Lubelskie psy w niebezpieczeństwie. Gryzą je lisy, pożerają sowy
21:26 14-04-2014 | Autor: redakcja
Coraz więcej dzikich zwierząt pojawia się na terenie Lublina. Głośno było ostatnio o dzikach spacerujących po centrum miasta. Mieszkańcy zauważają również sarny, czasami zabłąka się łoś. Na stałe jednak na miejskich terenach zamieszkały lisy. Bardzo duża ich ilość jest na Czechowie. Tak już przyzwyczaiły się do miejskiego gwaru, że bez problemu można je spotkać nie tylko nocą, stały się aktywne również za dnia. Przemierzają ulice w poszukiwaniu pożywienia, odwiedzają zlokalizowane obok bloków śmietniki a także szukają resztek żywności wyrzucanych przez ludzi na trawniki lub w pobliżu parkingów. Jednak coraz częściej pojawiają się przypadki zaatakowania psów przez lisy.
Do kilku tego typu zdarzeń doszło właśnie na Czechowie. W ubiegłym tygodniu lis zaatakował i pogryzł psa w rejonie ulicy Koncertowej, kilka dni wcześniej w okolicach ulicy Chodźki pogryziony został ratlerek. Informacje te potwierdzają lekarze weterynarii, do których zgłaszają się właściciele zaatakowanych psów. – Ostatnio notujemy coraz więcej tego typu zdarzeń, tylko przez ubiegły miesiąc w naszej klinice mieliśmy trzy osoby, które zgłosiły się z zaatakowanymi przez lisy psami- wyjaśnia lekarz z jednej z lubelskich klinik weterynaryjnych. – Na szczęście wszystkie psy miały aktualne szczepienia przeciwko wściekliźnie i nie istniało ryzyko zagrożenia tą chorobą, jednak jest to niepokojące, że tego typu przypadki zdarzają się coraz częściej i to praktycznie w środku miasta – dodaje lekarz. Jak ustaliliśmy, na szczęście psy nie doznały poważnych obrażeń, choć w jednym przypadku konieczny był zabieg chirurgiczny.
O wiele gorzej spotkanie psa z dzikim zwierzęciem zakończyło się na lubelskim LSM-ie. W ubiegłym tygodniu w godzinach wieczornych mały piesek rasy york został porwany przez sowę. Niestety przypłacił to życiem. Do tego nietypowego zdarzenia doszło w wąwozie pomiędzy ul. Filaretów a Armii Krajowej. Tuz przed zmierzchem jedna z mieszkanek okolicznych bloków wyszła do wąwozu na spacer z malutkim yorkiem, w pewnym momencie nadleciała sowa, która złapała pieska w szpony i odleciała z nim na jedno z pobliskich drzew. Jak nam relacjonowali okoliczni mieszkańcy, pies najprawdopodobniej został przez sowę zjedzony. –Sowa jest ptakiem drapieżnym, dlatego takie przypadki się zdarzają. Biegający mały rasowy york, który zazwyczaj waży około kilograma może zostać pomylony przez ptaka z gryzoniem, np. szczurem, którymi sowy nie gardzą – tłumaczył nam lekarz weterynarii.
Tymczasem ludzie nie informują nikogo o tego typu niepokojących zdarzeniach. – Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia o ataku drapieżnika na psa. Jest to bardzo niepokojące, zwłaszcza że zaatakowane zostało zwierze domowe – tłumaczył nam Robert Gogola z lubelskiej Straży Miejskiej. Lekarze alarmują, by psy, zwłaszcza te małe, wyprowadzać na smyczy, gdyż to ustrzeże je przed kontaktem z dzikimi zwierzętami. Takie wtargniecie luźno biegającego psa na teren na którym się znajdują, traktują jako naruszenie ich terytorium, i dlatego dochodzi do ataków.
(fot. Anna D. lis na lubelskim Czechowie)
(fot. Bartek S. lis na lubelskim Czechowie)
2014-04-14 21:27:38
(fot. lublin112.pl)
chciałbym zobaczyć jak sowa zjada ratlerska
Wątpię żeby lis zaatakował PSA bo york i ratlerek raczej się do nich nie zaliczają a jak jest trafnie napisane bliżej im do szczura gdyby nie to irytujące piszczenie bo szczekaniem to tez nie można nazwać . Sowa nie porwałaby np. spaniela a lis nie zaatakował owczarka. Chcecie żeby wasze psy były bezpieczne to ich pilnujcie a takie „okazy” które giną w trawie wyprowadzajcie do większej doniczki.
W zeszłym roku u mnie rzekomo „wściekły” lis zaatakował 2 psy, mniejszy z psów był 1,5 raza taki jak lis, a jednak. Więc wiesz, wątpić można do czasu.
„Tymczasem ludzie nie informują nikogo o tego typu niepokojących zdarzeniach. – Nie mieliśmy żadnego zgłoszenia o ataku drapieżnika na psa.”
Coś im się pomyliło, ponieważ wielokrotnie mieszkańcy Czechowa a konkretnie właściciele psów zgłaszali, że grasują lisy. Co więcej odpowiedzieli nam, że lekarze weterynarii mogą się zainteresować problemem, ale z racji tego iż pracują do 15, mogą przyjechać w dzień! Dodam, iż lisy wychodzą ze swoich kryjówek i można je zobaczyć przy śmietnikach około 24..
A czy bylaby mozliwosc, zeby przy okazji obudzic psy, ktore za nasze podatki spia w oznakowanych i nieoznakowanych radiowozach pod konsulatem Ukrainy na 3 Maja? Bardzo bylbym wdzieczny takiej sowie, jakby jednego dla przykladu zezarla na litewskim 😀
U nas lis zaatakował i ugryzł psa rasy husky, (który oczywiście jest 10razy większy od yorka lub ratlerka) leży u weterynarza w klinice i walczy o życie, bo lis był chory. Niedługo będą podchodzić do ludzi, ponieważ już się sąsiedzi wypowiadali, że do nich lis podszedł, oni go postraszyli a ten nic.. ale każde zwalanie winy na małe pieski i właścicieli jest dobre ;]
Pan Robert Gogola powinien się wstydzić!!! Osobiście dzwoniliśmy w Niedzielę w tej sprawie do Straży Miejskiej w Lublinie!!!
Pani Kamilo może to był mieszaniec husky z ratlerkiem haha
„kilka dni wcześniej w okolicach ulicy Chodźki pogryziony został ratlerek” – można wiedzieć skąd ta informacja i co się dzieje z pieskiem?
Informacja od czytelnika, potwierdzona przez lekarza weterynarii – pozdrawiamy
A nie można by po prostu lisów stąd wyprowadzić? W niekoniecznie kulturalny sposób?
Po co wyprowadzać lisy – wystarczy trzymać takie szczurkowate psy na smyczy a nie puszczać samopas – nie sądzę, że lis podszedł do psa idącego na smyczy obok właściciela i postanowił go pogryźć – pewnie było tak, że pies biegał sobie swobodnie i natknął się na lisa. Znając charakterek tych miniaturek – pewnie zaczął obszczekiwać lisa a ten po prostu dał mu nauczkę. Tyle w temacie.
Uprzejmie informuję, że lisy nie gardzą przekąską w postaci kotów wałęsających się w bardziej odludnych miejscach Lublina. A i gołębiem też nie pogardzą.