Ta latarnia zagraża życiu. Miasto odpowiada – „Jej przeniesienie nie jest możliwe”
16:59 31-01-2019 | Autor: redakcja
W grudniu 2017 roku do naszej redakcji zgłosił się mieszkaniec ul. Okrzei, który zasygnalizował problem związany z nowo powstałymi latarniami w wąwozie pomiędzy ul. Okrzei, ul. Wołyńską a ul. Wilhelma Orlika-Rückemana. Otóż w ramach realizacji budżetu obywatelskiego powstał tam m.in. nowy chodnik, ławki oraz latarnie. Te ostatnie zostały postawione, aby zwiększyć bezpieczeństwo w tym miejscu.
Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że jedna z latarni stanęła centralnie w miejscu, gdzie każdej zimy dziesiątki dzieci zjeżdża na sankach. Słup latarni został zamontowany na dole górki „zjazdowej”. Jak pisał wówczas nasz Czytelnik, o wypadek nietrudno, tym bardziej, że dzieci szaleją na śniegu z sankami, wystarczy chwila nieuwagi i tragedia gotowa. Dodaje, że podczas zjazdu z górki są osiągane spore prędkości.
Po roku od tamtej rozmowy, nasz Czytelnik przesłał nam kolejną informację w związku z latarnią, która jest zagrożeniem dla bawiących się na górce dzieci. Otóż we wtorek 1 stycznia przed południem doszło do wypadku.
– Dziecko się trochę bało, więc tata chciał pokazać, że górka nie jest taka straszna. Sanki niespodziewanie zmieniły tor jazdy i doszło do zderzenia z latarnią. Efekt – rana cięta głowy, 5 szwów – napisał Czytelnik.
Rok temu pytaliśmy urzędników, czy możliwe są jakiekolwiek zmiany w zakresie umiejscowienia tej latarni. Otrzymaliśmy wtedy odpowiedź
– Latarnie zostały ustawione wczesną jesienią z inicjatywy i w uzgodnieniu z radą dzielnicy w ramach projektu realizowanego z budżetu obywatelskiego, na który głosowali mieszkańcy. Ich zadaniem jest poprawa bezpieczeństwa w wąwozie po zmroku, dlatego zostały ustawione przy chodniku. Dla dzieci w dalszym ciągu pozostał spory teren otwartej przestrzeni publicznej pozwalający na jazdę na sankach bez ryzyka kolizji z latarnią – poinformowała nas Joanna Bobowska z Biura Prasowego w Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin.
Jak widać ryzyko kolizji z latarnią jest i to duże, zwłaszcza teraz, kiedy na górce bawią się dzieci, a będzie ich jeszcze więcej z powodu nadchodzących ferii.
Kilka dni temu ponownie zapytaliśmy, czy jest jakakolwiek możliwość przeniesienia latarni lub chociażby jej zabezpieczenia. Tak, aby w przypadku zderzenia nie doszło do poważnych obrażeń.
– Latarnie zostały ustawione w wąwozie na wniosek mieszkańców, którzy większością głosów zadecydowali o wyborze takiego projektu do realizacji w ramach Budżetu Obywatelskiego. Przeniesienie jednej z latarni nie jest możliwe, ponieważ wiązałoby się koniecznością przebudowy całej sieci w tym miejscu – poinformowała nas Katarzyna Duma z UM Lublin.
W tej sytuacji należy mieć tylko nadzieję, że nie dojdzie do kolejnego wypadku.
(fot. lublin112.pl – sytuacja z 2017 r.)
ej, czekaj bo czegoś nie rozumiem… Latarnia stwarza zagrożenie, bo ktoś w nią wjeżdża tracąc panowanie na sankach? Czy górka, z której te sanki zjeżdżają jest w ogóle przeznaczona do zjeżdżania z niej na sankach? Po to powstała i posiada swój regulamin? Czy jeśli kierowca straci panowanie nad samochodem albo się zamyśli i nie skręci kierownicy i wjedzie np. w ścianę mostu, to znaczy, że most stanowi zagrożenie i należy go przenieść? Czy może kierowca niewłaściwie użytkuje swój pojazd nie potrafiąc dostosować go do warunków? Przenosić latarnię, bo dzieciak wjechał w nią na sankach z górki, która nie jest do tego przeznaczona to trochę absurd. To tak jak Anioł kazał ściąć drzewo w Alternatywach, bo siedział na nim ptak i narobił mu na głowę. Ludzie, zacznijcie myśleć. Korzystasz z górki to rób to tak, by zabawa była bezpieczna, a jeśli ci nie wychodzi albo nie jest to możliwe, to zmień miejsce zabawy. Co innego, gdyby ta górka była specjalnie nasypana jako górka do zjeżdżania na sankach, ale nie jeśli jej tej wartości dodajemy sami. Jeżeli mam ochotę pobawić się zeskakując z przeszkody, to wchodzę na taką, która mi odpowiada i zapewnia bezpieczny trening, a nie wchodzę na dach bloku, ogaranim się, że skok będzie niebezpieczny, więc żądam zmniejszenia budynku i zburzenia czterech pięter, żebym miał niższą przeszkodę… myślcie ludzie
widać, że dzieciństwo spędziłeś w klasztorze…ale felieton to ładny odwaliłeś, te porównania z samochodem i mostem, anołem i drzewem, mistrzostwo, po jakich lekach takie pomysły wpadają do głowy i czy można gdzieś kupić twoje publikacje?
