04/06/2026
690 680 960

Propozycje repertuarowe Opery Lubelskiej na najbliższe tygodnie. Mamy dla Was zaproszenia na spektakl

Zgodnie z tradycją przedstawiamy zapowiedzi programowe Opery Lubelskiej. Jest też niespodzianka dla naszych czytelników. Jest ona skierowana do osób, które zapewnią, że będą uczestniczyć w spektaklu, a tym samym wejściówki się nie zmarnują.

W połowie miesiąca w Operze Lubelskiej dwukrotnie wystawione zostanie widowisko „Hallo Szpicbródka” w reżyserii Mirosława Siedlera. Jest to adaptacja sceniczna według scenariusza filmowego Ludwika Starskiego. Jeśli film Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody z 1978 roku „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy”, jest wciąż jednym z największych przebojów w historii polskiego kina, to lubelski spektakl z pewnością również stanie się wielkim teatralnym przebojem. Spektakle zaplanowane są na sobotę, 11 kwietnia na godz. 18.00 oraz na niedzielę 12 kwietnia na godz. 17.00.

– Dwudziestolecie międzywojenne, Warszawa – przypomina czas i miejsce akcji dyrektor OL. – Teatrzyk rewiowy „Czerwony Młyn” przeżywa finansowy i artystyczny kryzys. Na scenie i za kulisami, szkoda gadać. Na widowni pustki, a właściciel nie ma już pieniędzy na wypłaty dla artystów. Gdy w Teatrze pojawia się komornik i chce zająć majątek Teatru, niespodziewanie zjawia się także elegancki dżentelmen, inżynier Fred Kampinos i proponuje swoją pomoc w ratowaniu sceny bo… kocha Teatr? A może ma zupełnie inny cel? Bardziej od tego, co dzieje się na scenie, interesuje go jednak tancerka Anita i sąsiadujący z teatrem Bank… Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Fred Kampinos zakocha się… w Teatrze? Przekonamy się o tym już niebawem. Szpicbródka w Lublinie!

I tu mamy niespodziankę. Podobnie jak w poprzednich miesiącach, także i tym razem Opera Lubelska dla czytelników portalu lublin112.pl przygotowała dwa dwuosobowe zaproszenia na niedzielny (12 kwietnia, godz. 17.00) spektakl „Hallo Szpicbródka”.

Aby wziąć udział w zabawie, wystarczy w komentarzu pod postem o wydarzeniu na naszym profilu na Facebooku napisać, kim był „legendarny” Szpicbródka i dlaczego wg Was pamiętamy o nim do dziś. A o miejscu i terminie odbioru zaproszeń autorzy odpowiedzi poinformowani zostaną przez nas odrębną korespondencją.

Przy okazji przedstawiamy, na co jeszcze warto wybrać się do Opery Lubelskiej.

W sobotę, 18 kwietnia o godz. 18.00 zaplanowany został koncert „Opera symfonicznie”. Jak wskazuje dyrektor Kamila Lendzion, koncert ten będzie miał wymiar szczególny. Na co dzień artyści Orkiestry Opery Lubelskiej towarzyszą spektaklom i koncertom – ukryci w orkiestronie, współtworzą magię sceny, pozostając często poza światłem reflektorów. Tym razem wychodzą na pierwszy plan. Koncert symfoniczny jest okazją, by zobaczyć i usłyszeć cały zespół w pełnej odsłonie – docenić kunszt, wrażliwość i pasję muzyków, którzy każdego dnia zachwycają publiczność podczas naszych wydarzeń. To wieczór dedykowany jest właśnie im – aby mogli zostać nagrodzeni brawami, wdzięcznością i uważnym słuchaniem.

W programie arcydzieła literatury symfonicznej:

III Koncert Brandenburski G-dur Jan Sebastian Bach,
I Koncert klarnetowy f-moll op. 73 Carl Maria von Weber,
monumentalna III Symfonia Es-dur op. 55 „Eroica” Ludwig van Beethoven.

– Szczególnym momentem wieczoru będzie występ solowy klarnecisty naszej orkiestry – Dmytra Pylypchaka – odnotowuje Kamila Lendzion. – To artysta, którego brzmienie publiczność zna ze sceny operowej, a teraz zaprezentuje się on jako solista, ukazując pełnię swojej wirtuozerii i muzycznej osobowości. Orkiestrę poprowadzi dyrygent Vincent Kozlovsky – kierownik muzyczny Opery Lubelskiej. Będzie to wieczór, który poruszy, zachwyci i pozwoli na chwilę oderwać się od codzienności, przenosząc słuchaczy w świat wielkich emocji i mistrzowskich brzmień.

