Polska zyska strategiczne centrum serwisowe silników do Abramsów. Umowa zostanie podpisana w Dęblinie
07:56 18-05-2026 | Autor: redakcja
W poniedziałek, 18 maja, premier Donald Tusk oraz wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz wezmą udział w uroczystym podpisaniu umowy dotyczącej utworzenia Autoryzowanego Centrum Serwisowego Silników AGT1500 do czołgów M1 Abrams.
Wydarzenie odbędzie się o godzinie 12:00 na terenie Wojskowych Zakładów Lotniczych Nr 1 S.A. przy ul. Lotników Polskich 4 w Dęblinie. Około godziny 13:30 zaplanowano wypowiedzi premiera oraz szefa MON.
Strategiczne znaczenie dla Sił Zbrojnych RP
Podpisanie umowy pomiędzy Wojskowymi Zakładami Lotniczymi Nr 1 S.A. a amerykańską firmą Honeywell ma kluczowe znaczenie dla rozwoju krajowego zaplecza technicznego dla czołgów M1 Abrams, które trafiły na wyposażenie Sił Zbrojnych RP.
Polska będzie pierwszym państwem w Europie i trzecim na świecie posiadającym autoryzowane centrum serwisowe silników AGT1500. Oznacza to znaczące skrócenie czasu obsługi technicznej oraz napraw, które bez takich zdolności musiałyby być realizowane poza Europą.
Jak informuje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, przy zakupie czołgów Abrams przez poprzedni rząd nie zabezpieczono offsetu ani krajowych zdolności serwisowych dla silników AGT1500. W praktyce oznaczałoby to konieczność wykonywania napraw i obsługi technicznej za oceanem, co byłoby procesem długotrwałym i logistycznie skomplikowanym.
Współpraca z producentem silników AGT1500
Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 1 S.A., należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, podjęły współpracę z firmą Honeywell, producentem silników AGT1500 i właścicielem praw licencyjnych do tej technologii.
Porozumienie ma umożliwić transfer nowoczesnych rozwiązań technologicznych do Polski. Utworzenie centrum serwisowego w Dęblinie oznacza również rozwój kompetencji krajowego przemysłu obronnego oraz powstanie nowych miejsc pracy.
Podczas wydarzenia zaplanowano także złożenie symbolicznego kamienia węgielnego pod jedyne w Europie Autoryzowane Centrum Serwisowe Silników AGT1500 czołgów M1 Abrams Sił Zbrojnych RP.
Dęblin ważnym punktem na mapie obronności
Inwestycja realizowana w Dęblinie ma wzmocnić bezpieczeństwo techniczne i operacyjne polskiej armii. Dzięki krajowym zdolnościom serwisowym obsługa jednych z najważniejszych pojazdów pancernych Wojska Polskiego będzie mogła odbywać się szybciej, sprawniej i bliżej jednostek, które korzystają z czołgów Abrams.
To również kolejny krok w kierunku zwiększania niezależności polskiego sektora obronnego oraz budowy zaplecza przemysłowego zdolnego do obsługi najnowocześniejszego sprzętu wojskowego.
Obiecuję obiecywać
A co ma wspólnego abrams z lornictwem, że silniki będą serwisować w WZL?
Abrams ma silnik turbinowy, który ma więcej wspólnego z lotnictwem, niż Ci się zdaje, a WZL w Dęblinie od wielu lat remontuje silniki turbinowe różnych typów.
A skąd on ma to wiedzieć jak w ruspublice tego nie mówili
Tee znawca, gąsiennice w czołgu zmieniłeś z zimowych na letnie ?
Aktualnie istnieje wariant tego silnika do użycia w helikopterach. Z Wikipedii.
In the early 1970s, the AGT1500 was developed into the PLT27, a flight-weight turboshaft for use in helicopters.
Cieszta się poliniaki, o teraz będziecie dla amerykańskiego pana silniki naprawiać, a w zamian McDonald postawi swoje j’adlodajnie” w każdym mieście i miasteczku, by polińska gawiedź mogła jeść te sztuczne rarytasy, a później chorować i kupować leki od farmaceutycznych korporacji myśląc, że ich te pigułki uzdrowią.
Ironia losu, zarówno Abrams jak i Ford to amierykański cud techniki.
Jednego żre rdza a drugi żre paliwo, ponad 1000 litrów na setkę.
Tak se wziąłem i pomyślałem (co każdemu sie może zdarzyć), że ile kilometrów musi przejechać taki Abrams, żeby trzeba było serwisować jego silnik… a przecież nie śmiga taki po Europie codziennie po chociażby 40-50 kilometrów.
Nawet jakby codziennie przejechał całe 100 kilometrów to do serwisowania go jeszcze daleko.
Mam forda od 15 lat, na liczniku ma ponad 250 tys. kilometrów, zmieniam oleje, płyny „ustrojowe” i śmigam.
Tymczasem taki Abrams, po 15 latach „nakręci” 1 tysiąc, może dwa tysiące kilometrów… no chyba, że oddadzą go „braciom”, to prędzej go ruscy rozwalą niż będzie potrzebował serwisu.
No ale umowa, to umowa… cieszmy się, że jest.
Porównanie czołgu Abrams do samochodu osobowego jest dość nietrafione. W przypadku sprzętu wojskowego serwis nie zależy wyłącznie od liczby przejechanych kilometrów. Liczą się także motogodziny, obciążenie silnika, warunki pracy, gotowość bojowa, szkolenia załóg, zabezpieczenie części i możliwość szybkiej naprawy w kraju. Abrams to nie ford używany do jazdy po mieście, tylko ciężki wóz bojowy, który musi być sprawny wtedy, kiedy jest potrzebny. Nawet jeżeli nie jeździ codziennie po 100 kilometrów, jego silnik i podzespoły wymagają specjalistycznej obsługi. Jeśli taka obsługa byłaby możliwa tylko za oceanem, każda poważniejsza naprawa oznaczałaby długi przestój. Dlatego centrum serwisowe w Polsce nie jest po to, żeby „naprawiać czołgi jak auta po przebiegu”, tylko żeby utrzymać zdolność bojową, skrócić czas napraw i uniezależnić się od wysyłania kluczowych elementów do USA. W wojsku liczy się nie tylko to, ile sprzęt przejechał, ale czy w razie potrzeby jest gotowy do użycia.
no i taki Abrams nie jedzie do serwisu jak ten ford…
Jest taki termin: power pack.
Poczytaj co to znaczy.
Tylko twoj ford po 15 latach ma o 50kg blachy mniej bo reszta juz dawno zardzewiala a na abramsie lekki nalot się zrobil
Ale w mojego forda w Ukrainie ruska rakieta nie jeepnie, nie opłaca się…