04/06/2026
690 680 960

Porozumienie dla rozwoju chmielarstwa w województwie lubelskim

Marszałek Województwa Lubelskiego podpisał porozumienie ze Stowarzyszeniem Polskich Plantatorów Chmielu w Wilkowie, inicjując współpracę z producentami chmielu z regionu. Dokument stanowi istotny krok w kierunku wzmocnienia jednej z kluczowych gałęzi rolnictwa w województwie.

Z danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wynika, że uprawy chmielu w województwie lubelskim obejmują aż 88,8 procent całkowitej powierzchni krajowych plantacji tej rośliny. W regionie funkcjonuje również zdecydowana większość polskich producentów – 659 z 702 plantatorów.

Podpisane porozumienie zakłada rozwój współpracy w obszarach rolnictwa, przetwórstwa spożywczego oraz nowoczesnych technologii. W jego ramach planowane są wspólne inicjatywy, takie jak organizacja wydarzeń branżowych, wymiana specjalistów, szkolenia, udział w targach i wystawach, a także realizacja misji gospodarczych i działań promocyjnych. Szczególny nacisk zostanie położony na rozwój chmielarstwa jako ważnej specjalizacji regionu.

Dodatkowo Stowarzyszenie Polskich Plantatorów Chmielu w Wilkowie złożyło wniosek o wpis lubelskich chmieli na Ministerialną Listę Produktów Tradycyjnych, co może przyczynić się do dalszego wzrostu rozpoznawalności i prestiżu regionalnych produktów.

Na tle europejskim sektor chmielarski również odgrywa istotną rolę. W Unii Europejskiej około 2,6 tysiąca gospodarstw prowadzi uprawy chmielu na powierzchni 26,5 tysiąca hektarów, co stanowi 60 procent światowych upraw tej rośliny. Chmiel uprawiany jest w 14 krajach UE, przy czym największym producentem są Niemcy, gdzie areał upraw wynosi około 17 tysięcy hektarów. Wśród głównych producentów znajdują się także Czechy, Polska i Słowenia.

Źródło: UMWL

5 komentarzy

  1. Ocena: 11

    … młot kowalski co ma wspólnego z lubelskim chmielem?!

    • Pewnie zastępuje panienkę tumaniew.

    • Ocena: 5

      Przekonasz się co ma… przed samymi wyborami. Póki co udaje lubelska choć fakt że nieudolnie i żenująco mu to wychodzi.

  2. Pisowskie elity yntelektualne. A kolorowych kredek nie było?

  3. Ocena: -3

    Kto tu kłamie, panowie?
    W polityce są trzy poziomy prawdy: prawda, półprawda i komunikat prasowy po szczycie unijnym. Ten ostatni właśnie obserwujemy.
    Z jednej strony Friedrich Merz mówi wprost: system ETS to „wielki sukces”, działa od 20 lat i nie wymaga fundamentalnych zmian. Jasny przekaz: niczego
    nie ruszamy, filar polityki klimatycznej stoi nienaruszony.
    Z drugiej strony Donald Tusk wraca do kraju i ogłasza coś niemal odwrotnego:
    że zmienia się filozofia, że powstała silna grupa państw za „uelastycznieniem”, że nawet Niemcy i Skandynawowie zaczynają „rozumieć specyfikę”.
    Brzmi jak sukces? Owszem.
    Problem w tym, że nie bardzo pasuje do tego, co powiedział Merz.
    Merz mówi:
    ETS zostaje bez zmian.
    To sukces i fundament.
    Nie ma mowy o rewolucji.
    Tusk mówi:
    zmienia się podejście,
    rośnie presja na elastyczność,
    nawet najbardziej „zieloni” zaczynają odpuszczać.
    Te dwie wersje świata nie mogą być jednocześnie w pełni prawdziwe.
    Bo albo system pozostaje nienaruszony,
    albo jednak zaczyna być politycznie „rozmiękczany”.
    Najbardziej podejrzany fragment słów premiera?
    „Udało się uzyskać deklarację KE” oraz „jestem przekonany, że zostanie to potwierdzone”.
    Czyli nie ma decyzji, nie ma konkretów, jest przekonanie.
    W języku unijnym to oznacza jedno: nic nie zostało załatwione.
    To klasyczna sztuczka: wracasz z Brukseli i sprzedajesz potencjalną możliwość jako realne osiągnięcie.
    Prawda jest taka, ETS pozostaje kluczowym narzędziem UE, kraje takie jak Niemcy nie zmieniają kursu, wszelkie „uelastycznienia” to raczej kosmetyka retoryczna
    niż przełom.
    A darmowe uprawnienia? To temat ciągnący się od lat, negocjowany, przesuwany, ale zawsze warunkowy i ograniczany, nie „na długie, długie lata”.
    Więc kto kłamie?
    To nie musi być ordynarne kłamstwo.
    To może być coś gorszego: polityczna narracja dopasowana do odbiorcy przed wyborami.
    W Berlinie mówi się: „wszystko pod kontrolą, zielona transformacja trwa”.
    W Warszawie: „wywalczyliśmy elastyczność, bronimy przemysłu”.
    Obie wersje mają jeden cel: dobrze wyglądać w kraju.
    Nie, nikt nie musi kłamać wprost.
    Wystarczy, że każdy mówi tylko tę część „prawdy”, która mu pasuje.
    A całość?
    Jak zwykle w UE — ukryta między wierszami, przypisami i słowem „deklaracja”.

Dodaj komentarz