Na Lubelszczyźnie odbędą się uroczystości upamiętniające 16. rocznicę katastrofy smoleńskiej. W wielu miastach i miejscowościach zaplanowano msze święte, apele pamięci i składanie wieńców ku czci 96 ofiar tragedii.
Dwa Tupolewy i jedno niewygodne pytanie
W marcu i kwietniu 2010 roku rozbiły się dwa samoloty produkcji Tupolewa. Jeden – Tupolev Tu-204 pod Moskwą – zakończył lot w lesie po uderzeniu w drzewa
podczas podejścia do lądowania. Drugi – Tupolev Tu-154M – rozbił się kilka tygodni później w pobliżu lotniska Smoleńsk.
Na pierwszy rzut oka scenariusz jest podobny: mgła, podejście do lądowania, drzewa przed pasem startowym. Ale gdy spojrzy się na skutki, zaczyna pojawiać
się pytanie, którego wielu wolałoby nie zadawać.
W wypadku Tu-204 maszyna uderzyła w drzewa i rozpadła się w lesie. Kadłub pękł, skrzydła zostały uszkodzone, a elementy konstrukcji rozrzucone między drzewami.
A jednak wszyscy na pokładzie przeżyli.
Z punktu widzenia lotnictwa nie jest to cud – zdarzało się wielokrotnie. Samoloty potrafią się rozpadać przy zderzeniu z ziemią, ale energia uderzenia
może zostać częściowo rozproszona przez drzewa i miękkie podłoże. Dlatego nawet poważnie zniszczony wrak nie zawsze oznacza całkowitą tragedię.
Pole szczątków Tu-204 było stosunkowo zwarte. Zachowały się duże fragmenty kadłuba, a samolot zatrzymał się w jednym głównym miejscu.
W przypadku Tu-154 obraz był zupełnie inny. Pole szczątków było szerokie, fragmentacja konstrukcji ogromna, a wiele elementów kadłuba i skrzydeł rozpadło
się na drobne części.
Zwolennicy hipotezy zamachu zwracają uwagę właśnie na tę różnicę.
Jeśli dwa samoloty Tupolewa w podobnych warunkach pogodowych uderzają w drzewa przed lotniskiem, dlaczego skutki są tak dramatycznie różne? Dlaczego w
jednym przypadku mamy rozbity, ale w dużej części zachowany kadłub, a w drugim – ogromne rozdrobnienie konstrukcji i całkowitą katastrofę?
To pytanie stało się jednym z punktów wyjścia dla analiz prowadzonych przez podkomisję kierowaną przez Antoni Macierewicz.
Według tej interpretacji tak duża fragmentacja wraku może być trudna do wyjaśnienia wyłącznie uderzeniem w ziemię i drzewa. Podkomisja wskazywała na analizy,
w których pojawiały się sygnały mogące odpowiadać materiałom wybuchowym oraz symulacje sugerujące możliwość eksplozji wewnątrz konstrukcji samolotu.
W tej wersji wydarzeń katastrofa nie byłaby jedynie tragicznym wypadkiem, lecz efektem zniszczenia samolotu jeszcze w powietrzu.
To właśnie dlatego dla części opinii publicznej porównanie z Tu-204 jest tak ważne: pokazuje, że zderzenie z drzewami samo w sobie nie musi prowadzić do
tak ekstremalnego rozpadu konstrukcji.
W całej tej debacie – pełnej raportów, analiz i sporów – łatwo zapomnieć, że w centrum tej historii są ludzie. W katastrofie zginęło 96 osób, w tym prezydent
Polski Lech Kaczyński, jego małżonka, dowódcy sił zbrojnych, parlamentarzyści i przedstawiciele instytucji państwowych.
Lecieli na uroczystości upamiętniające ofiary Katynia– jednej z największych tragedii w historii Polski. Ironią historii jest to, że droga na miejsce pamięci
sama stała się kolejną narodową tragedią.
Dlatego niezależnie od sporów o przyczyny katastrofy jedno pozostaje wspólne: pamięć o tych, którzy zginęli. Każda analiza, każdy raport i każda hipoteza
powinny zaczynać się od tego samego punktu – od szacunku dla ofiar i ich rodzin.
Czy różnice między tymi katastrofami wynikają wyłącznie z dynamiki lotu i energii zderzenia?
Czy też w Smoleńsku wydarzyło się coś więcej?
Dla jednych odpowiedź jest oczywista: była to tragiczna kombinacja błędów, pogody i pecha. Dla innych – skala zniszczeń, rozrzut szczątków i spory wokół
badań chemicznych pozostawiają zbyt wiele wątpliwości.
I właśnie dlatego, lata po katastrofie, Smoleńsk wciąż pozostaje nie tylko tragedią narodową, lecz także jedną z najbardziej spornych zagadek współczesnej
polskiej historii.
