Uderzył rowerem w zaparkowane aut, bo zapatrzył się na znajomego. Trafił do szpitala
13:56 11-08-2025 | Autor: redakcja
W minioną sobotę po godzinie 12.00 na ul. Sworskiej w Białej Podlaskiej miało miejsce zdarzenie, które mogło zakończyć się poważniejszymi konsekwencjami. Jak ustalili funkcjonariusze policji, 32-letni rowerzysta poruszający się ulicą uderzył w zaparkowany pojazd marki Cupra. Z relacji samego uczestnika wynika, że przyczyną była chwila nieuwagi – mężczyzna dostrzegł swojego znajomego i odwrócił głowę, by się z nim przywitać. W tym momencie stracił kontrolę nad rowerem i wjechał w stojący pojazd.
Wersję przedstawioną przez cyklistę potwierdził świadek zdarzenia. Policja ustaliła, że w chwili uderzenia mężczyzna był trzeźwy. 32-latek trafił do szpitala z obrażeniami ciała, jednak po badaniach okazało się, że nie są one poważne. W zdarzeniu uszkodzeniu uległy jedynie rower i samochód.
Mundurowi apelują o zachowanie szczególnej ostrożności na drodze. Przypominają, że rowerzyści oraz motocykliści należą do grupy tzw. niechronionych uczestników ruchu, których nie zabezpiecza karoseria ani pasy bezpieczeństwa. W związku z tym są oni znacznie bardziej narażeni na poważne skutki wypadków. Policja zachęca również, by podczas jazdy na rowerze korzystać z kasków ochronnych, które mogą istotnie zmniejszyć ryzyko poważnych urazów.
czyli bedzie placil za naprawe auta?
Ta, jasne, zapłaci😁
Jak właściciel ma AC to sprawa prosta – zrobi z AC, a ubezpieczyciel dojedzie regresem sprawcę.
Jak rowerzysta jakimś cudem ma OC w życiu prywatnym, to też bym robił z AC w ASO ze wskazaniem sprawcy i jego ubezpieczyciela.
A jak właściciel nie ma AC, ani sprawca OC, to życzę powodzenia – dwa lata w sądzie, z powództwa cywilnego, murowane – a potem komornik, jak gość sam nie zechce zapłacić.
Och, jak to dobrze.
Właściwie to skrajnie wujowo.
12 lat temu wjechał mi rowerzysta w tyłek na skrzyżowaniu i jeszcze sam nalegał, żeby policję wezwać (choć akurat jemu nic się nie stało) – nic się nie stało – wgniotka na błotniku, uszkodzona tylna lampa (ale skoro przyjechała policja, to się od razu z powodu klosza kierunkowskazu musiałem z dowodem rejestracyjnym pożegnać i lawetę wezwać), przerysowany zderzak.
Dane spisane z dowodu, zdjęcia porobione, rowerzysta rzecz jasna „dogada się co do kosztów naprawy” (tak Policję zapewniał)… a potem telefonu już nie odebrał.
Dobrze, że fakturę na lawetę wziąłem, bo lawetę byłbym stratny.
Naprawa w ASO, na fakturę (rzecz jasna dało się ponad połowę taniej, ale to trzeba by było się chcieć dogadać, a nie świnię podkładać). Badanie techniczne na fakturę, taksówki po samochód na fakturę.
Naprawa w 4 dni, wyrok w trochę ponad 4 miesiące (a jeszcze mu wezwania do zapłaty wysłałem przed pozwaniem do sądu). W dzień, w którym przyszedł odpis wyroku gość sobie nagle przypomniał mój numer telefonu.
Teraz na to samo trzeba dwa lata czekać, a nie kilka miesięcy.
Należy bezwzględnie wprowadzić zakaz tracenia kontroli. Utrata kontroli może doprowadzić do wielu nieszczęść.
Zrozumiałbym gdyby na znajomą haha rowerzyści xD