Mi również spodobała się wypowiedź „mr.cogito”, bardzo rzeczowy felieton. No ale OK, zlikwidujmy latarnię, a za jakiś czas ten sam dzieciak zostanie tam napadnięty i okradziony, bo było ciemno.
hej kolego, piszę bez spiny. W dzieciństwie jeździłem na sankach również z górki, która nie była do tego przeznacozna, mało tego, z deskorolki odkręcaliśmy traki i bawiliśmy się w snowboard, robiło się też dużo wiele innych rzeczy. Nie mam abslutnie nic do tego, ze dzieciak tam jeździ na sankach, fajnie, że nie siedzi przed kompem. Chodzi mi o co innego. Jak się bawiło na tym śniegu, czy w inny sposób, np. ganiając się po całym podwórku i biegając po dachu od wiaty śmietnikowej, to jak pod kolegą pękł daszek i spadł na łeb, to nikt nie leciał do administracji, że trzeba przenieść śmietnik, bo przeszkadza dzieciom w zabawach. Chodzi mi o roszczeniowość tatusia, który wychowuje dzieciaka jak zachuchanego mięczaka. Tańczysz – to masz odciski. Zjeżdżasz z górki, która do tego nie jest przeznaczona na sankach? Fajnie, super zabawa, ale nie miej pretensji do całego świata obok, jak ci się coś stanie. Tylko tyle, serio. Trochę odpowiedzialności za siebie i swoje dziecko, a nie przyjmowanie postawy na wywiadówce jak dziecko ma same pały z przedmiotu x bo się nie uczy, tylko włóczy po osiedlu, to się mówi, że pani się uwzięła. Obczajasz? tylko o to mi chodzi. PS. Pod naszą górką była wielka żelazna bramka (boisko do piłki, bramka wymiarowa), nieraz się w nią wjechało i nikt bramki przenosić nie chciał, ani nie płakał do administracji. Kiedyś nas inaczej wychowywano.
uuuaach…normalnie czytając to oczy same mi się zamykały, nagrasz mi audiobuka jak prawisz swoje dyrdymałki to bym sobie puszczał jakbym usnąć nie mógł, a dla dobra sprawy to przejdź się z geodetą po lublinie i sklasyfikuj wszystkie górki na te co można jeździć na sankach, na te co można jeździć tylko rowerem, na te co można koc rozwinąć i piknik zrobić oraz na te co na nich nic nie wolno, odpowiednio oznacz, ogródź i postaw regulamin i przepisy bhp jak z takiej górki korzystać…klasyfikacja górek pod względem przeznaczenia, goowno sklasyfikujcie pod względem przeznaczenia na to w które można wdepnąć i to w które trzeba…obczajasz?
ale Ty w ogóle nie zrozumiałeś moich intencji…
Następny tata roszczeniowiec . Ciekawe jak sam kiedyś jeżdżił na sankach . Pewnie tatuś ciągał go na sznureczku by sobie kuku nie zrobił , a teraz przeżywa widząc jak dziecko jedzie z górki z szybkością 3 , a w oczach ma łzy .
Brawo, bardzo dobrze pomyślane i napisane, brawo.
Po pierwsze podajesz dziwne przemyślenia nie znając sytuacji. Na stokach wąwozu na Okrzei posadzono drzewa zostawiając kilka, nazwijmy to korytarzy, którymi dzieciaki mogły zjeżdżać zimą na sankach. Teraz w ramach projektu zrobiono kilka obiektów i dostawiono latarnie, z których jedna jest pośrodku takiego korytarza. To, co piszesz ma się nijak do sytuacji, bo najpierw były tu dzieciaki i te „korytarze” na stoku wąwozu a potem ktoś myślący i planujący inaczej postawił te nieszczęsną latarnię. Załapałeś różnicę? Miałbyś pretensje, gdyby ktoś postawił ci przed drzwiami garażu, który użytkujesz od lat, słup uniemożliwiający bezpieczne otwarcie drzwi czy też przywoływałbyś dozorcę z Alternatywy 4 i jego ścinanie drzewka? To raczej ty pomyśl w czym tu ów czytelnik dostrzegł problem: ktoś planujący nie dostosował projektu do sytuacji już istniejącej. Wystarczyła odrobina logiki i ustawienie latarni kilka metrów w prawo lub lewo. Ot i cały problem.