Tym razem w Sali Operowej SCK 23 kwietnia (czwartek, godz. 10.00 – oferta międzypokoleniowa) i nazajutrz, 24 kwietnia (piątek, godz. 18.00) wielbiciele musicali będą mogli obejrzeć kultowy spektakl „Skrzypek na dachu” w reżyserii Zbigniewa Czeskiego. Przedstawienie już od ponad 30 lat gości w naszym mieście. Premiera lubelskiego „Skrzypka…” miała miejsce na scenie legendarnego Domu Kultury Kolejarza jesienią (listopad) 1994 roku. A teraz wciąż cieszący się wielką popularnością wśród widzów musical powraca.

– To jeden z najsłynniejszych musicali, którego fabułę oparto na prozie tworzącego w jidysz pisarza Szolema Alejchema – konstatuje dyrektor Opery Lubelskiej Kamila Lendzion. – Osadzony w realiach carskiej Rosji sprzed wieku ukazuje codzienne życie mieszkańców Anatewki – i Żydów, i gojów. Głównymi postaciami są mleczarz Tewje, jego żona Gołda i ich młode córki. Ale w „Skrzypku na dachu”, jak zresztą już na początku mówi sam mleczarz, są i inni. Piosenka „Gdybym był bogaczem”, jedna z najbardziej rozpoznawalnych na całym świecie, jest sztandarowym utworem spektaklu. Nie mniej piękne i wzruszające są „To świt, to noc”, „Kwiatku mój”, czy też finałowa „Anatewka”.

Tym razem najmłodsi widzowie będą mogli uczestniczyć tylko w jednym przedstawieniu przygotowanym specjalnie dla nich – na podstawie bajki Jana Brzechwy – „Kot w butach”. Opera Lubelska zaprasza ich 28 kwietnia (wtorek, godz. 12.00) i 30 kwietnia (czwartek, godz. 10.00) W akcję sceniczną widowiska może włączać się publiczność, dla której realizatorzy przewidzieli nagrody za odpowiedzi na zagadki różnych bajkowych postaci.

– Autor scenariusza i jednocześnie reżyser, Jerzy Turowicz, wprowadził do spektaklu również nowe postaci – wyjaśnia dyrektor OL. – Młodziutka publiczność będzie więc mogła śledzić nieznane dotąd historie o najsłynniejszym kocie i jego Panu Janku. Wśród wielu przygód spotykają oni na swojej drodze przemądrzałe kuropatwy, dzielne zające, a także czarownicę i czarnoksiężnika, który zmienia się w groźnego lwa, sprytną żmiję, a nawet w mysz. Jak w każdej z bajek – wszystko dobrze się kończy, Janek żeni się z królewną, a Kot… łapie myszy w królestwie.

Aktualności Opery Lubelskiej można na bieżąco śledzić na stronie internetowej placówki. Bilety mogą zostać zakupione zarówno w kasie, jak i przez Internet. Na wszystkie wydarzenia możliwa jest również telefoniczna, wstępna rezerwacja biletów. Bilety dostępne są w kasie biletowej OL oraz online: https://operalubelska.bilety24.pl/

7 komentarzy

  1. Opera zbudowana na gorących zmysłach:)))

  2. Stanisław Antoni Cichocki, znany szerzej pod przydomkiem „Szpicbródka”, to postać, która w polskiej kulturze zajmuje miejsce szczególne – znajduje się gdzieś na pograniczu autentycznej historii kryminalnej i literackiego mitu o dżentelmenie włamywaczu. Ten legendarny król kasiarzy z okresu międzywojennego był człowiekiem o niezwykłej inteligencji i nienagannych manierach, który swój przydomek zawdzięczał starannie wypielęgnowanej koziej bródce. W oczach opinii publicznej nie był on zwykłym przestępcą, lecz wyrafinowanym profesjonalistą, który do każdego napadu przygotowywał się z inżynierską precyzją. Prowadził przy tym fascynujące podwójne życie: w dzień bywał w najlepszych warszawskich lokalach, obracał się w kręgach artystycznych, a przez pewien czas był nawet współwłaścicielem kabaretu „Czarny Kot”. Jego najbardziej zuchwały plan – skok na Bank Polski w Częstochowie w 1930 roku – do dziś uchodzi za majstersztyk sztuki złodziejskiej, choć ostatecznie zakończył się niepowodzeniem przez niefortunny zbieg okoliczności.

    Pamięć o Szpicbródce przetrwała do dziś przede wszystkim dlatego, że uosabia on romantyczną wizję przestępczości z „klasą”, której próżno szukać we współczesnych kronikach policyjnych. Cichocki nie stosował przemocy, a jego narzędziami były wiedza techniczna, spryt i cierpliwość, co upodabniało go do postaci pokroju Arsène’a Lupina. Ta aura tajemniczości i elegancji została dodatkowo utrwalona w zbiorowej świadomości dzięki popkulturze, a zwłaszcza dzięki kultowemu filmowi Juliusza Machulskiego „Vabank”. Choć postać Henryka Kwinto jest jedynie luźno inspirowana biografią Cichockiego, to właśnie ten film nadał legendzie Szpicbródki nieśmiertelność, łącząc jego nazwisko z nostalgią za estetyką i klimatem II Rzeczypospolitej. Pamiętamy o nim także z powodu jego niesamowitych, niemal filmowych losów wojennych – po ucieczce z radzieckiego łagru dołączył do Armii Andersa, co sprawiło, że jego życiorys zamknął się klamrą godną bohatera narodowego eposu, a nie zwykłego skazańca.