WAS
Ocena: 2
I proste wyjaśnienie: nasza Tutka, tuż przed przyziemieniem wykonała dużą część półbeczki, a samoloty nie są przystosowane do lądowania w takiej konfiguracji.
Karol
Ocena: -5
I cmentarne hieny od Palikota znów wyją. Was jak i waszego guru nie ma. On będzie gnił za kratami. Tusk wystawił go do odstrzału. Was też wystawi. Cierpliwie czekajcie.
--------------------
Ocena: -6
tak !
– samolot rozleciał się na 30 tyś części spadając z 30 metrów
i nie było żadnych eksplozji
ciała porozrywane
tak tak a krowy dają nurki
WAS
Ocena: 3
A samoloty nie są przystosowane do lądowania na plecach.
--------------------
Ocena: -7
To nie tylko w Smoleńsku była mgła.
Mgła zakryła całą Polskę: propaganda hard level, robienie wariata z Macierewicza, „sekta smoleńska”, zakłócanie miesięcznic.
W dziwnych okolicznościach ginęli świadkowie.
Wcześniej spotkania: Tusk, Putin, Merkel.
WAS
Ocena: -2
Podobno ta mgła była sztuczna. A do tego były jeszcze: dobijanie rannych, hel, meaconing, fałszywa radiolatarnia, fałszywe APM-y, elektromagnes, bomba termobaryczna, dwa wybuchy, wybuchowa farba, wybuchy wielopunktowe, trotyl i nitrogliceryna, „samolot rozpadł się na 36 m” (Nowaczyk), samolot nie zszedł poniżej 100 m (Rońda)…
LOKO
Ocena: -13
W lesie kabackim podobny samolot wycina 300 m lasu, tu jedna licha brzoza sprawia rozpad na tysiąc kawałków. Czy potrzeba tylu komisji aby wyciągnąć logiczny wniosek co zaszło ?
Kżysztof Rzuk
Ocena: 11
Również uważam, że to nie przypadek. Lech musiał się poświęcić żeby Jarosław mógł dorwać się do władzy.
Janinka
Ocena: 0
Kżysztof RzukTy musisz poświęcić się, aby zaspokoić oczekiwania tych samych hien, które sikały na znicze i robiły Krzyż z puszek po piwie. Skończysz jak twój cham z Biłgoraja. Krata i wyroki.
xxx
Ocena: 10
Raport NIAR i wszystko jasne. Zwykła katastrofa.
lima
Ocena: 2
zamiast na fizykę łaziłeś na religię i są efekty. Nie chwal się publicznie małym rozumkiem.
WAS
Ocena: 0
A jeszcze podobniejszy samolot, bo akurat Tu-154, jakiś czas później wylądował w Rosji w jakimś lasku, i prawie nadawał się do wyklepania. Tyle że tamte samoloty przyziemiły w normalnej pozycji, a nie na plecach.
Dwa Tupolewy i jedno niewygodne pytanie
W marcu i kwietniu 2010 roku rozbiły się dwa samoloty produkcji Tupolewa. Jeden – Tupolev Tu-204 pod Moskwą – zakończył lot w lesie po uderzeniu w drzewa
podczas podejścia do lądowania. Drugi – Tupolev Tu-154M – rozbił się kilka tygodni później w pobliżu lotniska Smoleńsk.
Na pierwszy rzut oka scenariusz jest podobny: mgła, podejście do lądowania, drzewa przed pasem startowym. Ale gdy spojrzy się na skutki, zaczyna pojawiać
się pytanie, którego wielu wolałoby nie zadawać.
W wypadku Tu-204 maszyna uderzyła w drzewa i rozpadła się w lesie. Kadłub pękł, skrzydła zostały uszkodzone, a elementy konstrukcji rozrzucone między drzewami.
A jednak wszyscy na pokładzie przeżyli.
Z punktu widzenia lotnictwa nie jest to cud – zdarzało się wielokrotnie. Samoloty potrafią się rozpadać przy zderzeniu z ziemią, ale energia uderzenia
może zostać częściowo rozproszona przez drzewa i miękkie podłoże. Dlatego nawet poważnie zniszczony wrak nie zawsze oznacza całkowitą tragedię.
Pole szczątków Tu-204 było stosunkowo zwarte. Zachowały się duże fragmenty kadłuba, a samolot zatrzymał się w jednym głównym miejscu.
W przypadku Tu-154 obraz był zupełnie inny. Pole szczątków było szerokie, fragmentacja konstrukcji ogromna, a wiele elementów kadłuba i skrzydeł rozpadło
się na drobne części.
Zwolennicy hipotezy zamachu zwracają uwagę właśnie na tę różnicę.
Jeśli dwa samoloty Tupolewa w podobnych warunkach pogodowych uderzają w drzewa przed lotniskiem, dlaczego skutki są tak dramatycznie różne? Dlaczego w
jednym przypadku mamy rozbity, ale w dużej części zachowany kadłub, a w drugim – ogromne rozdrobnienie konstrukcji i całkowitą katastrofę?
