Na potęgę kradną to co wyrośnie na polach. Rano hurtownicy, później rowerzyści, wieczorem całe rodziny
17:58 25-07-2016 | Autor: redakcja
Rolnicy, sadownicy oraz działkowicze praktycznie każdego dnia wykrywają kradzieże warzyw i owoców na swoich uprawach. Im bliżej miasta tym problem jest większy. Ginąć potrafi wszystko co rośnie w ziemi czy też na drzewach. Jak wyjaśniają poszkodowani, są trzy grupy złodziei. Pierwsza działa nad ranem, kradną większe ilości, najczęściej potem sprzedają wszystko na bazarach. Druga grupa to przypadkowi złodzieje, którzy przejeżdżając w dzień np. na rowerze, zatrzymują się i zabierają co im przyda się w domu. Z kolei wieczorami na polach można spotkać tych, którzy przyjeżdżają po darmowe zaopatrzenie w warzywa dla swoich gospodarstw domowych. Często są to całe rodziny, kradną zarówno rodzice jak i znajdujące się z nimi dzieci.
– Mieszkam od 20 lat pod Lublinem niedaleko Zalewu Zemborzyckiego, ale to co dzieje się obecnie, przekroczyło wszystkie granice. W związku z tym, że dużo rolników zdecydowało się zasiać kukurydzę, jest niewiele brokułu, bobu i tego typu roślin. Wszystkie pola, szczególnie te znajdujące się w pobliżu ścieżek rowerowych, są nagminnie okradane. O ile osoby, które kradną we wczesnych godzinach porannych, aby sprzedać łup na targu, są zazwyczaj niezauważane i każdy do tego przywykł, to widok kilkunastu rowerów na swoim polu, kiedy to rowerzyści rwą wszystko co im w ręce wpadnie, jest po prostu przygnębiający – wyjaśnia jeden z mieszkańców Zemborzyc.
– Późnymi godzinami popołudniowymi nakrywamy na swoich polach złodziei z dziećmi, którzy pokazują młodemu pokoleniu, jak nie szanować cudzej własności. Ludzie nie czują wstydu. Kradną wszystko, co się da, bezwstydnie zabiorą wszystko, co jest w linii 20 metrów od drogi. O ile warzywa ginęły zawsze, jednak w tym roku kradną tak dużo, że nie pamiętam takiej sytuacji od 20 lat – dodaje mężczyzna. Podobna sytuacja występuje na terenie ogródków działkowych w Lublinie. Doszło do tego, że działkowicze pełnią dyżury, aby tylko przypilnować tego co zasiali. O ile na polach, ze względu na wielkość upraw, zginie tylko część plonów, to na działkach złodzieje potrafią zabrać wszystko co wyrosło.
– Kradzieże zdarzały się co roku, lecz obecnie jest to prawdziwa plaga. Od wczesnej wiosny pracujemy pielęgnując te skrawki ziemi licząc, że zbierzemy choć trochę własnych warzyw na zimę, co przy ograniczonym budżecie bardzo dużo znaczy. A tu przyjdzie złodziej i wyrwie wszystko co wyrosło – wyjaśnia pani Zofia. – Z tego co wraz z mężem zasiałam, zostało tylko trochę buraczków i marchewki. Cebulę wyrwali całą jaka była, z bobu też nic nie zostało, fasola także zniknęła razem z krzakami. Pomidorów nawet nie sadziłam, gdyż każdego roku zrywali owoce, zanim te się na dobre dojrzały. Podobnie jest u sąsiadów – dodaje działkowiczka.
Z kradzieżami owoców walczą również właściciele sadów. Jednak w ich przypadku, obawiają się głównie zorganizowanych grup, które świtem potrafią zerwać kilkadziesiąt a nawet kilkaset kilogramów owoców. Są to jednak sporadyczne przypadki. – Ci którzy zatrzymują się aby zjeść na miejscu to co zerwą, najczęściej drugim razem już nie wracają. Odchorują swoje spędzając godziny w wc, gdyż owoce trzeba wiedzieć kiedy można zrywać by nie zaszkodziły. Wszystko przez to, że są one co kilka dni pryskane więc zachłanność może mocno zaszkodzić – śmieje się jeden z sadowników z powiatu opolskiego. Podobne zdanie mają inni rolnicy.
– Wypada pozdrowić przy okazji wszystkich, którzy mają pecha. To, że warzywa wyglądają już na gotowe do zbioru nie oznacza, że nadają się one do jedzenia. Kradnąc w ten sposób warzywa i owoce, ludzie robią krzywdę sobie, ale i swoim dzieciom. Brak rozwagi jest zatrważający. Niektórzy rolnicy używają nawozów na wzrost roślin nawet w lipcu, więc jedzenie owoców wprost z cudzych krzaków, jest po prostu proszeniem się o problemy – tłumaczy mieszkaniec Zemborzyc. Przypomina jednocześnie, że nieogrodzona działka lub las brzozowy obok domu również ma właściciela. Nie można z nożykiem pójść i wycinać komuś grzyby tylko dlatego, że nie są oddzielone płotem.
