Studenci zagraniczni i milionowe szacunki. Radny pyta ratusz o metodologię wyliczeń
12:38 11-06-2026 | Autor: redakcja
Spór o ekonomiczne skutki obecności studentów zagranicznych w Lublinie nabiera tempa. Radny Rady Miasta Lublin Tomasz Gontarz złożył interpelację do prezydenta Krzysztofa Żuka, pytając o podstawy źródłowe i metodologię danych finansowych przedstawianych publicznie przez zastępcę prezydenta Lublina Tomasza Fularę.
Chodzi o wypowiedzi, które pojawiły się w debacie publicznej wokół wydarzenia „Africa Day Festival 2026”. Według interpelacji, wiceprezydent miał wskazywać, że studenci zagraniczni w województwie lubelskim „przynoszą ze sobą około 290 milionów złotych”, co miało odpowiadać 8–9 proc. budżetu Lublina. W odniesieniu do studentów z Afryki pojawiły się także kwoty: około 35 mln zł rocznie z czesnego, 50 mln zł z wynajmu mieszkań oraz kolejne kilkadziesiąt milionów złotych wydatków.
Radny kwestionuje sposób prezentowania danych
Odpowiedź Urzędu Miasta Lublin nie zakończyła sprawy. Zdaniem Tomasza Gontarza potwierdziła ona, że publicznie prezentowane kwoty miały charakter szacunkowy i nie wynikały z osobnego dokumentu przygotowanego przez urząd.
— Pan wiceprezydent Fulara wychodzi na konferencję prasową i rzuca: trzydzieści pięć milionów, pięćdziesiąt milionów, dwieście dziewięćdziesiąt milionów. Brzmi to poważnie. A potem czytam w odpowiedzi na moją interpelację, że za tymi liczbami nie stoi żaden dokument ani żadne wyliczenie. To są liczby dorobione do tezy, a nie policzone dane — mówi radny Tomasz Gontarz.
W odpowiedzi na interpelację ratusz wskazał, że dane przedstawione publicznie przez zastępcę prezydenta nie zostały opracowane przez Wydział Strategii i Obsługi Inwestorów w formie konkretnej analizy, opracowania bądź notatki. Jednocześnie urząd podkreślił, że były to orientacyjne szacunki oparte na dostępnych danych i informacjach cząstkowych.
— Nie przesądzam, czy pan wiceprezydent zrobił to świadomie — to niech ocenią mieszkańcy. Ale fakty są takie: w środku gorącej awantury rzuca się ludziom konkretne duże kwoty rzekomych milionowych ,,korzyści” dla Lublina, których potem nie da się niczym potwierdzić. Tak buduje się przekaz pod z góry przyjętą tezę, a nie rzetelnie informuje mieszkańców — mówi radny.
35 mln zł z czesnego. Ratusz mówi o szacunkach
W przypadku kwoty 35 mln zł z czesnego Urząd Miasta Lublin wyjaśnił, że przyjął liczbę studentów z Afryki na poziomie 2134 osób. Następnie odniósł ją do przykładowych stawek opłat za studia.
Według odpowiedzi ratusza, przy założeniu, że wszyscy studenci płaciliby 2000 euro rocznie, dolna wartość wyniosłaby 18,139 mln zł. Przy wariancie 6000 euro rocznie górna wartość wyniosłaby 54,417 mln zł. Na tej podstawie urząd uznał, że szacunkowa kwota 35 mln zł „nie stanowi przesadnego szacunku”.
Radny wskazuje jednak, że taka odpowiedź nie jest równoznaczna z przedstawieniem rzeczywistych danych o tym, ilu studentów faktycznie płaci za studia, na jakich uczelniach i w jakiej wysokości.
— Miasto wspiera politykę umiędzynarodowienia, a w piśmie przyznaje, że nie wie rzeczy podstawowych: ilu studentów płaci za studia, ilu przyjeżdża z rodzinami, jak to wpływa na czynsze i ilu zostaje w Lublinie po studiach. Nie da się odpowiedzialnie zarządzać czymś, czego się w ogóle nie mierzy — mówi radny.
50 mln zł z najmu mieszkań. Kto realnie korzysta?
Podobnie ratusz wyjaśnił kwotę 50 mln zł z najmu mieszkań. W odpowiedzi urząd odwołał się do danych dotyczących kosztów wynajmu mieszkań w Lublinie, wskazując przedział od 2000 zł do 2717 zł miesięcznie. Przy liczbie 2134 studentów z Afryki dało to uproszczone wyliczenie od 51,216 mln zł do 69,577 mln zł rocznie.