Szanowny Czytelniku,latarnia w żaden sposób nie stanowi zagrożenia,natomiast sanki pędzący z dużą prędkością dla idących chodnikiem owszem. Nie każde wzniesienie terenu,to automatycznie stok narciarski i jak ci może kiedyś takie saneczki połamią nogi,to przestaniesz szukać głupich problemów tam gdzie ich być nie powinno. Gdyby tak zamiast chodnika ekspresówka biegła,to też latarnia by była zagrożeniem?
5 opon wystarczyłoby aby zniknął problem uderzenia sankami w metalowy słup.
Dokładnie, w dodatku mieszkańcy mogą to zorganizować na własną rękę, bez wyciągania rąk po wspólną kasę.
I to jest bardzo dobra koncepcja – jak mawiał pewien klasyk. Można dodać: owca syta i wilk na baranich rogach.
????
Podobnie jest w wawozie na Porębie za szkoła 51. Niby nie centalnie ale jakaś siła sanki ściaga.
Ciekawe czy dla bezpieczeństwa zostały również w połowie górki od strony Ruckemana posadzone drzewa.
Przeciąć opony i założyć do 1,5wysokośći skoro nie można jej usunąć /podobnie w wąwozie przy Czubach – to po pierwsze,
Po drugie zapraszam na ul,Balladyny po remoncie pięknie wyszło ale ….
= dopiero po zgłoszeniu na portal „naprawmy to ’ włączono nowe latarnie .
= pozostawiono w ziemi 11 starych, betonowych obskurnych latarni w środkowym odcinku ulicy a jedną w nowo położonym chodniku /!/ .Co , ciężko było wyjąć , czasu nie starczyło ? Bareja miałby materiał do komedii.
Do roboty wykonawco bo tego tak nie zostawimy.Co na to Mister Kieliszek ?
Wszędzie wszystko jest robione z myslą o ludziach… W miejscowości Jaroszewice k. Bełżyc po remoncie drogi słupy zostały w środku chodnika ale przecież nikt z urzędasów nie widzi problemu bo nie chodzi tamtędy z wózkiem z dzieckiem. Kierownika pewnie tez nie było na odbiorze.
Mało jeszcze widziałeś. Likwidacja słupów nie leży w zakresie robót wykonawcy chodnika,ten ma swoje terminy i co najważniejsze-pozwolenie na czasowe zajęcie pasa drogowego,że wszystkim co się z tym wiąże (choćby czasowe oznakowanie i zmiana organizacji ruchu). To wszystko generuje koszty i taki wykonawca nie będzie czekał,aż PGE czy inny państwowy moloch łaskawie wykona co do nich należy,bo oni terminy mają akurat w …wiadomo gdzie.
Bzdura, Na Balladyny wyciągneli kilkanaście na początku i na końcu ulicy tak więc objęte to było w remoncie ulicy, To że nie zdążyli przed zimą ich problem , partacz widocznie robił plan robót a drugi odbierał / tu wyciągniemy tam już nie/. Kontrola tego będzie na wiosnę zapewniam, więc wykonawca niech się bierze do roboty !
„Latarnie zostały ustawione wczesną jesienią z inicjatywy i w uzgodnieniu z radą dzielnicy” i „Latarnie zostały ustawione w wąwozie na wniosek mieszkańców, którzy większością głosów zadecydowali o wyborze takiego projektu do realizacji”. Proponuję sprawdzić czy takie postępowanie zostało dotrzymane przez projektanta i wykonawcę.
Następnym razem jak będzie jeden z drugim wracał od rodziny niech wrzuci do passata belę słomy i sprawa się rozwiąże. I bezpiecznie i ekologicznie i taniej niż przestawienie latarni. Albo trzecie rozwiązanie: 10zł kosztuje młotek gumowy, rany ciętej nie będzie a może klepka wskoczy na swoje miejsce.
I tak najlepszy 25 lat temu był tzw. Tor saneczkowy z banda i na których się rozpędzaliśmy wszyscy na raz i walka żeby dojechać do końca jako pierwszy. Pamiętacie te czasy?