  3. Ocena: 3

    Ech… gdzie te czasy kiedy to na przedstawienia w dawnej Operetce Lubelskiej przywożono z PGR’erów przywożono dojarki wprost od dojenia krów i oborowych w ledwo co obmytych z gnoju gumiakach…
    A w lubelskich zakładach pracy namawiano na darmowe bilety…

  4. Stanisław Cichocki, „król włamywaczy polskich”. Prawdopodobnie wywodził się z dawnych Kresów Rzeczypospolitej, z zawodu był fryzjerem, a pierwsze przestępcze kroki stawiał w dalekiej Odessie. Był legendarnym kasiarzem przełomu XIX i XX wieku – złodziejem obdarzonym nie tylko sprytem, ale i… zaskakującą elegancją. Jego pseudonim pochodził od starannie przystrzyżonej brody w szpic, która – w zestawieniu z cylindrem i jedwabną muchą – nadawała mu wygląd prawdziwego dżentelmena. Zresztą, był nim… przynajmniej w kontaktach towarzyskich. „Szpicbródka” nie był zwykłym złodziejem. Unikał przemocy, gardził amatorszczyzną i planował napady z wojskową precyzją. W środowisku był znany z tego, że nie kradł od biednych, a do banków miał niemal nabożny szacunek – ich „oczyszczenie” traktował jako formę intelektualnego wyzwania.
    Inspiracja dla kina i… bankowców

    Wizerunek Cichockiego posłużył, jako inspiracja do stworzenia postaci Henryka Kwinty w kultowym filmie Juliusza Machulskiego „Vabank”. To właśnie ten film odświeżył pamięci o jego działalności. Machulski pokazał, jak łatwo przestępstwo może zyskać pozory romantyzmu, jeśli dodać mu szczyptę stylu.
    Co więcej spektakularne akcje „Szpicbródki” uświadomiły ówczesnym właścicielom banków i instytucjom finansowym, że zabezpieczenia muszą być bardziej wyrafinowane niż tylko gruby mur i ciężka krata. Od czasów jego największych napadów coraz większy nacisk zaczęto kłaść na rozwój sejfów, instalację alarmów i fizyczną ochronę gotówki.
    „Szpicbródka” był symbolem chaosu i wyrafinowania zarazem. Przez jednych był uwielbiany, przez innych znienawidzony – z pewnością jednak zapamiętany!

  5. Inspiracja dla kina i… bankowców
    Stanisław Antoni Cichocki, szerzej znany jako „Szpicbródka”, był legendarnym kasiarzem przełomu XIX i XX wieku – złodziejem obdarzonym nie tylko sprytem, ale i… zaskakującą elegancją. Jego pseudonim pochodził od starannie przystrzyżonej brody w szpic, która – w zestawieniu z cylindrem i jedwabną muchą – nadawała mu wygląd prawdziwego dżentelmena. Zresztą, był nim… przynajmniej w kontaktach towarzyskich.
    „Szpicbródka” nie był zwykłym złodziejem. Unikał przemocy, gardził amatorszczyzną i planował napady z wojskową precyzją. W środowisku był znany z tego, że nie kradł od biednych, a do banków miał niemal nabożny szacunek – ich „oczyszczenie” traktował jako formę intelektualnego wyzwania.Wizerunek Cichockiego posłużył jako inspiracja do stworzenia postaci Henryka Kwinty w kultowym filmie Juliusza Machulskiego Vabank. To właśnie ta filmowa interpretacja przyczyniła się do odświeżenia pamięci o jego działalności. Widać tu, jak łatwo przestępstwo może zyskać pozory romantyzmu, jeśli dodać mu szczyptę stylu.

    Ale prawdziwe znaczenie Szpicbródki wykracza poza kino. Jego spektakularne akcje uświadomiły ówczesnym właścicielom banków i instytucjom finansowym, że zabezpieczenia muszą być bardziej wyrafinowane niż tylko gruby mur i ciężka krata. Od momentu jego największych napadów coraz większy nacisk zaczęto kłaść na rozwój sejfów, instalację alarmów i fizyczną ochronę gotówki.
    „Szpicbródka” był symbolem chaosu i wyrafinowania zarazem. Przez jednych uwielbiany, przez innych znienawidzony – z pewnością jednak zapamiętany!

  6. Ludzie nie mają co do gara włożyć, a tu klaunów mam iść oglądać. Wziąć ich do prawdziwej roboty!

  7. takie bezeceństwa w katolickim mieście!!!!

Dodaj komentarz