Urząd zaznaczył, że kwota 50 mln zł jest szacunkiem odnoszącym się do sytuacji na rynku mieszkaniowym oraz liczby studentów. Dla Gontarza problemem pozostaje jednak nie tylko sama metodologia, ale także sposób prezentowania tych pieniędzy jako korzyści dla miasta.
— Słyszymy o pięćdziesięciu milionach z najmu. Tylko pytanie, do czyjej kieszeni te pieniądze trafiają — zwykłego lublinianina, który wynajmuje studentowi pokój, czy dewelopera, który postawił prywatny akademik na wynajem? Bo to dwie zupełnie różne rzeczy dla naszego miasta — mówi radny.
290 mln zł i budżet Lublina
W odpowiedzi na interpelację ratusz wyjaśnił również, że kwota 290 mln zł pochodziła z oficjalnej wypowiedzi medialnej przedstawiciela Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i miała charakter orientacyjnego szacunku. Według urzędu składać się miały na nią m.in. czesne, koszty wynajmu mieszkań lub akademików, wydatki na wyżywienie, transport, materiały naukowe i codzienne życie.
Urząd wskazał też, że w roku akademickim 2024/2025 w Lublinie studiowało 8329 cudzoziemców, a w całym województwie lubelskim 8834. Zdaniem ratusza, ponieważ zdecydowana większość studentów zagranicznych w regionie studiowała w Lublinie, odniesienie kwoty 290 mln zł do budżetu miasta miało obrazować skalę zjawiska.
Ratusz podał, że po przeliczeniu tej kwoty proporcjonalnie do liczby studentów w Lublinie należałoby ją skorygować do około 274 mln zł. W odpowiedzi wskazano również, że odniesienie 290 mln zł albo 274 mln zł do dochodów budżetu miasta zaplanowanych na 2024 r. daje odpowiednio 9,6 proc. lub 9,1 proc.
Radny uważa jednak, że zestawianie orientacyjnych szacunków z budżetem miasta może wprowadzać mieszkańców w błąd, jeśli nie towarzyszy mu jasne wskazanie źródeł, założeń i ograniczeń takich wyliczeń.
— Kiedy jest się czym pochwalić, ratusz mówi o setkach milionów złotych rzekomych korzyści. A kiedy pytam, kto nad tym wszystkim panuje i ile to kosztuje mieszkańców — nagle słyszę: to nie my, to wojewoda, to NFZ, to uczelnie — zaznacza radny.
Rozbieżności w liczbach studentów
W interpelacji przywołano publicznie podawaną liczbę 2163 studentów z Afryki, w tym 1598 z Zimbabwe. W odpowiedzi Urzędu Miasta Lublin wskazano natomiast, że według danych z systemu POL-on/RAD-on w roku akademickim 2024/2025 było to 2134 studentów z Afryki, w tym 1562 z Zimbabwe.
Według informacji przekazanych przez radnego, w innym piśmie ratusz podał, że w roku akademickim 2024/2025 w Lublinie studiowało 8212 studentów zagranicznych. Najliczniej reprezentowane kraje pochodzenia miały stanowić: Ukraina — 3894 osoby, Zimbabwe — 1562, Białoruś — 943, Tajwan — 238, Indie — 213, Nigeria — 204, Francja — 110 i Kazachstan — 92. W dalszej kolejności wymieniane były m.in. Stany Zjednoczone, Tajlandia, Norwegia i Kenia.
Gontarz wskazuje, że w dokumentach pojawiają się dwie różne liczby dotyczące tego samego roku akademickiego: 8212 i 8329 studentów zagranicznych w Lublinie.
— Miasto w dwóch pismach z tego samego dnia podaje dwie różne liczby tych samych zagranicznych studentów w Lublinie. Jeśli ratusz nie potrafi podać spójnie nawet tego, ilu ich w Lublinie studiuje, to jak mam wierzyć w jego opowieści o potencjalnych setkach milionów „korzyści”? — pyta radny.
Umiędzynarodowienie nie rozkłada się równomiernie
Według danych przywoływanych przez Tomasza Gontarza, wysoki udział studentów zagranicznych koncentruje się w kilku uczelniach. W roku akademickim 2024/2025 najwyższy wskaźnik umiędzynarodowienia miała osiągnąć Akademia Nauk Stosowanych Wincentego Pola — 65,5 proc. Kolejne miejsca zajęły: Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji — 30,7 proc., Lubelska Akademia WSEI — 16,2 proc., Politechnika Lubelska — 12,6 proc., Uniwersytet Medyczny — 10,7 proc., Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej — 10,6 proc., Katolicki Uniwersytet Lubelski — 9,0 proc., Uniwersytet Przyrodniczy — 4,1 proc. oraz Akademia Nauk Społecznych i Medycznych — 0,9 proc.
