystkie, mając przy tym nienasycony apetyt. Potrafi zaatakować nawet sadzonki. Drzewotocz buduje głębokie chodniki w drewnie, co prowadzi do zamierania drzew. Dodatkowo brak naturalnych wrogów sprzyja jego szybkiemu rozprzestrzenianiu.

Dlatego też leśnicy prowadzą stały monitoring lasów, a jedną z najskuteczniejszych metod są wspomniane pułapki feromonowe. Dzięki nim można szybko wykryć obecność owadów oraz sprawdzić, czy i jak wpływają one na stan drzewostanów. Takie działania pozwalają reagować na czas i dbać o stabilność lasów, zanim szkodnik stworzy poważny problem, z którym trudno będzie sobie poradzić.

 

fot. Nadleśnictwo Międzyrzec

fot. Nadleśnictwo Międzyrzec

14 komentarzy

  1. Szambo czy perfumeria
    Ocena: 11

    Wszystkie samce to jak „pies na baby”, lezie na oślep jak zaczadzony gdy poczuje zapach kobiety.

  2. Niejednemu przydadzą się takie lejeczki, takie buteleczki…

    • Ocena: 6

      Wygląda to jak zwisający z drzewa kręgosłup zakończony pęcherzem moczowym. Można się przestraszyć.

  3. Szkodnik z Azji niszczy nasze drzewa, które po wycince sprzedajemy do Azji – czego nie rozumisz?

    • nie zeżre drzewa, którego nie ma, nie będzie drzew nie będzie robala.
      Wyciąć drzewa, natychmiast !

  4. Ocena: 1

    Łacińska nazwa tego robaka to ,,Xylosandrus germanus”. A mówią że niby japoński…

  5. A nie można tej metody wykorzystać na kleszcze?
    Chyba że, nie opłaca się chronić ludzi, opłaca się chronić drewno.

    • Kleszcze nie dają się złapać w tak prymitywny sposób. Są dostępne pułapki emitujące zapach ludzkiego lub zwierzęcego potu ale ich skuteczność jest bardzo ograniczona.

    • Ocena: 0

      Nie można tej metody wykorzystać na kleszcze, bo dobry (bo polski) kleszcz nie taki głupi jak jakiś tam: Xylosandrus germanus

Dodaj komentarz