Lublin: Koziołek zderzył się z dwoma autami
22:39 06-06-2016 | Autor: redakcja
Jeden z takich przypadków miał miejsce w niedzielę po południu na ul. Krochmalnej w Lublinie. Obok przystanku na wysokości Klubu Jeździeckiego tuż przed jadące pojazdy wybiegły dwie sarny. Jedna z nich zdołała się zatrzymać, jednak biegnący jako pierwszy koziołek zderzył się z jadącym w kierunku ul. Jana Pawła II autem.
Zwierzę pobiegło dalej i na przeciwległym pasie ruchu znowu zostało potrącone przez kolejny pojazd. Na szczęście w obu przypadkach skończyło się na strachu i uszkodzonych pojazdach. – Warto czasem zwolnić i choć nie da się wszystkiego przewidzieć, mieć na uwadze jakie rzeczy mogą się nam trafić w mieście – wyjaśnia nasz czytelnik, który zarejestrował moment zderzenia i przesłał do nas nagranie.
(wideo – nadesłane)
2016-06-06 22:17:50
i co z tym koziołkiem żyje ??
Człowiek prawdopodobnie nie przeżyłby takiego potrącenia, a co dopiero taki mały koziołek rozpruty przez dwa auta.
Napisane przecież, że najadł się tylko strachu. To był mocny, lubelski koziołek!
Sprawca zbiegł na 4 kopytach.
Niechby szybciej jechał
Jechał normalnie.
nie wiem czy to takie szczęście bo za koziołka raczej jak nie ma AC to można zapomnieć o odszkodowaniu…
Na tym skrzyżowaniu powinno byc ograniczenie do 40 km/h albo zmiana organizacji ruchu lub rondo
Dokładnie, i stopy na wszystkich pasach w obu kierunkach.
Egz zapoznaj się z treścią artykułu, bo po pierwsze to nie zdarzyło się na skrzyżowaniu, a po drugie twój komentarz jest po prostu nie na temat.
Najlepiej do 20 i obowiązkowa jazda w kasku.Jak nie czujesz się na siłach to jeździj mpk!
a ty powinieneś zawsze patrzeć przez szybę IKARUSA
A ty przez szybę GIMBUSA
Kolczatka, śpiący policjant I szlaban!!!
„Na szczęście w obu przypadkach skończyło się na strachu i USZKODZONYCH POJAZDACH” – no chyba nie dla wszystkich takie to szczęście.
Cóż, średnia prędkość na odcinku 300m bezpośrednio przed uderzeniem wyniosła 64km/h. Niby nie bardzo szybko (niektórzy jeżdżą tam dużo szybciej). Ale gdyby było 50km/h, to droga hamowania byłaby o 49% krótsza, a czas na reakcję około 21% dłuższy, chociaż zwierz się wyłonił 20-25 metrów przed maską, więc być może by to nie wystarczyło żeby uniknąć zderzenia, a może – kto wie.
A gdyby jechał np. 80 km/h to zdążyłby przejechać zanim koziołek dobiegł do ulicy.
równie dobrze mógł jechać 120km/h to koziołek przebiegł by daleko za samochodem i kierowca nawet by nie wiedział, że była jakaś dziczyzna. Prędkość nigdy nie jest przyczyną wypadków!!! Duża prędkość tylko potęguje skutki.
A z ciekawości – liczyłeś to z pozycji gps czy mierząc czas między jakimiś punktami? Pytam bo słowa nie piszesz o błędzie pomiarowym. O ile nie stałeś w krzakach z certyfikowanym urządzeniem do pomiaru prędkości to pisz „około” i podawaj +/-.
Piszesz o czasie reakcji na podst. obrazu z rejestratora na środku szyby. Kierowca ma jeszcze w polu widzenia słupek boczny, w większości aut w prostej linii do miejsca z którego wyskoczył zwierz. Druga rzecz – mowa o czasie reakcji na małe zwierzę czy podręcznikowym czasie reakcji w przypadku kolizji auto/auto czy np. wtargnięciu pieszego? Bo ta sarna to trzeba przyznać nie jest zbyt duża, tym bardziej jak biegnie z dużą prędkością. O czasie reakcji na zdarzenie w centrum pola widzenia czy czasie reakcji na coś widoczne kątem oka? A dodaj sobie do tego fakt, że kierowca kończył właśnie manewr zmiany pasa ruchu. Całość więc, włącznie z wyliczoną (?) prędkością, to takie gdybanie – co by był jakby babcia wąsy miała…
Generalnie teren LKJ, czy ogólnie ta przestrzeń między ścieżką i Krochmalną, powinna być w całości szczelnie zagrodzony przez miasto bo kiedyś i koń może wybiec a i o łosiach czasem słychać. Plus kwestie odpowiedzialności za szkody wywołane przez takie dzikie zwierzęta. Jak potrącone i padłe zwierze zapakujesz do bagażnika – mandat (kłusownictwo), jak nie wezwiesz straży miejskiej czy policji – mandat (za nieudzielenie pomocy rannemu zwierzęciu i niepoinformowanie o zdarzeniu). Jak Cię rąbnie i narobi szkód – radź sobie sam.
Jakby nie patrzeć to wychodzi na zbiorowe, a w dodatku nielegalne kłusownictwo! 😆
Trzeba wolniej jechać, a nie zaiwaniać z dziećmi na pokładzie…
a nie powinno w tym przypadku oddać hajsu nadleśnictwo czy jacyś myśliwi? przecież tam nie ma znaków, że jest dzika zwierzyna
A ciekawe kto teraz zapłaci za naprawę rozbitych samochodów ????????????????????????
Właściciel auta z własnej kieszeni, miałem taką sytuację i samemu wszystkie koszty się ponosi bo odszkodowanie jest wręcz nie możliwie do uzyskania, chyba że miał AC …
A może w tym przypadku będzie też inaczej bo sytuacja rozegrała się w mieście gdzie dzikie zwierzęta nie powinny mieć miejsca…