Zdaniem radnego te dane pokazują, że o umiędzynarodowieniu lubelskich uczelni nie powinno się mówić wyłącznie w sposób ogólny. Konieczne jest rozróżnienie skali zjawiska na poszczególnych uczelniach oraz jego realnych skutków dla miasta.
— Lublin wspiera politykę umiędzynarodowienia uczelni wyższych, ale nie gromadzi podstawowych danych i nie bada jej skutków. Urząd oświadczył, że nie wie, ilu studentów zagranicznych studiuje po polsku, a ilu w językach obcych; ilu płaci za studia, a ilu uczy się bezpłatnie; ani ilu przyjeżdża do Lublina razem z rodzinami — przekazuje Gontarz.
Radny: nie jestem przeciwnikiem studentów z zagranicy
Tomasz Gontarz podkreśla, że nie sprzeciwia się obecności studentów zagranicznych w Lublinie. Jak zaznacza, jego zastrzeżenia dotyczą sposobu komunikowania danych przez władze miasta oraz braku precyzyjnych wyliczeń przedstawianych opinii publicznej.
— Nie jestem przeciwnikiem tego, żeby lubelskie uczelnie kształciły studentów z zagranicy — to może być dla miasta szansa. Ale mam prawo być sceptyczny, kiedy słyszę od wiceprezydenta Fulary opowieści o rzekomych milionach złotych korzyści dla Lublina, jak się okazuje bez żadnego pokrycia w danych — mówi Gontarz.
Radny odnosi się także do wypowiedzi dotyczących pomocy rodzinom studentów przy wynajmowaniu mieszkań. W jego ocenie publiczne deklaracje i oficjalne odpowiedzi urzędu wymagają wyjaśnienia.
— Najpierw pani dyrektor Herun mówi publicznie, że miasto pomaga rodzinom studentów wynajmować całe mieszkania. A kiedy pytam o to oficjalnie, słyszę, że miasto nic takiego nie robi. To gdzie jest prawda — w nagraniu ze stycznia czy w odpowiedzi na interpelacje radnego? — pyta Gontarz.
Będą kolejne pytania do prezydenta
Gontarz zapowiada, że będzie domagał się od prezydenta Krzysztofa Żuka rzetelnych, udokumentowanych danych oraz zaprzestania prezentowania mieszkańcom liczb, których — w jego ocenie — urząd nie potrafi źródłowo potwierdzić.
Jak podkreśla radny, miasto powinno najpierw dokładnie policzyć skutki swojej polityki, a dopiero później przedstawiać je opinii publicznej jako argument w debacie. Dotyczy to zarówno potencjalnych wpływów, jak i skali zjawiska, rynku najmu, finansów uczelni oraz konsekwencji dla mieszkańców.
W ocenie Gontarza Lublin może korzystać z obecności studentów zagranicznych, ale mieszkańcy mają prawo oczekiwać od władz miasta jasnych danych, spójnych liczb i przejrzystej metodologii.
Interpelacja radnego Tomasza Gontarza
Odpowiedź UM Lublin na interpelację
Urzędnik lubelskiego ratusza nie umie liczyć, nie umie zarządzać. Jest typem osobnika „pojawiam się w pracy, robię coś tam coś tam” czyli działania pozorowane.
Kiedy w Lublinie będzie Belfast ? Szklankami już tłuką. Bolty rozbijają. Czy każdy obcokrajowiec w Lublinie to student ? Ilu tych przybyszów jest tu nielegalnie ? Straż Graniczna zaczyna przeprowadzać kontrole. Zapraszamy do Auchan na Czechowie w godzinach popołudniowych.
50 mln komornego od inżynierów = autochtony lubelskie muszą konkurować o miejsca w kawalerkomacie i zapłacić sumarycznie właśnie ok. 50 mln zł więcej za najem. To jest czysta matematyka podaży i popytu.
Ale ratusza los rdzennego „plebsu” wisi kalafiorem. Ratusz jest zainteresowany wspieraniem takich grup interesu jak deweloperuchy, kamieniczniki, pseudo-uczelnie, czy geszefty zajmujące się wynajmem boltowozów, a im wszystkim imigracja organizowana m.in. przez ww. pseudo-uczelnie jak najbardziej służy.
8212 i 8329 studentów zagranicznych , no szalona różnica .
Gontarz czepia się i tyle
w jakim celu te zapytania przecież ciemny lud i tak nie zrozumie odpowiedzi
Boże Gontarz, czy ty masz jakieś zajęcie poza tymi pytaniami? Trzeci raz się pytasz o to samo
Dobrze, że pyta. My zwykli kowalscy musimy się z każdej złotówki rozliczać płacić podatki, skąd pieniądze, od kogo, dlaczego… prywatny folwark ratuszowy śmieje się ludziom w twarz.