W Lublinie pojawiły się kolejne nowe miejsca sprzyjające odpoczynkowi w plenerze. Przy ul. Długiej powstał klimatyczny „Skwer Marzeń”, przy ul. Cyprysowej urządzono „Gaj nad Skarpą”, a przy ul. Gęsiej niewielki osiedlowy zieleniec z alejkami.
No i jakieś krzewy owocowe by się tam przydały; porzeczki, świdośliwa, oliwnik. Wisnię czy czereśnię też możnaby tam umiejscowić.
As
Ocena: 0
skwerek za 54 tysie, koszt po stronie wykonawcy 20 tysi reszta to zysk.
Ityle
Ocena: 0
Niech se to miasto wsadzi w tylek. Zamiast pobudować mieszkańcom i zwłaszcza dzieciom palce zabaw , boiska sportowe, parki to jakieś taki badziewia stawiają. Miasto inspiracji od siedmiu boleści. Byle tylko wydać pozwoleń na betonowe kloce a mieszkanyc niech się martwią.
Dziadowska ta władza.
Mieszkaniec
Ocena: 0
Placyk przy Cyprysowej może i gotowy, ale ławki zamontowano tak, że siedząc łatwo się będzie z nich stoczyć, bo inteligenci nie uwzględnili spadku terenu. Pewnie w projekcie, a potem wykonawcą. Jak mają robić taaaakie fajne inwestycje, to niech te pieniądze pójdą na szkołę przy Hiacyntowej…
cici
Ocena: -1
A ja mam sentyment do Łysaka na Balladyny.
Franio
Ocena: 1
Za moich „czasów”, to tam jeszcze „strumyczek” płynął. Ale wtedy to nawet jeszcze kart Rowerowej nie miałem.
No i jakieś krzewy owocowe by się tam przydały; porzeczki, świdośliwa, oliwnik. Wisnię czy czereśnię też możnaby tam umiejscowić.
skwerek za 54 tysie, koszt po stronie wykonawcy 20 tysi reszta to zysk.
Niech se to miasto wsadzi w tylek. Zamiast pobudować mieszkańcom i zwłaszcza dzieciom palce zabaw , boiska sportowe, parki to jakieś taki badziewia stawiają. Miasto inspiracji od siedmiu boleści. Byle tylko wydać pozwoleń na betonowe kloce a mieszkanyc niech się martwią.
Dziadowska ta władza.
Placyk przy Cyprysowej może i gotowy, ale ławki zamontowano tak, że siedząc łatwo się będzie z nich stoczyć, bo inteligenci nie uwzględnili spadku terenu. Pewnie w projekcie, a potem wykonawcą. Jak mają robić taaaakie fajne inwestycje, to niech te pieniądze pójdą na szkołę przy Hiacyntowej…
A ja mam sentyment do Łysaka na Balladyny.
Za moich „czasów”, to tam jeszcze „strumyczek” płynął. Ale wtedy to nawet jeszcze kart Rowerowej nie miałem.