06/06/2026
690 680 960

Dziesiątki milionów strat po pożarze koło Bełżyc. To co nie spłonęło, nadaje się do wyrzucenia

Tak dużego pożaru jak piątkowy, w naszym regionie nie było od dawna. W akcji gaśniczej brali udział strażacy z całego powiatu, jak też z sąsiedniego. Straty są ogromne.

Początkowo nic nie zapowiadało, że piątkowy pożar w Cuplach koło Bełżyc, będzie miał aż tak poważne skutki. Pierwsza informacja mówiła o płonącej konstrukcji szklarni. Kiedy na miejsce skierowano zastępy straży pożarnej z Bełżyc, jadący tam strażacy z daleka zauważyli już coraz większe kłęby dymu. Na miejsce zaczęto więc wysyłać posiłki z okolicznych miejscowości. Pożar jednak rozprzestrzeniał się w błyskawicznym tempie.

Kiedy okazało się, jak poważna jest sytuacja, do pomocy ściągnięto siły nie tylko z powiatu lubelskiego, lecz także z opolskiego. W kluczowym momencie w akcji gaśniczej uczestniczyło 37 zastępów straży pożarnej: 14 z JRG w Bełżycach i Lublinie oraz 20 z OSP z Bełżyc, Matczyna – Wojcieszyna, Babina, Strzeszkowic, Kolonii Chmielnik, Borzechowa, Podola, Pawlina, Osin, Ignacowa, Stasina, Wojciechowa i Palikij, Niedrzwicy Kościelnej, Wzgórza, Wronowa, Jaroszewic, Zagórza, Wojciechowa Kolonii i Chodla.

Pożar objął wtedy obszar o powierzchni ok. 500 m2. Płonący styropian i składowane kartonowe opakowania na produkty, sprawiały, że wydzielały się ogromne ilości niebezpiecznego dymu. Strażacy musieli korzystać z aparatów ochrony dróg oddechowych. Zostało zużytych około 200 butli z powietrzem. Co więcej, rozszczelniły się dwa z 10 zbiorników z kwasem azotowym. Z tego też powodu na miejscu pracowała również specjalistyczna grupa ratownictwa chemicznego i ekologicznego z Lublina.

Działania zostały zakończone po godzinie 3 w nocy, a więc po około 13 godzinach. Następnego dnia na miejscu prowadzone były czynności, w których uczestniczył właściciel oraz m.in. strażacy z JRG Bełżyce, policjanci, prokurator a także biegli sądowi. Przyczyna pojawienia się ognia nie została jeszcze oficjalnie ustalona. Trwa też szacowanie strat. Jak nas poinformowano, mogą one wynieść nawet ok. 30 mln złotych.

W gospodarstwie ogrodniczym produkowane były różne gatunki pomidorów oraz sałat. Szklarnie zajmują powierzchnię ponad 6 ha. Uprawy były komputerowo nawadniane, system sterował także klimatem umożliwiającym optymalizację mikroklimatu. To co nie spłonęło, nadaje się tylko do wyrzucenia. Dym sprawił, że rośliny, w tym wiele znajdujących się już w końcowej fazie wzrostu i zaczynających owocować, nie nadaje się do dalszej uprawy.

OSP Kolonia-Chmielnik dojazd i pożar szklarni w miejscowości Cuple

100

101

102

104

105

106

107

(fot. nadesłane – Sebastian, wideo OSP Kolonia Chmielnik)
2018-04-01 11:24:37

16 komentarzy

  1. Ocena: 0

    Kwas azotowy do uprawy sałaty?

  2. Ocena: 0

    Włożysz w biznes całe swoje życie, a zostanie ci garść popiołu. Mam nadzieję, że to było ubezpieczone.

  3. Ocena: 0

    Nie oszukujmy się na pewno ubezpieczone na następne miliony złotych. Najgorsze to rodziny które utrzymywały się z pracy tam.

  4. Dorobek życia szlag trafił , współczuję ale i sąsiadom bo tyle dymu czarnego to i oni ucierpieli

    • Nie przesadzaj. Szlag trafił ćwierć hektara a pozostało jeszcze sześć. Od zera nie będzie zaczynał. Da radę.

  5. Odszkodowanie dziekuje

  6. OSP Pawlin nie zostało wymienione a byli na sam koniec.

  7. Lucyferku, to połowa biznesów powinna się spalic, bo właściciele tak się dorabiają…

  8. Ocena: 0

    jeśli jest tak jak mówisz, to te osoby dopiero teraz to odczują, bo nikt im nie zapłaci, za przestój w pracy