– Nie chcę tutaj uniewinniać osób z terenów podmiejskich. Muszą oni ogrodzić swoje działki, aby dać w jasny sposób do zrozumienia innym, że po owoce i warzywa idzie się na targ i do sklepu, a nie w niedzielne popołudnie okrada się wraz z całą rodziną innych z ich pracy. Obcisłe spodnie, drogi rower, okulary przeciwsłoneczne, smartfon na ramieniu i przekonanie o swojej wyższości tutaj i na drodze nie upoważnia to kradzieży cudzej pracy – dodaje nasz rozmówca.
(fot. lublin112)
2016-07-25 17:40:49
rece opadaja :/ szkoda ludziom wydac pare zlotych, tylko lepiej pojsc i nakrasc cudze 🙁
Ludzie mszczą się na rolnikach z Zemborzyc za to że zanieczyszczają swoimi pestycydami Bystrzyce, na 100% o to chodzi.
pestycydy w wodzie im przeszkadzają a już w warzywach nie… normalka, polska katolicka wschodnia, podwójne dno moralne, smutne to i twój komentarz.. czyli złodziejstwo i kretynizm! I nie wyjeżdzać mi „że nie ma na chleb i jedzenie” bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie ma 5 zyla na cebulę czy kapustę… a na fajeczki i komórę jest
Bo na warzywach jest tylko przez jakąś karencję i później spływa z wodami opadowymi.
nawet wśród katolików znajdzie sie jakiś POwiec, SLDowiec lub KODowiec, więc może lepiej nie generalizujmy, a jak nie podoba się religijność miejscowych to może lepiej wyjechać do jakiegoś laickiego kraju, np. Francji to wtedy będzie bez katolików i oczywiście bezpieczniej… 😛
to nie ludzie, to ludzkie szambo…
może od ukraińców kupić jaka strzelbę?
Dokładnie tak to wygląda również po stronie głuska, beszczelność nie zna granic, w nocy potrafią podjechać busem i zabrać wszystko co się da
To są właśnie te „chrześcijańskie wartości” o których mówi pislam i broszka
To ta cała „dobra zmiana”? 😉
Nawet tutaj trzeba wklejać te tępe polityczne komentarze, mimo że nie mają nic wspólnego z tematem
„wartości chrześcijańskie” mają bardzo dużo
masz jakiekolwiek dowody żeby potwierdzić swoją teorię czy dla zasady oczerniasz ludzi gdzie się da?
No właśnie Bóg się kazał dzielić 🙂 a ci rolnicy-wielcy-katolicy nie ustosunkowują się do tego?
Hehe dobrze ze mamy niepryskane i ekologiczne warzywa i owoce na bazarku.sami sobie zaprzeczają.
A co do złodziei to gonic ich palami.
No tak, najpierw idzie do kościoła a potem na czyjeś pole. A jakby co to jest najświętszym katolikiem w okolicy.
No właśnie Bóg się kazał dzielić ? a ci rolnicy-wielcy-katolicy nie ustosunkowują się do tego?
Broń palną trudno zdobyć i niebezpiecznie użyć. Ale z mocnej wiatrówki rolnicy powinni walić spomiędzy krzaków ile wlezie. Ciekawe, jaki taki postrzelony złodziej wytłumaczyłby skarżąc się np. policji, gdzie doznał przedziurawienia doopy.
Hehe im bliżej miasta tym większe kradzieże.
Chłop wyjdzie ze wsi, ale wieś z chłopa NIGDY!.
Opryskać część plonów arsenem lub ołowiem i problem sam się rozwiąże…
Pytanie do „mieszkańca Zemborzyc” czy te grzyby Pan sobie zasiał, zasadził, że uważa Pan je za swoje? Raczej nie, więc one nie należą do Pana, jedynie rosną na Pana terenie. Czy jak wyrosną w Pana lesie konopie indyjskie i znajdzie je policja to też Pan tak ochoczo przyzna, że jest to Pana własność?
Jeśli na JEGO terenie to jego. Tak samo jak grzyb na ścianach w Twojej ruderze jest Twój.
Rozumiem, że ptak, który przysiadł na gałęzi na jego terenie również należy do niego? 😉
Nie mierz ludzi swoją miarą. Nie każdy mieszka w ruderze tak jak ty. Stary grzybie.
Na prawie własności to się waść znasz jak świnia na gwiazdach…
Raczej nie do końca, dowód->https://youtu.be/ZO7PXvytuco
Wpadnij z kosiarką i wykoś trawę,bo to też wspólna własność (Twoim zdaniem),a potem na grzybki.
co rośnie na ziemi właściciela jest jego, konopie też i sprawa w sądzie też. Trudno to zrozumieć????? Grzyby też.bI wara innym z ziemi która ma właściciela – pałą gonić złodzieji.