To pytanie stało się jednym z punktów wyjścia dla analiz prowadzonych przez podkomisję kierowaną przez Antoni Macierewicz.
Według tej interpretacji tak duża fragmentacja wraku może być trudna do wyjaśnienia wyłącznie uderzeniem w ziemię i drzewa. Podkomisja wskazywała na analizy,
w których pojawiały się sygnały mogące odpowiadać materiałom wybuchowym oraz symulacje sugerujące możliwość eksplozji wewnątrz konstrukcji samolotu.
W tej wersji wydarzeń katastrofa nie byłaby jedynie tragicznym wypadkiem, lecz efektem zniszczenia samolotu jeszcze w powietrzu.
To właśnie dlatego dla części opinii publicznej porównanie z Tu-204 jest tak ważne: pokazuje, że zderzenie z drzewami samo w sobie nie musi prowadzić do
tak ekstremalnego rozpadu konstrukcji.
W całej tej debacie – pełnej raportów, analiz i sporów – łatwo zapomnieć, że w centrum tej historii są ludzie. W katastrofie zginęło 96 osób, w tym prezydent
Polski Lech Kaczyński, jego małżonka, dowódcy sił zbrojnych, parlamentarzyści i przedstawiciele instytucji państwowych.
Lecieli na uroczystości upamiętniające ofiary Katynia– jednej z największych tragedii w historii Polski. Ironią historii jest to, że droga na miejsce pamięci
sama stała się kolejną narodową tragedią.
Dlatego niezależnie od sporów o przyczyny katastrofy jedno pozostaje wspólne: pamięć o tych, którzy zginęli. Każda analiza, każdy raport i każda hipoteza
powinny zaczynać się od tego samego punktu – od szacunku dla ofiar i ich rodzin.
Czy różnice między tymi katastrofami wynikają wyłącznie z dynamiki lotu i energii zderzenia?
Czy też w Smoleńsku wydarzyło się coś więcej?
Dla jednych odpowiedź jest oczywista: była to tragiczna kombinacja błędów, pogody i pecha. Dla innych – skala zniszczeń, rozrzut szczątków i spory wokół
badań chemicznych pozostawiają zbyt wiele wątpliwości.
I właśnie dlatego, lata po katastrofie, Smoleńsk wciąż pozostaje nie tylko tragedią narodową, lecz także jedną z najbardziej spornych zagadek współczesnej
polskiej historii.
I proste wyjaśnienie: nasza Tutka, tuż przed przyziemieniem wykonała dużą część półbeczki, a samoloty nie są przystosowane do lądowania w takiej konfiguracji.
I cmentarne hieny od Palikota znów wyją. Was jak i waszego guru nie ma. On będzie gnił za kratami. Tusk wystawił go do odstrzału. Was też wystawi. Cierpliwie czekajcie.
tak !
– samolot rozleciał się na 30 tyś części spadając z 30 metrów
i nie było żadnych eksplozji
ciała porozrywane
tak tak a krowy dają nurki
A samoloty nie są przystosowane do lądowania na plecach.
To nie tylko w Smoleńsku była mgła.
Mgła zakryła całą Polskę: propaganda hard level, robienie wariata z Macierewicza, „sekta smoleńska”, zakłócanie miesięcznic.
W dziwnych okolicznościach ginęli świadkowie.
Wcześniej spotkania: Tusk, Putin, Merkel.
Podobno ta mgła była sztuczna. A do tego były jeszcze: dobijanie rannych, hel, meaconing, fałszywa radiolatarnia, fałszywe APM-y, elektromagnes, bomba termobaryczna, dwa wybuchy, wybuchowa farba, wybuchy wielopunktowe, trotyl i nitrogliceryna, „samolot rozpadł się na 36 m” (Nowaczyk), samolot nie zszedł poniżej 100 m (Rońda)…
W lesie kabackim podobny samolot wycina 300 m lasu, tu jedna licha brzoza sprawia rozpad na tysiąc kawałków. Czy potrzeba tylu komisji aby wyciągnąć logiczny wniosek co zaszło ?
Również uważam, że to nie przypadek. Lech musiał się poświęcić żeby Jarosław mógł dorwać się do władzy.
Kżysztof RzukTy musisz poświęcić się, aby zaspokoić oczekiwania tych samych hien, które sikały na znicze i robiły Krzyż z puszek po piwie. Skończysz jak twój cham z Biłgoraja. Krata i wyroki.
Raport NIAR i wszystko jasne. Zwykła katastrofa.
zamiast na fizykę łaziłeś na religię i są efekty. Nie chwal się publicznie małym rozumkiem.
A jeszcze podobniejszy samolot, bo akurat Tu-154, jakiś czas później wylądował w Rosji w jakimś lasku, i prawie nadawał się do wyklepania. Tyle że tamte samoloty przyziemiły w normalnej pozycji, a nie na plecach.